.


Irena Women's Run
dodano: 2014.07.01
Boberki w Warszawie

W dniu 29 czerwca 2014 r. w niedzielę w południe wystartował piąty bieg kobiet Samsung Irena women's Run.
W biegu udział wzięło ponad 2000 kobiet z całej Polski. Tuż po godzinie 11 rozpoczęła się rozgrzewka, na którą nie zdąrzyłam. Rozgrzewka odbyła się na stadionie Agrykoli w Warszawie . Prowadzącymi byli dwaj młodzi i przystojni panowie. Nasz klub reprezentowała również Ania Przybysz, której mocno kibicował jej mąż. Niestety nie dane mu było wystartować, lecz tak jak Leszkowi nogi same biegały. Muszę pochwalić naszych mężczyzn, że bardzo nam kibicowali i zagrzewali do biegu. Poza tym będziecie mogli obejrzeć przez nich wykonane zdjęcia. Trasa biegu liczyła 5 kilometrów, przebiegała przez Łazienki Królewskie i Aleje Ujazdowskie. Podczas biegu mieliśmy wspaniałą pogodę. Prowadzący Przemysław Babiarz, honorowa patronka biegu, legenda polskiego sportu − Irena Szewińska oraz liczni kibice mocno motywowali nas do biegu. Na trasie kilometry oznaczone były stojącymi mężczyznami, którzy również nam dopingowali. Brawa dla nich! Na każdym kilometrze przygrywał nam jakiś zespół muzyczny. Po zakończeniu biegu na Agrikoli czekali na nas znów przystojni mężczyźni, którzy zorganizowali na stretching oraz konkursy. Bieg rewelacyjnie przygotowany, wspaniała atmosfera, wspaniali kibice, w większości mężczyźni, za co im dziękujemy.
Wraz z Anią ukończyłyśmy bieg z rewelacyjnymi wynikami.
Serdecznie zapraszamy wszystkie Panie do wzięcia udziału w takim biegu na przyszły rok!

Ela Rosa


NOCNY MAREK
dodano: 2014.06.29
Relacja i foty niebawem....

Nocny Marek - Bieg dzieci – 28 czerwca 2014

Tego dnia pogoda spłatała nam figla :)… Jak wyjeżdżaliśmy z Tłuszcza było ciepło, świeciło słońce i niebo było czyste, w połowie trasy do Marek pojawiły się czarne chmury, a po dotarciu na miejsce zastaliśmy ścianę deszczu. Lało tak, że Jacek z dzieciakami został w aucie, a ja pobiegłam, żeby zdążyć odebrać pakiet dla Kajtka. W hali sportowej spotkałam Leszka Stępnia z małą Marysią i Adama Lipińskiego z synami, potem dobiegła do nas jeszcze Ania Przybysz – podobnie zmoczona, jak ja.
Padało i padało, a my wszyscy , a szczególnie dzieciaki, niecierpliwie czekaliśmy w zatłoczonej już hali na start. Dołączyli do nas w tym czasie Jacek i Marek z Kajtkiem i Szymonem oraz Julia i Jakub – którzy przyjechali, aby kibicować młodszym braciom.
Biegi – w związku z kapryśną pogodą , sporo się opóźniły… Organizatorzy jednak nie zawiedli i wszystkie zaplanowane rywalizacje się odbyły. Dzieciaki biegały w kilku kategoriach wiekowych, na różnych dystansach.
Na mecie, na wszystkie dzieci czekały medale (trochę mniejsza wersja medalu „dorosłego”), słodkie rogaliki, woda i pismo z figurką dinozaura. Trochę później, niektórzy mali szczęśliwcy mieli jeszcze dodatkową szansę odebrać nagrody-niespodzianki losowane przez organizatorów. Nagród-niespodzianek przygotowanych dla małych biegaczy było duuużo. Dodać tu trzeba, że za start w biegu dziecięcym organizatorzy nie pobierali opłat.
Dziękujemy za doskonale przygotowaną imprezę i do zobaczenia za rok!
Agnieszka P.

