.

Bieg Zielonych Sznurowadeł w Puławach.



Ciężko się biegnie z głową zapchaną wszelkimi troskami i zmartwieniami. I oczywiście te nasze są o ile nie najważniejsze to na pewno drugie w kolejności. Tak było i ze mną. W piątek przed startem wyszczerbiłem sobie ząb dwójkę. Uwierzcie,wszystko schodzi w takiej chwili na drugi plan. Mówiąc krótko „powietrze ze mnie uszło”. Jeden, drugi, trzeci telefon do gabinetów i słyszę: …zrobimy, ale dopiero w poniedziałek. Mając perspektywę zaglądania przez cała sobotę co pięć minut w lusterko, decyduje się wybrać na bieg. W sobotę o czwartej pociągiem do Wileniaka , dalej na Wschodni i pociągiem do Dęblina. Podróż osobówką trwała sporo, ale pyszna książka Zygmunta Miłoszewskiego uprzyjemniła czas podróży. W Dęblinie byłem po ósmej. Do Puław pozostało 25km, które pozostało pokonać rowerem. Pogoda wyśmienita, wyszło słoneczko, spory wiatr, temperatura na delikatnym plusiku. Co chwile zatrzymuje się aby robiąc zdjęcia, a to bramie Lubelskiej w twierdzy Dęblin, a to olbrzymiemu dębowi Jagiełły, a tuż za rogatkami Dęblina, przejechałem wieprza, a dokładniej: rzekę Wieprz. Na drodze ruch minimalny, cieszę się spokojem. Moją uwagę przykuwa krzyż stojący w polu. W pierwszej chwili myślałem że na jednym z ramion krzyża usiadło wielkie ptaszysko. Jakież było moje zdziwienie, gdy z bliska okazało się, ze ktoś mojemu Panu na ramieniu krzyża zamontował panel słoneczny… Próbuje jakoś wytłumaczyć sobie to co widzę. ….pewnie chcieli podłączyć lampkę nocną dla Jezuska, a może zamontowali jakąś gorzałeczkę na chłodne dni, a może klimatyzatorek na gorące. Rozmyślania przerywa mi wewnętrzny głos mówiący:Ryszard, Ryszard szyderco  w piekle będziesz się smażył za ten twój niewyparzony ry[ś]. Dojeżdżam do Puław, zajeżdżam na Marinę,prawie bez słownie udaje mi się odebrać pakiet startowy. Ludzie prowadzą rozmowy, gestykulują, śmieją się… a ja szczerbaty mruk, wskoczyłem w legginsy i czekam z boku na bieg. Start odbył się z mostku przy Marinie i prowadził wzdłuż wału wiślanego w kierunku Bochotnicy. Następnie nawrót. I o ile do półmetka wszystko było Ok. to po dwóch dniach stresu, natura przypomniała sobie o wypróżnieniu. Jak biegłem wcześniej to uważałem, że wał skutecznie zabija panoramę na Wisłę, teraz było wybawieniem i balsamem dla moich oczu, ponieważ jak tylko wzrok zobaczył jakieś krzaki mózg krzyczał ...tak to jest wyśmienite miejsce., „kukułka” pulsowała z częstotliwością skurczów tuż przedporodowych … Nie poddaję się walczę.          O naturo złośliwa… STAŁO Się........                                                               Krzaki po lewej i po prawej. Nie było gdzie uspokoić wzroku. Skapitulowałem, chusteczki w garść i… Siedziałem tam przyczajony jak żołnierz wietkongu. Dalszych szczegółów Wam oszczędzę.Powiem wam tylko, ze wyleciałem z tamtych krzaków z lekkością bombowca, który wraca po bombardowaniu.Dalsza trasa bez przygód. Na mecie pamiątkowy medal w kształcie buta z zielonymi sznurówkami. Wymyty i przebrany ruszyłem na stołówkę zaspokoić głód i ruszyłem rowerem w drogę powrotna. Po drodze zajechałem do Muzeum Nietypowych Rowerów w Gołębiu i zwiedziłem miejscowy kościół. Myślę, że biegu swoją osoba nie wzbogaciłem, ale i tak cieszę się, ze mogłem tam
wystartować, a z Wami podzielić się tą relacją.


                                                                                          Z biegowym pozdrowieniem rycho.

