.


''PERŁY MAŁOPOLSKI'' PÓŁMARATON W SKALE
......sześcio kilometrwy zbieg,zabierające oddech podbiegi,wapienne ostańce no i miejsce na najwyższym stopniu pudła ...może nawet będzie wzmianka o ''półbiegaczu'' :)....relacja Eli tuż tuż 

ORLEN Warsaw Maraton
dodano: 2014.04.13







Tuż przed biegiem, spotkaliśmy się niedaleko miasteczka biegowego w pobliżu Ronda Waszyngtona. Tam, po krótkiej wymianie uścisków zrobiliśmy wspólne foty, a także nastąpiło oficjalne przekazanie koszulki bobra koledze Mariuszowi. Witaj w klubie, Mariusz. Samych biegowych sukcesów i przede wszystkim zdrowia od całej ekipy.

Poniżej krótka relacja Mariusza

Dzisiejszy bieg Orlenu na 10 km był można powiedzieć moim debiutem w drużynie Bobrów. Wypadałoby pobiec chociaż w przyzwoitym czasie. Biorąc pod uwagę, że dzień wcześniej brałem udział w biegu kolei wąskotorowej, wydawało mi się to trochę trudne, tym bardziej że borykam się z kontuzją kolana. Pobiegłem wyśmienicie, osiągając życiówkę, z czego jestem niezmiernie zadowolony. ( 00:56 :15)