Bieg Chełmońskiego
dodano: 2014.06.25
W ramach kolejnego treningu rowerowego postanowiłem wybrać się rowerem do Radziejowic odległych o 70 km od Wołomina. Po drodze na wysokości Raszyna zagrzewali mnie do szybszej jazdy pod wiatr: Rysiek z Januszem i Kazikiem, którzy mijali mnie samochodem, jadąc na półmaraton w Radomiu. Bieganiu towarzyszyła kontemplacja piekna dworskich zabudowań i obrazów malarstwa Chełmońskiego. Pogoda kaprysiła. Tuż przed biegiem ulewa, ale po starcie do 7 km było piękne słońce. Na początku w przypływie nadmocy wyrwaliśmy z Mariuszem do przodu, ale potem z przyjemnością obstawiliśmy tyły biegu. Delektowaliśmy się swobodnym i luźnym biegiem, zagadując biegaczy będących w różnej formie i dyspozycji. Właściwie po co było się spieszyć skoro trasa urokliwa, nieatestowana,a dla większych atrakcji słabo oznakowana. Na tyle słabo, że gdzieś na 5km, na skrzyżowaniu dróg część biegaczy pobiegło w lewo, inni prosto, a ja załączyłem internet w komórce i obraliśmy jedynie słuszną drogę w prawo. Po 7km znienacka rozpętała się burza z piorunami. Przemoknięci do suchej niteczki, dalej niespiesznie podążaliśmy ku mecie, myśląc że chociaż raz choć nie o pierwsze, to o ostatnie miejsce powalczymy. Niestety i to się nie udało, bo ci co zbłądzili za nami się wtoczyli...
Pozdrowienia dla małżeństwa Umisiów - dzielnie się z Wami biegło.
Marcin D.

2 PÓŁMARATON RADOMSKIEGO CZERWCA '76



Bieg z historią w tle - głosi hasło reklamowe biegu. W rewelacyjny sposób udało się połączyć organizatorom 2 PÓŁMARATONU RADOMSKIEGO CZERWCA ’76 uczczenie zrywu robotniczego z imprezą biegową. Ówczesne władze komunistyczne kazał wstydzić się mieszkańcom Radomia za ten zryw. Obecnie, nie dość, że Radom pamięta o tamtych wydarzeniach to przygotował bieg na bardzo wysokim poziomie sportowym i organizacyjnym.  Za miejsce startu posłużyła ulica obok kompleksu boiskowego, meta zaś znajdowała się na tartanowej bieżni stadionu . W czasie biegu pogoda zmieniała się praktycznie co kilka chwil, jak nie prażące słońce to ostre porywy wiatru i deszcz. Nudno nie było, tym bardziej, że trasa nie była płaska. Liczne grupy kibiców wspomagały biegaczy w walce z tymi przeciwnościami. Organizator zapewnił sporo punktów odżywczych i kilka kurtyn wodnych, co w rozmowach po biegowych przy pysznej kiełbasce było bardzo doceniane.
 
  R.Mazurek  01:35:55
  J. Łuczyk    01:43:54       to nie życiowka ale Janusz z ostatnio regularnie  połówki biega w okolicach
  01:45 GRATULACJE 