FALENICA - I PO FALENICY
dodano: 2015.03.14





Wyniki:
3,3 km
27m. 00:18:01 Leszek Stępień
6,6km
9m. 00:32:16 Katarzyna Marcinkiewicz
9,9km
73m. 00:44:31 Marcin Dymiński
99m. 00:46:01 Jacek Paź
102m. 00:46:10 Darek Gotowiec
166m. 00:49:44 Leszek Rosa
Mógłby pozostać smutek, że kolejna ekscytująca przeprawa po falenickich pagórkach, odpłynęła już w siną dal, za siódmą wydmą. Lecz w pamięci pozostają wspomnienia jak żywe; ciężkich zmagań z każdym podbiegiem i wesołych bobrowych spotkań, ubogaconych wzajemną życzliwością i motywacją. Pomimo pochmurnego, dżdżystego dnia finału, pogoda nie zmąciła naszego zapału. Miało być lajtowo, a trójka z nas pobiegła wzorcowo-rekordowo (Kasia, Jacek, Darek),a nasz Prezes i tym razem nie odpuścił biegu na orientację. Bądź co bądź w sumie najważniejsze było apetyczne zakończenie. A to za sprawą Kasi co nas domowym pysznym ciastem i własnej roboty winem uraczyła. Jakoś migiem, od każdego łyka, każda chwila jeszcze milszą była. Tak, oto na słodko i z procentami w nasze łaski sympatyczna Kasia się wkupiła, choć od pierwszego jej ,,TAK - (chcę być z Bobrami)", już w naszej Drużynie była. Tak, więc już dalej... jeszcze bardziej biesiadnie i zabawnie się zrobiło, ,,medale się same wręczały", a myśmy powitanie Kasi i zakończenie biegów w Falenicy ŚWIĘTOWALI ;-)
P.S Dobrze, że Agnieszka z nami była, bo się z nami ubawiła, a my z Nią. No i fajne foto razem z Leszkiem nam pstrykali :)
                                      MarcinD

To jeszcze ja , Nowa bobrowianka
POWIEDZIEĆ COŚ CHCIAŁAM :)Znowu

Wszystko się zaczęło od Falenicy. Tzn. moje ZOBACZENIE wielu Bobrów NARAZ:)
WSPOMNIENIE Pierwszej Falenicy - wpadam na metę, za chwilę widzę Elę, Leszka, witają się ze mną jak ze swoją :), całusy…, zgarniają do zdjęć. Nie jestem żółta przecież :) ale czuje się żółta :) , zadowolona :)
KOLEJNE WSPOMNIENIA.
Marcin, który twierdzi, że zabiera mi resztki energii  żeby zabrać ze sobą na bieg :) , uwierzyłam. Leszek, wśród swoich dzieci, spokój, uśmiech, klasa. Żółty Bóbr, którego widzę z daleka, więc bez względu na to kim jest , podaję mu rękę, żeby szło mu dobrze, oddajemy uśmiechy. Potem okazuje się że to Mariusz, którego chciałam po biegu nakarmić ciasteczkami ale gdzieś uciekł. Darek, który na ostatniej pętli wygląda jakby dopiero wystartował. Janusz , Jacek, no i Agnieszka :) . Leszek, Ela to moja ulubiona para, obydwoje uśmiechnięci, wspólna pasja, zazdroszczę ! 
Od pierwszej Falenicy po skończonym biegu lecimy do samochodu, Waldek, Ola, przebieramy się, ubieramy i z powrotem na trasę , dopingować, krzyczeć żeby było im lepiej:) . Żółtym.
I jest lepiej :) tak twierdzi Marcin , Darek, Leszek
A finał rzeczywiście wyjątkowy
Deszcz i pierwszy raz Bobrowa koszulka na Falenicy, Marcinowa, którą miałam przekazać mu na mecie ze swoją energią. Przekazałam. 
Padał deszcz, ale dobrze, chłodno. Biegłam. Przez chwilę pomyślałam o chłopakach - „może przyjadą trochę wcześniej i krzykną choć z raz „. Przyjechali :)…. Marcin i Darek. Przed ostatnim najgorszym podbiegiem. Byli. Pomogli  Krzyczeli , biegli :) Jednak doping pomaga :), rzadko mam okazję się o tym przekonać. Dwie dziewczyny , których nie mogłam dogonić – dogoniłam, przegoniłam  Pokonałam.
Meta…. wymiana koszulek, przebranie się… i na trasę do Bobrów.
I jak zwykle- czekanie… aż wyłonią się żółci. Okrzyki, żeby było im lepiej, łatwiej. Czekanie do ostatniego Bobra na trasie. I powrót.
No i nowa żółta osoba :) - Agnieszka :), uśmiechnięta fotografka  która z drugiej strony krzyczała do Żółtych :)
No a potem winko, na przyjęcie do Bobrów :), na zakończenie Falenicy, na rozpoczęcie nowego. Faktycznie… medale rozdawały się same :) , kto odebrał mój? Nie wiem, nie ważne, trafił na moją szyję :)wreszcie.
Więcej nie powiem. Kto był - to wie, kto nie był, może być !!!
Poznałam Agnieszkę :), myślę że dobrze nam się gadało nie tylko z powodu winka :). Ale fajnie znaleźć Bobrowiankę :) zawsze baby to baby :).
Z Żółtym Ahoj ! Katarzyna z Bobrów dziewczyna !