Mariot

Zapuszczony...
dodano: 2014.04.11
Puszcza Biała, znana mi z nazwy i umiejscowienia na mapie. Nigdy tam nie byłem, ba, moje doświadczenia znajomości puszcz ograniczają się do Puszczy Kampinoskiej, gdzie miałem okazję się gubić kilka lat temu. Właśnie w Puszczy Białej organizatorzy postanowili przeprowadzić rajd na 100km. Start, oczywiście w nocy, miał miejsce w niewielkiej miejscowości Dalekie Tartak. Tam, przy ulicy Topolowej znajduje się budynek, który, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, okazał się szkołą. Wewnątrz grupa młodzieży (ale nie tylko) w butach sugerujących zamiar marszu i ja – w moich lekkich asicsach, gotowy do przetruchtania 100km, tylko którędy? Mapa na stronce rajdu była tak niedokładna, że nie mogłaby pomóc mi w nawigowaniu przez ciemny las. Na szczęście na miejscu dostałem lepszą i o wiele dokładniejszą mapkę, na której dodatkowo zaznaczone były kolory szlaków, jakimi należy się poruszać. Przed budynkiem szkoły spotkałem też, ku mojej wielkiej uciesze, ludzi, którzy podobnie jak ja, chcieli potruchtać. Po krótkiej rozmowie, okazało się, że to wyjadacze marszów i biegów na orientację, postanowiłem więc cicho przyczaić się za nimi i skorzystać z doświadczenia. Przed samym startem zebrano nas w kółeczku i poinformowano o tym i owym. Zaczęło się dość wesoło, bo w ferworze przygotowań zapomniano o otworzeniu bramy, a kiedy już ją otworzyliśmy, to 10 metrów za startem już zaczęliśmy się zastanawiać, w którą stronę biec. Mniej więcej 3 minuty po starcie ja i moi towarzysze z klubu Castellanus byliśmy już tak daleko przed wszystkimi, że właściwie musieliśmy zdać się tylko na siebie. Początkowo szlak prowadził nas w miarę po trasie przedstawionej na mapie, czasami tylko wracaliśmy, żeby odszukać oznaczenia na drzewach. Trasa prowadziła głównie przez las, ale dość często przebiegaliśmy przez małe wioski, a tu i ówdzie podbiegały do nas różnie usposobione czworonogi. Pierwszy punkt kontrolny usytułowano gdzieś na 13km – nie było to żadną niespodzianką, gdyż wszystkie punkty kontrolne zaznaczono nam na mapie. Właściwie trasa aż prosiła się o skracanie i jakby się ktoś uparł, mógłby z niej urwać pewnie i z kilkadziesiąt kilometrów. My jednak parliśmy zgodnie z wytycznymi na mapce. Za miejscowością Dłogosiodło, w lesie słychać było odgłosy trasy S8, do której się kierowaliśmy, Ciekawe, że odgłos pędzących samochodów rozchodził się w lesie na wiele kilometrów i minęło jeszcze wiele czasu zanim dotarliśmy do trasy. Po drodze pogubiliśmy szlak i wybiegliśmy trochę za daleko. Niepocieszeni faktem, że nadgoniliśmy kilka kilometrów wbiegliśmy do wsi, gdzie zaczął nas śledzić samochód. Wjechał za nami nawet w grząską , polną drogę i skapitulował dopiero po kilku minutach świecenia nam w plecy. Nie można powiedzieć, że szlaki w Puszczy Białej są oznaczone w sposób przejrzysty. W pewnym momencie trafiliśmy na totalnie bagnistą drogę i przemieszczać mogliśmy się tylko lasem, później straciliśmy kompletnie kontakt ze szlakiem i wybiegliśmy we wsi, przez którą wcale nie mieliśmy przemierzać. Na kolejny punkt dotarliśmy z innego kierunku, niż ten zaznaczony na mapie. Zostało jeszcze kilkanaście kilometrów do miejsca startu, gdzie był półmetek. Z kilometra na kilometr czułem narastające pęcherze. Zmoczone w bajorku stopy zaczęły się przecierać i protestować. Od 40kilometra zacząłem rozważać możliwość zejścia z trasy w połowie, bo tam miałem samochód. Nic prostszego, podziękuję, wsiądę w samochód i pojadę do domu. Pewnie jeszcze 2 lata temu ambicja kazałaby mi, choćby na czworaka, dotrzeć do mety. Tym razem było inaczej, ambicja przegrała ze zdrowym rozsądkiem, który podpowiadał, że ukończenie mogę przypłacić tygodniami dochodzenia do siebie, a tym czasem sezon dopiero się zaczyna. Kiedy docieraliśmy na kolejny punkt, nie miałem już żadnych wyrzutów i kazałem skreślić się z listy. Dostałem plakietkę pamiątkową, pożegnałem towarzyszy, którzy ruszyli w dalszą drogę i ruszyłem do domu. Zaraz po wyjechaniu zaczęło świtać, a wraz ze słońcem wstąpiła znów we mnie ogromna chęć biegania. Kurczę, jakie to fajne…
Leszek S.

Półmaraton Warszawski
dodano: 2014.03.30
(pomieszane z fotkami z Kodnia) - może coś zrobię z tym małym bałaganem, ale nie obiecuję :)