                                                                                                                            rycho 

Bieg Pileckiego
dodano: 2014.06.16
O biegu dowiedziałem się przypadkiem, przejeżdżając przez ronda w Kobyłce, gdzie wisiał wielki szyld "Bieg Pileckiego". W pierwszej chwili pomyślałem, że chodzi o bieg organizowany od kilku lat w Warszawie, jednak po weryfikacji w domu okazało się, że jest to nowa impreza organizowana w Wołominie przy okazji festynu, który miał miejsce w Dzień Dziecka. Kiedy wychodziłem z domu, zauważyłem przy furtce kolegę Marcina, który właśnie przyjechał zostawić mi pendrive ze zdjęciami. Podobnie jak pewnie wielu biegaczy z okolic, nie miał zielonego pojęcia o zawodach, jakie miały się odbyć z niecałą godzinę na stadionie Huraganu. Nie trzeba go było długo namawiać i mimo braku stroju szybko zdecydował się na start. W biurze zawodów nie pobrano od nas żadnej opłaty startowej, zmierzono nam ciśnienie, cukier i poinformowano wstępnie o trasie, która miała wieść ulicami miasta. Na starcie spotkaliśmy znajomych z Rebusa i po krótkiej rozgrzewce stanęliśmy na linii. Bieg zaczął się rundą wokół stadionu, następnie wybiegliśmy na tyły basenu i znów terenem OSiR wybiegliśmy na wołomińskie ulice. Trasa krótka, 3,5km więc można było docisnąć śrubki i nieco przyśpieszyć. Wyprzedziliśmy z Marcinem sporo osób i ostatecznie zameldowaliśmy się na mecie na 6 i 7 pozycji ze średnim tempem w okolicach 4min/km. Niestety, zaraz po finiszu musiałem uciekać do pracy i nie było mi dane oglądać ceremonii zwycięzców, którym serdecznie gratuluję.
Bieg Pileckiego uważam za bardzo udany, tym bardziej, że trasa prowadziła przez miasto i kluczyła blisko mojego domu. Ciekawostką był fakt, że biegł z nami wnuk rotmistrza Pileckiego. Gdyby jeszcze udało się wycisnąć następnym razem 5km, byłoby idealnie... :)
Leszek S.

Biegaj z Kobyłką
dodano: 2014.06.15
Do Kobyłki wybrałem się z córką i postanowiłem przebyć trasę pchając mojego trójkołowca. Przed biegiem dostałem cynk, że trasa jest w większości asfaltowa i raczej nie będę miał żadnych problemów. Na parkingu przed szkołą, gdzie zlokalizowano biuro zawodów spotkałem Anię, Agnieszkę, Jacka i Darka, którzy świeżo po życiówkach na 10k w Sulejówku wyglądali bardzo profesjonalnie. W biurze zainkasowano od nas 20zł i wręczono pakiet - batonik, numer i woda. Trasa, jak się okazało, bardzo różniła się od moich wyobrażeń, gdyż nie tylko nie była asfaltowa, ani nawet żużlowa, ale leśna i do tego mocno crossowa - wąskie ścieżki, błoto, bajorka, krzaczki i ja, z dzieckiem w wózku... Zdarzyło się, że zgubiłem trasę i musiałem cofać o kilkaset metrów, zdarzało się, że musiałem iść, czekać na pana, który akurat wycinał gałęzie, ale najważniejsze, że córa wciąż się uśmiechała i zdawało się, że pasuje jej ta ekstremalna przygoda. Meta zaskoczyła mnie totalnie, gdzyż był zlokalizowana dość daleko od startu, w lesie (policja zabezpieczała drogę tylko na początku) i potem trzeba było odbyć długi marsz do szkoły. Na ceremonii okazło się, że Ania wbiła się na pudło i zajęła 3 miejsce w kategorii kobiet. Gratulacje! 
"Biegaj z Kobyłką" było bardzo kameralne i dość ekstremalne, szczególnie dla osób biegających ze swoimi pociechami :) - szkoda, że nie było medali dla wszyskich uczestników, choć biegło nas tylko dwadzieścia kilka osób... mimo to było super i polecam za rok!
Leszek S.