WESOŁE BIEGI GÓRSKIE 2015r.
dodano: 2015.03.09


Zapraszam wszystkie Bobry do Wesołej, KONIECZNIE !!!
To wspaniały cykl biegów górskich w pobliskiej okolicy.
Zasady prawie identyczne jak w Falenicy, ale zdecydowanie mniej osób, mniejsze opłaty, a nagrody , medale, puchary bardzo ładne.
Trasa - to pętla w lesie. Trzy naprawdę długie i strome podbiegi, jeden mniejszy. Trasa wymagająca jak w Falenicy. Pętla ma 2 km. Wybiera się dystanse – 2 km, 6 km lub 10 km.
Jest 5 rund, wszystkie klasyfikowane, nawet ostatnia. Do klasyfikacji wybierane są też najlepsze trzy czasy. Nagradzane są na koniec wszystkie dystanse jednakowo, bez wyróżniania najdłuższego dystansu. 
Atmosfera wspaniała, bardziej kameralna niż w Falenicy. 
Trudność tras porównywalna. Niskie opłaty, bieg z wcześniejszym zapisem kosztuje 5 zł a w dniu zawodów 7 zł.
Z ogromną przyjemnością brałam udział w tym cyklu, nie opuściłam żadnego biegu. Każdy bieg przynosił lepszy wynik, no i udało się dwa razy wskoczyć na podium. Najbardziej cieszy mnie 3 miejsce w open kobiet. Niełatwo mierzyć się z młodymi dziewczynami wiec tym bardziej odczuwam satysfakcję. 
Jeździliśmy się ścigać w kilka osób, Waldek, Darek, Kazik, Robert, Gizela, Leszek... Wszyscy się poprawiali z biegu na bieg. Tak to już jest.
Już czekam na cykl letni, bo ma być organizowany. Myślę też o tym, żeby wybrać się tam treningowo, bo miejsce piękne.
AHOJ :)
Bobrowianka Kasia

Bieg Piastów
dodano: 2015.03.03
Było cudownie i zimowo, oj, zimowo, zimowo!! Śniegu pod dostatkiem i pięknie przygotowanych 50 kilometrów tras biegowych! Biegało by się biegało ale trzeba było wracać na wiosenne Mazowsze:) Na ten bieg wyruszyliśmy z Leszkiem już w czwartek 26.II.2015r, gdyż w piątek ja już startowałam w biegu na 15 km, Leszek startował w sobotę na 50 km a ja jeszcze w niedzielę przed wyjazdem do domu zrobiłam 26 km:) jak się okazało nie było wcale tak ciężko:). Na drugi rok, jak tylko ruszą zapisy na XL Bieg Piastów, to się szybko zapisujemy. Bardzo fajna impreza sportowa, super organizacja, raczej nikomu nic nie zabrakło, nawet posiłki gorące i herbatka dla kibiców i gości, dużo obcokrajowców z różnych państw. Powiedziałabym, że może nawet więcej niż Polaków:( Niestety nasza technika biegania na nartach pozostawia dużo do życzenia, jednak oboje z Leszkiem jakoś daliśmy radę. Nie było żadnych zakwasów, czy bólu nóg, czy rąk od "pchania kijami", bo chyba to nam wychodziło najlepiej:) Wszystko składamy na brak treningu, gdyż zima całkiem nas opuściła a w tym roku to chyba zupełnie zapomniała o nas. Leszek po przebiegnięciu 50 kilometrów czuł się wspaniale, gdyby nie meta pewnie pobiegł by dalej:) zrobił pięćdziesiątkę w czasie 05:17;56. To rewelacyjny wynik! Ja chciałabym się też pochwalić, że 15 km zrobiłam w czasie 01:30;23 i byłam 7 w kategorii K-50 i jednocześnie 2 miejsce wśród kobiet w Policyjnym Biegu Piastów. Natomiast w niedzielę trasę 26 km w zawierusze i iście śnieżnej i zimowej aurze pokonałam w czasie 02:28;00 zajmując 9 miejsce w K-50. Chciałabym tylko zachęcić naszych "bobrów" do tak pięknego sportu, jakim są narty biegowe, dającego wiele satysfakcji, relaksu, pozytywnej energii, uśmiechu i zabawy na świeżym powietrzu, w tak pięknych Karkonoszach i górach Izerskich.
pozdrawiam, Ela