Maraton Zahorów - Kodeń
dodano: 2014.08.29
Wschód Polski zawsze budził we mnie pewną ekscytację, tym bardziej, że niewiele razy miałem okazję wybrać się dalej niż za Mińsk Mazowiecki czy Siedlce, dlatego decyzja o maratonie niedaleko Terespola zapadła dość szybko. Udało się też zwerbować Marcina i Rysia, i razem, razem z moją prywatną rodzinką ruszyliśmy na podbój Dalekiego Wschodu. Organizatorem maratonu jest Pan Jan Kulbaczyński, a pierwsza edycja tego biegu odbyła się w 2007r. przy okazji 100 maratonu Pana Jana. Tegoroczna edycja miała odbyć się więc po kilkuletniej przerwie. Na miejsce dojechaliśmy bez większych problemów. Start maratonu zaplanowano w miejscowości Zahorów – niewielkiej wiosce, położonej gdzieś około 10km od Kodnia. Miejsce startu odnaleźliśmy dość spontanicznie, mały, publiczny budynek we wsi, pod którym Pan Kulbaczyński już na 2h przed startem wypatrywał pierwszych biegaczy. W zasadzie wszystko odbywało się zgodnie z regulaminem – pakiet, a w pakiecie koszulka, obrazki przedstawiające różnych świętych, dyplom, jogurt i obietnica medalu na mecie – czyli wszystko, tyle, że wpisowe w tym biegu wynosiło 0 PLN!!! Ja i Marcin celowaliśmy w pełen maraton, a Rysiu atakował jedno okrążenie, swoją ulubioną połówkę, która tutaj miała mieć 24km. Oprócz niego na dystansie tym startowali podsądni z zakładu karnego… no comments 
Start nastąpił zgodnie z regulaminem i w kilka minut po 9.00 znaleźliśmy się na przepięknej polnej drodze. Niczym azjatyccy turyści powyciągaliśmy nasze sprzęty i cykaliśmy focie napawając się pięknem wschodniej Polski. Trasa była bajeczna i wiodła nas przez pola, lasy, wioski… wszędzie ogarniała nas cudowna cisza – czasami przejechał motor, czasami traktor, a ludzie przyjaźnie machali do nas rękami, rolnicy zatrzymywali się i bili brawo, na podwórkach ustawiano stoły z wodą, ciastkami i różnymi różnościami, jakich zwykle nie można zasmakować na biegach. Przyjazna atmosfera aż kipiała w powietrzu. Na 23 kilometrze zafrasowani pięknem przyrody, pomyliliśmy z Marcinem trasę i drugie kółko zrobiliśmy w przeciwnym kierunku. Wesoło było patrzeć na zdziwione miny zdezorientowanych biegaczy, którzy czasami myśleli, że to właśnie oni pobiegli w niewłaściwym kierunku. Na mecie nikt nie robił nam żadnych problemów, otrzymaliśmy medal i udaliśmy się na miejsce, gdzie miał miejsce poczęstunek. I tutaj kolejne miłe zaskoczenie – kawa, herbata, kiełbaska, zupa, przemili ludzie, no coś pięknego…
Leszek S.

... podsądni z zakładu karnego... miało być no comments, ale będzie mały komentarz Rysia:
Miałem przyjemność biec sporą część dystansu z jednym z ,,odsiadujących,, Stanisławem .... charakterny gość po zaledwie paru treningach biegowych (podobnie jak pozostała część jego ekipy)... na trasie nie odpuszczał mimo widocznego zmęczenia i myśli że nogi będą boleć jeszcze długo...długo.Po skończonym biegu było widać jego prawdziwą radość z ukończenia biegu no i pojawiły się planował startu w innych imprezach biegowych.Potwierdza to tylko prawdę że ...bieganie wyzwala pozytywną energię
Rycho

Filmik Rysia

Otwockie Biegi Górskie
dodano: 2014.03.23
Kolejny cykl zimowych biegów dobiegł końca. Najwytrwalsi z wyrtwałych zaliczali zimą Falenicę i Otwock. W Otwocku aż 2 podium dla bobrów. W kategoriach wiekowych pudła wywalczyli - Darek Gotowiec i Leszek Rosa. Gratulacje!

I PO FALENICY
dodano: 2014.03.15
Ostatni etap biegów falenickich za nami. Medale odebrane. Teraz tylko czekać na kolejną zimę :)