Wiązowna 2015 
dodano: 2015.03.01
Wiązowna 1 marca 2015r.
Po skończonym czwartkowym treningu zostałam obdarowana Mariusza koszulką Bobrową, żeby pierwszy raz jako Bóbr zaprezentować się w niej w Wiązownej.
Założenie koszulki lubianej osoby jest bardzo miłe, dodatkowo posiadanie koszulki, która już tyle wypociła biegów do czegoś zobowiązuje, więc podświadomie wierzyłam, że chociaż parę sekund uda się urwać, mając na plecach kawałek Mariuszowej historii.
Koszulka nie wytrzymała bezczynnie do Wiązownej niedzieli, bo dzień wcześniej w sobotę wdziałam ją na bieg w Wesołej. Ubrał ją również Waldek i świetnie się w niej czuł, a nawet powiedziałabym, że przez chwilę oszalał, bo skakał w niej po drzewach i po leśnych drogach.
Tak więc Mariuszowa koszulka pobiegła 2 sekundy szybciej niż zwykle na wesołych górkach.
Niedziela w Wiązownej też przyniosła wiele radości. Przede wszystkim nastawiona byłam na małą lokalną imprezę, a tymczasem zjechało się mnóstwo osób. Było tyle ludzi, że zaczęłam już wątpić czy uda mi kogoś znajomego wypatrzeć i poznać Rysia i Janusza, bo takie było założenie. 
Ale że swój na swego zawsze wpadnie, więc na początku wpadłam, a raczej wpadliśmy z Waldkiem na Leszka otoczonego gromadą rozradowanych dzieciaków, potem wpadł na nas Janusz z Ryśkiem. Było wesoło, tłumnie, głośno, muzyka, wręczanie nagród dzieciom. Wszyscy zadowoleni uśmiechnięci, czyli tak jak być powinno.
Sam bieg na piąteczkę był łatwy, trasa prosta, pogoda piękna ale trzeba zaczynać szybko i utrzymać tempo, więc tak całkiem lajtowo nie było. Lubię zawrotki, lubię biec do połowy i wracać do celu, widzieć kto jest przede mną, pomachać tym którzy za mną, więc trasa moja.
Drobne niedogodności w stylu popsutego na samym początku odtwarzacza muzyki, z którym walczyłam parę razy żeby go ponownie uruchomić i tak nie przeszkodziły mi urwać 16 sekund z życiówki, wiec jestem bardzo zadowolona.
Ile w tym mojej pracy a ile to koszulka Mariusza nie wiem, wszystko razem dało wynik. 
Na mecie ledwo wzięłam wodę, zamieniłam trzy słowa z kolegą i poszłam wypatrywać Waldka. Patrzyłam patrzyłam i nie wypatrzyłam. Zdenerwowałam się nieco i ruszyłam na poszukiwania. Zguba się znalazła. Machnęła trasę w 24.35 więc niestety nie mogę sobie już pozwolić na gadanie na mecie tylko biegusiem muszę się wracać po kolegę.
Zadowoleni, przebrani, najedzeni ruszyliśmy wypatrywać Rysia z Januszem. Janusza zobaczyliśmy z daleka, dzielnie zmierzał do mety, natomiast Rysiek biegł kilka metrów tuz za nim, cicho niewidocznie. Sam do nas zawołał ( ale obciach, on zmęczony nas wypatrzył). Nie wiem jak to się stało ale ani ja ani Waldek go nie zobaczyliśmy, cichy oddech cichy bieg i nawet żółta koszulka nie pomogła. Byłam zła ale próbowałam nadrobić swoje gapiostwo podbiegając kawałek z Ryśkiem w kierunku mety ale odpadłam szybko , jak się okazuje nie biegł wolno wiec szybko zostałam w tyle. 
Zmęczony Janusz zaraz z mety zawrócił się żeby szukać kolegi. Ucieszył się jak powiedzieliśmy, że Rysiek wbiegł tuz za nim. Potem wszyscy szukaliśmy Ryśka martwiąc się jak się czuje i czy gdzieś nie padł ze zmęczenia. Rysiek się znalazł, jak się okazuje punktem zbornym była stołówka z dobrym żurkiem i kiełbasą, no i kawałkiem mojego ciasta.
Tam ich z Waldkiem zostawiliśmy, bo półmaraton to nie piątka , odpocząć trzeba, na pogaduchy przyjdzie czas.
Pomimo zmęczenia i przebiegnięcia tak wielu kilometrów Janusz zaraz zapytał jak mi poszło, a Rysiek zrobił tak samo. Dbacie o siebie nawzajem Bobry i to bardzo bardzo miłe. 
Rozgadałam się  A jeszcze nie opisałam mrożącej krew w żyłach historii chłopaka, który ostatkiem sił wyprzedził mnie parę kroków na mecie i padł , żyje , ale lekarza potrzebował. Męska ambicja 
Było mi bardzo miło pogadać.
Bobrowianka Kasia M

Jeszcze ja…. czyli Wiązowna w nocy i w dzień.


.
Zaspałem ,niech to szlak zaspałem ….może uda mi się zdążyć.
Szybko się ubieram , kluczyki, dokumenty i w drogę. Przecież to nie tak miało być …gdzie spokojne pyszne śniadanko, kawka inka, wypróżnienie po „deche”
.Pędzę. Jadę na skróty a tu jak na złość mostek zablokowany przez kombajn do zboża .Myślę co on tu robi w środku zimy? Podchodzę do policjanta pytam co i jak. Okazuje się że facet wziął na przejażdżkę wnuki i zahaczył o barierkę …trzeba mięć fantazję aby konika zastąpić kombajnem! Od policjantów dostaję kubek herbaty i kierują mnie na objazd który przypomina przeprawę przez dżunglę skodzianka co chwile trze o koleiny. Jakimś cudem udaje mi sie dotrzeć. W dali słyszę odliczanie do biegu,wpadam do biura zawodów ,dostaje numer pani pyta czy kolega z klubu to nie staruje. Matko Boska!!! zapomniałem zabrać na bieg Adama. Normalnie jakaś puszka Pandory się otworzyła. W biegu przypinam numer i krzyczę w kierunku
startu jeszcze ja!, jeszcze ja! Właśnie miała ruszać karetka zabezpieczająca koniec biegu .Na starcie sędzia zadaje mi dziwne pytanie o stopień wojskowy zdyszany odpowiadam że starszy szeregowy on na to że w dokumentach ma kapral. Tłumacze ze mu że miałem ale mnie zdegradowali i że to nie czas na tłumaczenie. Ruszyłem. Od pierwszego kilometra biegło mi się wybornie tempo 4:15. W życiu nie wyprzedzałem tylu biegaczy celebrujących bieg. Mknę kilometr za kilometrem .Z naprzeciwka widzę pierwszych biegaczy pędzących do mety.  Biegnę nie czuję zmęczenia. Bez śniadanka całego tego rytuału biegowego …a może to ta herbata od policjanta ? W pewnym momencie mignął mi Adam pędzący do mety pozdrowił mnie po słowacku [ ahoj ]a może tam zamiast[ o ]było [ó]… nieważne biegnę. Tylko od początku biegu te przeklęte majty mnie uwierają .Chyba w pośpiechu odwrotnie je ubrałem i nie chodzi tu o lewo prawo tylko tył przód.
Ale co tam biegnę. Na półmetku międzyczas na nową życiówkę czuję się wyśmienicie tylko w twarz mi z chwili na chwile co raz bardziej gorąco. Biegnę nie zatrzymuje się nawet w punktach żywieniowych. Kibice dopingują słyszę… biegnij, biegnij możesz wszystko!!!....obym z tego możesz wszystko tylko w ciąże nie zaszedł. Rozmyślania przerywają mi majty uwierające „rów „ Ale co tam biegnę. Ostatnie kilometry pamiętam jak przez mgłę …niepatrzę na zegarek biegnę...będzie nowa życiówka. Wpadam na metę i tuz za nią poślizguje się …leżę na foli. I w tym momencie OBUDZIŁEM SIĘ                                                                               
z  twarzą na
książce która czytałem przed snem …gumka od piżam podciągnięta pod same cycki klin mało nie przetnie mnie na pół, no i głowa koło kaloryfera pewnie za półmetkiem załączyło się ogrzewanie i stąd to gorąco w twarz. Zawsze jak mi się śnią piękne dziewczyny i oczywiście budzę się w najmniej odpowiednim momencie to zamykam ponownie oczy myśląc Boże może wrócą ….nigdy nie wracają. Dziś tych powiek nie chciałem opuścić choćby o milimetr .Dalej była już tylko zwykła normalna wyjątkowość. Śniadanko, kawka inka, po „deche”, zdążyłem na bieg, nie miałem zabrać Adama, bardzo męczyłem się podczas biegu, majty nie uwierały, nie było życiówki, Byli za to kibicujący do końca Kasia i Waldek.      Bieganie jest CUDNE. Biegajcie w dzień i w nocy, ale bardziej w dzień …chyba:)                                                                                                             Z biegowym pozdrowieniem Rycho. 

Wyniki z Wiązownej
Dystans 5km
Katarzyna Marcinkiewicz 22:10 I miejsce Kat. GRATULACJE
Dystans 21,097
Janusz Łuczyk 01:43:29
Ryszard Mazurek 01:44:38
Pełne wyni http://www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzial=3&action=5&code=32411&bieganie

Bieg Niezłomnych w Ząbkach
dodano: 2015.03.01
Było nas trzech (Bobrów). W każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel :) Upamiętnić i uczcić Żołnierzy Wyklętych, Niezłomnych Bohaterów naszej Ojczyzny. W tym dniu bardziej trzeba o Nich przypominać, brać wzór i przykład, by hartować ducha (bo czasy niespokojne...) W miejscu startu, a zarazem mety pobrzmiewały z głośników patriotyczne piosenki. Biegacze otrzymali koszulki upamiętniające wybranych żołnierzy i bojowe zadania na karteczkach od harcerzy. Na trasie prawie 4km biegu było kilka punktów, gdzie wykonywało się rozkaz np: wsparcie grupy atakującej w celu odparcia wroga, dostarczenie meldunku, przeniesienie rannego itp. Przed startem mocna rozgrzewka prowadzona przez ,,fitness lady'', potem zapalono race, nastąpiła minuta ciszy i ponad 300 osób wtórowało trzykrotnie zawołnie: ,,Cześć i chwała bohaterom". Było trochę jak na manewrach, bo specjanie wytyczona leśna ścieżka lawirowała dla większej trudności pomiędzy drzewami, krzakami i rozwalonymi gałęziami. Niedogodności owe jak i nadane zadania, skutecznie wybijały z tempa. W sumie po co było tak gnać, skoro pomysł na tak urozmaicony bieg, był bardzo trafiony. No chyba, że mocno zależało komuś, na naprawdę ładnym medalu (ograniczona ilość). Nie było nawet ogólnej klasyfikacji. Miejsce na mecie się nie liczyło, bo w gruncie rzeczy chodziło przecież o to, by uczcić pamięć i oddać hołd bohaterom w aktywny sposób; marszo-biegowo, a zarazem bojowo!
MarcinD