XXXIV Półmaraton Wiązowski
dodano: 2014.03.04
W pierwszą marcową niedzielę wraz z Rysiem braliśmy udział w półmaratonie w Wiązowej. Już wcześniej startowaliśmy w tych zawodach także wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać, trasa w jedną stronę po wiatr, w drugą z wiatrem. W tym roku, dziwne, szybciej pobiegłem pod wiatr niż z wiatrem, może dlatego że chciałem Rysia dogonić a z powrotem no cóż już sił nie wystarczyło a Rysiek i tak popędził do mety. Jedyne miejsce gdzie się spotkaliśmy to nawrotka różnica taka, że ja byłem na 10 kilometrze a kolega zaczynał już 12. Podczas powrotu do Wiązowej, zastosowałem rady dobrego kolegi biegowego, który zdradził mi tajemnice jak pobić rekord życiowy w Falenicy, przekonywałem moje nogi, że potrafią szybko biec. Niestety co jakiś czas kolejna grupka zawodników mnie wyprzedzała. Zastanawiałem się czy ja nie mogę biec tym tempem co oni? Próbowałem ale nie utrzymywałem ich tempa. Ostatni odcinek półmaratonu w Wiązowej do prawie kilometrowa prosta, gdzie już widać metę ale cały czas jeszcze daleko a czas nieubłaganie płynie, pełna mobilizacja no i jest wreszcie meta, zatrzymuję stoper jest nowy rekord życiowy lepszy od poprzedniego o 32 sekundy. Na drugi dzień opowiadam w pracy pobiłem rekord o 32 sekundy ale patrzą na mnie ze zdziwieniem. Co to jest 32 sekundy? Trzeba spróbować żeby zrozumieć. 

216. Ryszard Mazurek 1:35:22
332. Janusz Łuczyk 1:41:20

Janusz Ł.

I Bieg Ludzi Honoru
dodano: 2014.03.02
Chłopaki, dawajcie relacje!

Jakby ktoś nie wiedział jak trafić na nową bieżnię w Wołominie...
Dzisiaj byłem, testowałem i stwierdzam, że biega się wybornie - równo, fajne odbicie - oddaje energię, przez co czuć większe możliwości. Poza tym widać, że obiekt dopiero co oddany do użytku, brakuje zagospodarowania terenu w bezpośrednim pobliżu. W odległości 30 metrów jest lodowisko z masą ludzi (na biezni biegałem sam). Drugi mankament to to, że ma tylko 200m i warto zmieniać kierunek biegu, bo często biegnie się po łuku. Sobotni test zapowiada się więc na sprawdzian silnej woli i niezłomności.
Leszek S.

Podsumowanie Falenicy 2013/14

Przed nami jeszcze jeden bieg finałowy, ale nie liczący się do rankingu. Poniżej zamieszczam wyniki osób, które ukończyłe 3 wymagane biegi.


miejsce/łączny czas najlepszych 3 biegów/zawodnik

Kategoria 10km/ open
93 133:06   Kamil Gajewski
94 133:16   Marcin Dymiński 
156 138:42  Leszek Stępień 
166 140:07  Leszek Rosa 
194 142:59  Janusz Łuczyk 
239 147:38  Darek Gotowiec 
261 149:16  Elżbieta Rosa 

Kategoria 10km /kobiety
16 149:16 Elżbieta Rosa 

Kategoria 6km /open
25 105:41 Mariusz Michalik 

Kategoria 3,3km
Mariusz Koperski - 3 miejsce w kategorii M35

!!!GRATULACJE!!!

Leszek S

FALENICA, etap 5
dodano: 2014.02.15
Na początek kilka fotek >>>tutaj<<<
Galeria Leszka R. (fotki robione przez Elę R.) >>>tutaj<<<
fotki zebrane przez Darka G. >>>tutaj<<<