I Bieg Żołnierzy Niezłomnych w Wołominie
dodano: 2015.03.01

Marszobieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Tłuszczu

Wilki (Zbigniew Herbert)
Ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
pozostał po nich w kopnym śniegu
żółtawy mocz i ten ślad wilczy
szybciej niż w plecy strzał zdradziecki
trafiła serce mściwa rozpacz
pili samogon, jedli nędzę
tak się starali losom sprostać
już nie zostanie agronomem
„Ciemny”, a „Świt” - księgowym
„Marusia” - matką, „Grom” - poetą
posiwia śnieg ich młode głowy
nie opłakała ich Elektra
nie pogrzebała Antygona
i będą tak przez całą wieczność
w głębokim śniegu wiecznie konać
przegrali dom swój w białym borze
kędy zawiewa sypki śnieg
nie nam żałować – gryzipiórkom -
i gładzić ich zmierzwioną sierść
ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
został na zawsze w dobrym śniegu
żółtawy mocz i ten trop wilczy
W sobotni wieczór rodzice z dziećmi, młodzież i niezawodni harcerze ruszyli w biegu oddając hołd Pamięci Żołnierzom Niezłomnym. Dystans biegu miał charakter symboliczny, bo 1963m i odnosił się do roku śmierci ostatniego z żołnierzy Józefa Franczaka ps. Lalek. Migające latarki i elementy odblaskowe rozjaśniły jedną z ulic na Wilczeńcu. Wszyscy w dobrej formie ukończyli bieg, a na mecie otrzymali mały pamiątkowy medalik. Dodatkową niespodzianką był harcerski tort, którym zostali poczęstowani wszyscy uczestnicy. Serdecznie dziękuję wszystkim za wspólne bieganie.
 
Z biegowym pozdrowieniem, Rycho 

FALENICA, etap 5
dodano: 2015.02.22
Pogoda iście wiosenna. Warunki do biegania wyśmienite, tym śmielej o wysiłek jeszcze większy można się raczyć-pokusić, bo a nuż się rezultat podgoni. Takie zupełne warunki bez śniegu i lodu sprzyjają szybkiemu zbieganiu z górki na bobrowe pazurki, ale i tak nie jednemu w tym biegu podcięły się nóżki (upadki, zwichnięcia). Tak w ogóle to przecież wynik nie jest najważniejszy, ale choćby to, że spotkaliśmy się dla jednej pasji, by wspólnie pobiegać pośmiać się i po wspierać. I jakże raduje się serce, znów widzieć Leszka-naszego kamerzystę na trasie i Elę w pełnej formie z całą tak liczną, bardzo dynamiczną - naszą Drużyną! 
MarcinD
Wyniki:
6,6km
25m. 00:31:15 Leszek Stępień
45m. 00:34:40 Mariusz Michalik
9,9km
96m. 00:44:03 Marcin Dymiński
160m. 00:46:24 Jacek Paź
162m. 00:46:27 Janusz Łuczyk
164m. 00:46:33 Darek Gotowiec
215m. 00:48:17 Leszek Rosa
299m. 00:51:26 Ela Rosa
Filmik Leszka (z biegu na 3.3 oraz 6.6km)

Półmaraton Leśny
dodano: 2015.02.14

Kolega traktorzysta wypatrzył „…szatnia w stodole, toaleta w potoku…”, krótka decyzja: jedziemy!!!

Zamiast święto zakochanych spędzić tradycyjnie i romantycznie, czterech Panów postanowiło wybrać się w swoim towarzystwie i pobiegać. Ja natomiast, wyczytawszy w regulaminie 
że organizowane będą biegi dla dzieci oraz kulig postanowiłem wybrać się z całą mą najbliższą rodziną.
Dla dzieci w ramach pakietu przygotowane były wielkie ilości różnych materiałów związanych z lasem (ku uciesze chłopców). Jednak największą radość sprawiła im przejażdżka 
na saniach za Ursusem.
Była to jedna z niewielu okazji w tym roku aby pobiegać po śniegu, pogoda była idealna 
do biegania – ciepło i słonecznie, a po zakończonej rywalizacji wszyscy biegający zostali zaproszeni na bigos, kiełbaski z ogniska, pierogi.
Podsumowując bieg zorganizowany perfekcyjne, oznaczone kilometry, woda, czekolada, ogniska przy starcie/mecie, medale i to wszystko za jedyne 20 złotych (tylko od dorosłych).
AdLi
wyniki:
8 Mazurek Ryszard 01:41:48
9 Dymiński Marcin 01:42:02
16 Łuczyk Janusz 01:45:24
24 Laskowski Grzegorz 01:54:04
26 Lipiński Adam 01:56:32

Falenica, etap 4
dodano: 2015.02.09


Kolejny wymagający bieg górski za nami. Czasami w danych zawodach nie pójdzie nam na miarę oczekiwań jakie sobie wygórowaliśmy. Tym bardziej nie ma co tracić ducha. Ostatecznie przecież taki start można traktować jako jeden z najlepszych treningów, jaki może nas wzmocnić przed kolejnym wyzwaniem.
MarcinD
Wyniki: 
6,6 km:
58m Mariusz Michalik 00:36:47

9,9 km:
135m Marcin Dymiński 00:44:37
200m Jacek Paź 00:47:01
207m Janusz Łuczyk 00:47:17
264m Darek Gotowiec 00:48:56
276m Leszek Rosa 00:49:19

X BIEG WEDLA czyli czekoladowe szaleństwo...