V Półmaraton Komandosa
dodano:2014.02.09



Gdy służyłem w wojsku ( jakieś 20 lat temu!) to bardzo lubiłem takie ciężkie, ekstremalne ćwiczenia i bieganie po lesie z pełnym oprzyrządowaniem. Zawsze bardzo dobrze to wspominam.
Chcąc przypomnieć sobie te dobre czasy postanowiłem pobiegać w Półmaratonie Komandosa.
Jeszcze w tamtym roku, w listopadzie zapytałem Rysia, który razem z Marcinem brał już udział w tym biegu, czy trudno się tam zapisać? Wiadomo, że Ryśka na półmaraton nie trzeba długo namawiać i zapisał się jeszcze przede mną. Dobrze, że się wcześnie zapisaliśmy i opłaciliśmy, bo lista „twardzieli” szybko się zapełniała i po dwóch tygodniach limit 200 osób był już przekroczony.
Gdy do biegu zostało kilka dni, to ja dopiero sobie uświadomiłem, że prawie wcale nie trenowałem biegania z obciążeniem, a w butach wojskowych chodziłem dwa razy. Raz do garażu,
a drugi raz... z powrotem!
Kiedy nadszedł „D-Day” wskoczyłem w mundur, do plecaka wrzuciłem nowiutki, dziesięciokilogramowy worek gipsu Cekol C-45 i w drogę!
Dojechaliśmy z Rysiem na miejsce o dziewiątej. Do startu dwie godziny. Zgodnie z regulaminem poszliśmy zważyć i oddać do depozytu plecaki, które odbierało się tuż przed startem.
Po zważeniu okazało się, że możemy swoje plecaki uszczuplić, ponieważ ważą więcej.
Ja zapomniałem, że mój plecak, nawet pusty waży 3 kg i razem z gipsem wyszło 13 kg.
Rysiek „wyregulował” swój plecak na 10,5 kg, a mój po wysypaniu do kosza części Cekolu ważył 11 kg. Plecak plus mundur, plus 3 kg, których nie mogę zrzucić od świąt daje niezły ciężar...
a buty bez amortyzacji! Z założeniem butów zwlekaliśmy ile się tylko dało. Rysio mówił, że stopy go bolą od samego patrzenia na te buty.
Wreszcie start i poszło wojsko! Najpierw runda honorowa wokół stadionu, potem ostro w prawo 
i w las. Ścieżka wąska, ale i tak nie miałem ochoty nikogo wyprzedzać. Trasa ogólnie bardzo fajna.
Po drodze dwie górki, jedna fajniejsza od drugiej, kilka zwalonych drzew, żeby było przez co sobie przeskoczyć, trochę brei śniegowej, błota i kałuże których nie dało się ominąć. Po drugim okrążeniu
czułem się jakbym przebiegł maraton. Pomyślałem, że to nie możliwe abym pokonał kolejne dwa.
Ale przebiegając przed trybuną, gdzie siedzieli i oglądali nas oficerowie moje morale się tak podnosiło, że starczało mi na... jakieś 3 km. Pozostałe dwa były ciężkie.
Ostatnie okrążenie, głowa lepiej pracuje bo niedługo meta, ale nogi odmawiają posłuszeństwa. Plecak i buty stają się coraz bardziej ciężkie (gips chyba wchłonął dużo wody). Przed jedną kałużą pomyślałem, jak fajnie byłoby zdjąć buty, zanurzyć stopy i ugasić ten ogień.
Dziwne, ale gdy wpadłem na metę nawet nie byłem bardzo zmęczony. Bolały mnie tylko trochę uda
i z butów leciał dym, jeszcze kilometr i nastąpił by chyba samozapłon.
Rysiek powiedział po biegu, że zaliczył glebę. Podobno buty miał wyżej od głowy, ale niestety tego nie widziałem.
Na koniec zaznaczam, że te wszystkie opisane niedogodności, to nie jest narzekanie. Właśnie spodziewałem się, że będzie ciężko, na to liczyłem i się nie rozczarowałem. Dostałem w kość jak za dawnych, dobrych czasów.
Darek G.