Bieg Wedla jak sama nazwa mówi należy do biegów słodkości. Grzesiek z Mariuszem jako łasuchy wybrali się prężnie na ten bieg, przed samym biegiem już się oblizywali i rozglądali za przepyszną gorącą czekoladą. Mario ruszył prężnie do biegu na 5km i myślał tylko o pysznej czekoladzie i słodkościach jakie się dostaje po biegu, Grzesiu mu dzielnie kibicował i rozmyślał o swoim dystansie 10 km jaki jest przed nim, przy tym masował swój brzuszek nie mogąc się doczekać gorącego napoju jaki czekał na niego na mecie.
 
5km
73m Mariusz Michalik 00;26;45

10 km
148m Grzegorz Laskowski 00;45;32 

 I PÓŁMARATON KSIĘŻYCOWY W OZORKOWIE....

Relacja mrożąca krew w żyłach? Jedynie co było mrożące, to lekki minusik w powietrzu i mroźny wiaterek, co w plenerach i po plerach gęsią skórkę wywoływał. Po krótkiej rozgrzewce z Ryśkiem, Januszem i Adamem wystartowaliśmy w odmęty ciemności w towarzystwie jasnej okrągłości - księżyca w całej okazałości. Zdecydowana większość biegaczy z dobrymi latarkami - czołówkami, bo za miastem, za stawami, za kilkoma podbiegami czekał Rysiek z hot-dogami, dalej Adaś z podrobami, no i Janusz z naleśnikami. A tak naprawdę czekał na nas mroczny las w którym nogi wywijało na prawo i lewo, bo nierówno, ślisko i błotnawo było. Ale była i gorąca herbatka na nawrotce co mnie pokrzepiła i większe przyspieszenie wzbudziła. A może biegłem szybciej bo lampki nie miałem, a że nic nie widziałem to dogonić czołówkę z czołówkami chciałem. Z tego wszystkiego drugi na mecie byłem :) (w kategorii Nieroztropni biegacze bez oświetlenia). Zadowoleniem dodatkowym dla mnie było, że nikt mnie nie doścignął, za to ja do końca wymijałem (co rzadko mi się ta sztuka zdarza). Na mecie czekał ładny medal i dyplom, a w jadalni duże ilości jaroszowego jedzenia, które nawet mnie przerosło...Na zakończenie ku pełnej regeneracji czekał nas basen (w ramach pakietu). Bardzo przyjemnie i wesoło było pod prysznicami,w jacuzzi i saunie....Coś mniej za to garnęliśmy się popływać...bry brry bryy...za zimna woda, aż krew w żyłach mroziła (najwięcej Janusz brylował bobro-kraulem). A przecież BOBRY tak lubią pływać. 
MarcinD
21,5km (dystans był o 400m dłuższy)
38 Marcin Dymiński 01:47:58
41 Janusz Łuczyk 01:48:57
68 Ryszard Mazurek 01:56:30
84 Adam Lipiński 01:58:30

FALENICA ETAP 3
dodano: 2015.01.25
Tydzień po Chomiczówce, nie każdy z naszego bobrowego składu czuł się w pełni mocy przerobowych, by ganiać na czas po wymagających falenickich wydmach. Nie zawsze jednak to co się myśli lub mówi o samopoczuciu i predyspozycji fizycznej, przekłada się na to jak nas niosą nogi w trakcie głównego biegu. A tym razem poniosły nas kulasy, bardzo pręciutko przez głębokie lasy. Niby każdy blado wyglądał, tyle że enegię jakby od drugiego zasysał i z podwójną mocą odwzajemniał. Czasy rewelacyjne i nowe życiówki.
Marcin D.

2 okrążenia:
13m. Leszek Stępień 00:30:34
39m. Mariusz Michalik 00:36:24

3 okrążenia:
92m. Marcin Dymiński 00:44:24
139m. Janusz Łuczyk 00:46:29
173m. Dariusz Gotowiec 00:47:39
176m. Jacek Paź 00:47:45

Bieg Chomiczówki i Bieg o Puchar Bielan
dodano: 2015.01.19





Pogoda i warunki na trasie znakomite. Bobry w szerokim składzie. Każdy po cichu z nastawieniem, że choć może ździebko urwie się z dotychczasowych osobistych rekordów na 5 i 15km. W końcu to pierwszy tak poważny start w 2015 roku, weryfikujący tendencje przyszłej formy, przed nowym sezonem. I nie jednemu z Nas udało się podnieść poprzeczkę i poprawić wynik. Dziękuję więc przedewszystkim Najwyższemu...za zdrowie, za dobry humor, za moich kompanów z drużyny, którzy pracowali nad moimi morałami i formą (Ryśkowi za celny plan na 5km- tym samym złamałem 20min i Januszowi świetnemu peacmekerowi, za to, że ciągnął mnie za koszulkę do 10km). Dziękuję też wytwórni filmowej L.Stępień&Bóbr-Company, za wierne oddanie realiów biegu. Na końcu dziękuję Człowiekowi-Bananowi, który na 12km wyminął mnie z taką lekkością, w czasie kiedy ja zdychałem i umierałem z głodu...
Marcin D.