Dzieciaki pośmigały na sankach my..... "poodpychaliśmy"sie na biegówkach ...kiełbaska skwierczała na ognisku...ot... miłe niedzielne przedpołudnie.Pozdrawiam i zapraszam na następne spotkania.                                                         rycho


Górki Otwockie, cz. 2
dodano: 2014.02.01

RAJD SZLAKIEM POWSTAŃCÓW STYCZNIOWYCH

>>>jeszcze trochę fotek<<<

Na nartach śmigam od kilku lat, ale jakoś nigdy nie było okazji do startu w ,,biegówkowej,, imprezie.
Jak usłyszałem w radiu o Rajdzie Szlakiem Powstańców Styczniowych 1863r odbywającym się w Julinku i trasie przebiegającej po Puszczy Kampinoskiej nie trzeba było mnie zachęcać. Podobnie było
z resztą ekipy tj. Elą, Leszkiem i Marcinem. W niedzielny poranek upchaliśmy nasze narty do samochodu i ruszyliśmy zaśnieżonymi ulicami. W czasie jazdy zastanawialiśmy się czy przy takich
warunkach pogodowych(mróz -12, śnieg, wiatr)nie będziemy jedynymi uczestnikami. Nic bardziej
mylnego. Na miejscu okazało się że 'nawiedzonych” narciarzy nie brakowało. Zgłoszenie zajęło dosłownie chwilę , dostajemy numer startowy i ruszyliśmy przygotowywać sprzęt i siebie. Nie obyło się bez odwiecznych zimowych dylematów… co ubrać? Start i meta znajdowały się na rozległej łące obok byłych zabudowań Państwowej Szkoły Cyrkowej w Julinku. Tam też grupa rekonstrukcyjna rozbiła swoje obozowisko powstańcze ostro gotując coś w kociołku. Stojąc i oczekując na start większość z nas odczuwała przejmujące zimno, ale wszystko się zmieniło gdy nastąpił start. Rytmiczna jazda na nartach i praca kijkami zagrzała nas po paru chwilach, dodatkowo gęsta puszcza zasłoniła od wiatru. Pięknie ośnieżony las hipnotyzował delikatne zjazdy i podjazdy urozmaicały trasę. Jak na amatorów przystało nie obeszło się bez potknięć i upadków : ) …i ani się obejrzeliśmy jak dotarliśmy do półmetka. Obok symbolicznej Sosny Powstańców organizatorzy rozpalili ognisko i częstowali gorącą herbatą, która w takich chwilach ma zawsze niepowtarzalny smak. Miło się gadało przy płomieniach ogniska, ale przyszedł czas na drogę powrotną, tym bardziej, że organizm momentalnie się wychładzał. Ta część trasy była trochę bardziej wymagająca i prowadziła przez rezerwat Karpaty jak sama nazwa mówi ...płasko nie było. Z górki pod górkę, narta za nartą w dobrym towarzystwie i humorach dotarliśmy do mety 18 kilometrowej trasy. Organizator włożył sporo serca i pracy w przygotowania tej imprezy. Zaznaczyć trzeba, że udział był bezpłatny ,możliwość darmowego wypożyczenia nart i butów, opieka na trasie, pyszna grochówka po biegu i najważniejsze miłe towarzystwo .Czy trzeba więcej? Cieszę się że udało się nam upamiętnić powstańczy zryw i wziąć udział w rewelacyjnym rajdzie.

                                                                                                                                    rycho 


FALENICA ETAP 4
dodano: 2014.01.25

Zima na dobre zagnieździła się w naszej strefie klimatycznej. Koniec pieszczot, trzeba nakładać kolejne warstwy, zgarniać szron, zaciskać szczęki i do przodu. 15-stopniowy mróz odstraszył część biegaczy, ale nasza ekipa w dalszym ciągu w mocnym składzie wystartowała w kolejnej edycji falenickich zmagań. Mimo mrozu i warstwy śniegu warunki do biegu były dobre. Nogi trzymały się podłoża i można było powalczyć o dobry czas. Szczególne gratulacje należą się Marcinowi, który po raz kolejny złamał 45 minut i po raz kolejny udowodnił, że świetnie radzi sobie w górskich, trudnych warunkach Falenicy.


KOLEJNA CHOMICZÓWKA ZA NAMI
dodano: 2014.01.19
Niedzielne przedpołudnie na blokowiskach Chomiczówki, tego dnia żyło radosną atmosferą rzeszy rozgrzewających się biegaczy. Przebieraliśmy się w samochodzie ciesząc się, że do ostatniej chwili możemy się grzać i nie wychładzać się na zewnątrz. Mróz, wiatr i śnieżyca przez następne 1,5godziny miały ostudzić zapały ludzi i nasz entuzjazm. Ale cele były jasno postawione – rekordy bez względu na niepogodę, albo przynajmniej dobiec żywym i nie połamanym. No chyba, że będzie ślisko. Ale nie było, bo organizatorzy nie żałowali soli drogowej. Każdy więc śrubował na wynik jak mógł. Najpierw start na 5km. Wystrzeliłem jak z procy i biegłem jak natchniony i wytchnełem na mecie 20:20. Czysta radość! Rekord! Uderzenie endorfin! Koledzy z drużyny pobiegli równie dobrze, ale główne siły zostawili na 15km. Szybkie przebieranko w suche rzeczy i na adrenalinie biegiem na kolejny start. Lubię te emocje, kiedy z przyjaciółmi nakręcasz się przed wyścigiem i nawzajem dodajemy sobie mocy. Znajdujemy się w tym tłumie: Darek z Mariuszem, Rysiek z Januszem, Ela z Leszkiem. Śmiechy, wygłupy, trzęsawka z zimna. Wszystko się przyda, tak jak doping Eli i druhów na trasie, kiedy organizm pomimo zmęczenia zareaguje żywiej i zerwie się do walki. I znowu wyrwałem do przodu niesiony humorem (z wyniku na 5km). Właściwe tempo na kolejny rekord trzymam do drugiego okrążenia i zaczynam lekko puchnąć. Pierwszy dochodzi mnie Janusz, który już tylko przyspieszał na zamierzony rekord. Potem wyminął mnie Rysiek, jak to On – lekko i na luzie, jakby dopiero co bieg zaczynał. W końcówce dochodzi mnie Leszek, trzy słowa otuchy i pognał jak na skrzydłach na metę. Cała ich trójka i ich wsparcie słowne na trasie było jak ciągnięcie mnie na linie i wycisnęło pokłady sił, które na 300 ostatnich metrach wystarczyły na kolejną życiówkę. Również Darek i Mariusz ubiegali dobre wyniki. Dla Mariusza była to pierwsza atestowana 15-stka, i to bardzo dobra 15-stka. 
Tak więc atak ostrej zimy, nie przeszkodził dobrej zabawie i osobistym aspiracjom. A po biegu jak zawsze czekała folia termiczna, kawka, herbatka, gorąca zupka i losowanie nagród, ale mi marzyła się już tylko długa gorąca kąpiel. A moim butom należy się solidne pranie, bo całe sztywne od zasolonej drogi odblaskują kryształkami soli.
MarcinD
WYNIKI:
Bieg o Puchar Bielan
00:20:20 Marcin Dymiński
00:22:29 Ryszard Mazurek
00:22:29 Darek Gotowiec
00:25:44 Leszek Rosa
00:26:12 Janusz Łuczyk

Bieg Chomiczówki
01:08:35 Ryszard Mazurek
01:08:41 Janusz Łuczyk
01:09:06 Leszek Rosa
01:09:12 Marcin Dymiński
01:14:14 Darek Gotowiec
01:16:57 Mariusz Michalik