Puchar Bielan 5km:
80m. Marcin Dymiński 00:19:50
286m. Jacek Paź 00:24:18
289m. Darek Gotowiec 00:24:19
299m. Mariusz Michalik 00:24:25
301m. Janusz Łuczyk 00:24:26
341m. Leszek Stępień 00:24:48

Bieg Chomiczówki 15km:
248m. Ryszard Mazurek 01:05:05
264m. Leszek Stępień 01:05:41
386m. Janusz Łuczyk 01:08:38
415m. Darek Gotowiec 01:09:25
544m Marcin Dymiński 01:12:30
683m. Jacek Paź 01:15:28
Filmik z Biegu o Puchar Bielan

FALENICA, ETAP 2
dodano: 2015.01.11
W sobotę 10 stycznia 2015r. w Falenicy rozpoczęłam wraz z Leszkiem biegi po "długiej" przerwie świątecznej. Chociaż to już styczeń i były to zimowe biegi, to śniegu ani odrobinę nie było. II etap XII Biegów Górskich w Falenicy odbył się w takiej samej scenerii jak poprzedni bieg w grudniu 2014 r. Trasa nie była łatwa:) po pierwsze, że nie zapomniałam o falenickiej wydmie i 21 podbiegach:) a po drugie było trochę grząsko, błotko i ślisko po ostatnich opadach deszczu. Trzeba było biec ostrożnie. Mimo brzydkiej pogody, wcale nie zimowej, przyjechało dość dużo biegaczy, być może padł rekord. Mimo tego, że brak było mi "wybiegania", które spowodowane było moim lenistwem i objadaniem się w święta:) ale cóż dałam sobie dyspensę:) jestem zadowolona ze swojego biegu. Poza tym, cieszę się, że możemy pobiegać i spotkać się ze znajomymi z klubu i nie tylko. Możemy pogadać, pośmiać się, zamienić kilka zdań a nawet udzielić ciekawych porad biegowych i treningowych.
Niestety nasz dzień biegowy w Falenicy nie zakończył się na "dyszce":) Oczywiście dla Leszka!!!! Ja zrezygnowałam z biegu na orientację, aby nie przedobrzyć:) Leszek wystartował!!! Trochę mu się zeszło, bo na mecie pojawił się za 2 godziny i pokonując ponad 10 kilometrów. Nie spodziewał się, że będzie musiał falenicką wydmę pokonywać jeszcze 8 razy /w górę i w dół/ szukając 20 punktów kontrolnych. To nie lada wyczyn!!! Zmoczonego, zmarzniętego, z bolącą nogą i skurczami łydek przywiozłam do domu.:) ale i tak twierdzi, że to FAJNA ZABAWA!!!

Ela Rosa

SYLWESTROWY BIEG BOBROWY
dodano: 2014.01.01
Rok temu w Ręczajach, a w tym roku spotkaliśmy się w Mostówce pod Wyszkowem, aby uczcić i pożegnać rok 2014. Pomysł zorganizowania biegu właśnie w tym miejscu podsunęli Darek i Jacek, którym w centrum Mazowsza udało się znaleźć naprawdę mogącą dać w kość górkę. Trasa to dwie pętelki o łącznej długości około 1,6km, które stykały się na szczycie, gdzie ulokowaliśmy bazę i ognisko. Herbatka i kiełbaski to jednak nie wszystko. Pod koniec spotkania Jacek odpalił szampana, a Daro obdarował wszystkich wspaniałymi pucharami :). Mimo małego mrozu zabawa była iście bobrowa. Dzięki chłopaki i dziewczyny za ten rok i oby w następnym "pod górkę" znaczyło tylko tyle co trening siłowy :)
Leszek S.
Starsze relacje przeniesione do archiwum.

Liczniki na bloga
OGŁOSZENIA

 WYJAZD DO PABIANIC !!! 
 -start biegu o godz 11:00.
-biuro czyne od 8:00-10:00
-200km (ok. 2godz 40min)
-ruszamy o 6:00 spod stacji PKP Tłuszcz i    zbieramy reszte ekipy.
-jeżeli są zastrzeżenia proszę o uwagi
.
WAŻNE !!! W SOBOTE ZMIANA CZASU Z ZIMOWEGO NA LETNI !!! i nie pytajcie czy wskazówka do przodu czy do tyłu wstajemy godz. szybciej :)


O nas

Bóbr Tłuszcz to amatorski klub miłośników biegania w każdej postaci - od  truchtacza po sprintera. Wyniki na pewno stanowią motywację, ale ludzie, z którymi biegasz, z którymi spotykasz się na treningach i zawodach są też bardzo ważnym elementem motywującym do bardziej wytężonej pracy nad sobą. Istniejemy po to, aby wspólnie wymieniać się doświadczeniami, motywować i wsperać dobrym słowem, razem umawiać sie i jeździć na zawody i treningi. Jesteśmy otwarci na nowe osoby, które będą dzieliły z nami swoją pasję biegania.Zapraszamy do nas!
Do boju, Bobry!
comments powered by Disqus
Podsumowanie I półrocza 2013
Zobacz nas na facebook-u
Darmowe strony internetowe dla każdego