OTWOCKIE BIEGI GÓRSKIE
dodano: 2014.01.19
Jak to bywa przy organizowaniu nowych imprez biegowych, a lokalizacją bliskich miejscu zamieszkania nie omieszkaliśmy z korzystać z okazji i ekipą bobrów wybraliśmy się przetestować trasę górską na otwockich wydmach. Na początku, była mała wpadka spóźnialskich organizatorów, na których wyczekiwała dość liczna grupa wyziębionych biegaczy. Potem poszło sprawniej z wydawaniem numerów startowych, ale i tak wystartowaliśmy z opóźnieniem około 25min. Start od razu z dzidy pod spory i długi podbieg. Wielu mógł przytkać. Mnie odetkał i z miejsca zrobiło mi się cieplej. W porównaniu z terenem Falenicy, dalej trasa była lżejsza, z długimi wypłaszczeniami na złapanie oddechu. W międzyczasie ze dwa jeszcze podbiegi o znacznej trudności. Dodatkową utrudniającą atrakcją w przebieraniu nogami był kopny piach, który skutecznie wyhamowywał moje sarnie wyskoki. Szeroka trasa (można mijać i być mijanym z prawa i z lewa), dobrze oznakowana. Do wyboru 1, 2 lub 4 pętle o długości 2km. Z mojego zegarka wyszło mi 8,8km. Ogólnie – wrażenia dobre. Trasa łatwiejsza niż w Falenicy, zachęcająca początkujących zmagaczy-biegaczy do podnoszenia formy w biegach górskich. Kolejne biegi w Otwocku: 1 i 22 lutego, 1 i 16 marca – dekoracja najlepszych i medale.
MarcinD

BIEGI WOŚP
dodano: 2014.01.16
12 stycznia braliśmy udział w biegach organizowanych w ramach WOŚP w Kobyłce i w Warszawie. Niektórzy biegli w obu biegach!!! Gratulacje

FALENICA ETAP 3
dodano: 2014.01.11
Kolejna Falenica za nami. Pogoda w tym roku rozpieszcza nas do granic możliwości. Arcytrudne warunki, jakie panowały w ubiegłym roku, żyją tylko w naszych wspomnieniach. Mimo braku śniegu, oblodzonych stoków i przeszywającego mrozu klimat jednak pozostał i dlatego w kolejnym etapie nasza ekipa znów pojawiła się w silnym składzie. 

2 Bieg Noworoczny na Skaryszaku
dodano: 2014.05.01
To było w sobotę 4 stycznia a dystans 4 pętle tj 8 kilometrów . Ponieważ Iza i Michał biegają na wszystkich zawodach w promieniu 200 km od Warszawy , nie dziwota , że znowu się z nimi ścigałem z wiadomym skutkiem ( znowu porażka) . Iza to Diabełek a Michał to Anioł , ale Diabełek podoba mi się bardziej ..
Staszek

Trening w Gminie Poświętne
dodano: 05.01.2014
Kolejny wspólny trening za nami. Tym razem w czwórkę zrobiliśmy blisko 16km, a mały deszczyk nie był w stanie pokrzyżować naszych planów. Kolejne weekendy to Falenica i Chomiczówka. Jakby ktoś miał propozycję wspólnego pobiegania i pokazania innym swojej trasy, pisać. 

Starsze relacje przeniesione do archiwum.

Liczniki na bloga

OGŁOSZENIA
...to tylko jedna z proponowanych form upamiętnienia w Tłuszczu  25 -rocznicy Wolnych Wyborów ......szczegóły niebawem. 

O nas

Bóbr Tłuszcz to amatorski klub miłośników biegania w każdej postaci - od  truchtacza po sprintera. Wyniki na pewno stanowią motywację, ale ludzie, z którymi biegasz, z którymi spotykasz się na treningach i zawodach są też bardzo ważnym elementem motywującym do bardziej wytężonej pracy nad sobą. Istniejemy po to, aby wspólnie wymieniać się doświadczeniami, motywować i wsperać dobrym słowem, razem umawiać sie i jeździć na zawody i treningi. Jesteśmy otwarci na nowe osoby, które będą dzieliły z nami swoją pasję biegania.Zapraszamy do nas!
Do boju, Bobry!
comments powered by Disqus
Podsumowanie I półrocza 2013
Zobacz nas na facebook-u
Darmowe strony internetowe dla każdego