BIEG MARSZAŁKA
dodano: 2014.06.15
Sobota, 14 czerwca, godz. 8.30. 
Wyruszamy z domu do Sulejówka. Start ostry, planowany jest na 10.20, jednak już o 10.00 zacznie się tam, jak co roku, Start Honorowy. Zwykle i tak trzeba być trochę wcześniej - odebrać pakiety, poprzypinać numery startowe i trochę się rozgrzać. 
Na placu przed szkołą, wszystko już czeka na przyjęcie biegaczy i kibiców. Scena, stoiska szkolne, budka z gratisową kawą, wielki stół ze smakołykami :)… 
Bieg, jak zwykle, dopracowany w szczegółach – dobrze oznakowana trasa, duża ilość wolontariuszy i wody mineralnej :) – zaangażowana jest cała chyba społeczność szkolna – dyrekcja, nauczyciele, panie kucharki (jedzonko palce lizać) i młodzież. Rangę imprezy, jak co roku, podnosi obecność oficjeli i innych znamienitych gości w tym m.in. wnuka Józefa Piłsudskiego. 
Dla mnie jednak, największą przyjemnością jest coroczny przemarsz wraz z biegaczami pod pomnik Marszałka przy akompaniamencie orkiestry wojskowej.
W tegorocznych zawodach na dystansie 10 km ścigali się trzej przedstawiciele „Bobrów” - Darek Gotowiec (0:44:35), Jacek Paź (0:44:45) i Janusz Łuczyk (0:47:08). Darek i Jacek zrobili w Sulejówku swoje kolejne „życiówki”. 
Pogoda, mimo że straszyła ciemnymi chmurami, dopisała, organizatorzy kolejny raz pokazali klasę, medale naprawdę piękne, czego chcieć więcej…;) ? 
Do zobaczenia na trasie z Marszałkiem za rok!
Agnieszka P.

21,097 LUBLIN...Leszek został prawie kapitanem "Wroną",Ela stewardessą,Adaś nie chciał usiąść na kolanka panu strażakowi :) wolał sesje przed wozem ,ja nielot na chwile oderwałem się od ziemi i pisząc te słowa chyba też od rzeczywistości.....a ze spraw sportowych to szczęśliwie ukończyliśmy bieg w niemiłosierny skwarze,no i Ela na pudle.!!!                                                                                                      rycho


Wolny Bieg, Wielkie Emocje
dodano: 2014.06.07
Serdeczne podziękowania dla wszystkich biegaczy i kibiców, którzy wspólnie z nami zdecydowali się na biegowo uczcić 25 Rocznicę Wolnych Wyborów. Frekwencja przerosła nasze najśmielsze oczekiwania …z czego bardzo się cieszymy!!!. W sumie wystartowało 78 osób. Począwszy od dzieci, które wniosły najwięcej pozytywnej energii, a skończywszy na dorosłych ( ale młodych duchem ), którzy równie dobrze bawili się w ich towarzystwie. Mimo, że był to bieg towarzyski , przy każdym z wyścigów nie obyło się bez rywalizacji i emocji . Parę spraw organizacyjnych musimy usprawnić, nad czym już pracujemy. Pozostaje nam zaprosić Was na następne wspólne biegowe spotkanie. Najbliższe odbędzie się w ostatnią sobotę sierpnia – V BIEG BOBRA. 
Z biegowym pozdrowieniem 
Biegacze klubu TKS Bóbr Tłuszcz.
Filmy Rysia...

Bobry w Pieninach!
dodano: 2014.06.02

To już 2 etap w tym roku biegów po Małopolskich Parkach Narodowych. I etap "Perły Małopolski" odbył się w Skale w Ojcowskim Parku Narodowym. Na drugi etap do Szczawnicy pojechaliśmy już w piątek 30.05.2014 r aby się wcześniej zaaklimatyzować i przygotować do biegu górskiego. W przeddzień biegu na rowerach poznawaliśmy Szczawnicę, pięknie meandrujący Dunajec, Grajcarek oraz inne piękne potoki oraz rezerwaty górskie. Muszę też wspomnieć, że pokonaliśmy rowerami szlak turystyczny na Słowacji z Leśnicy do Huty /Sedlo Targov 677 m/. Wracając do biegu po Pienińskim Parku Narodowym, muszę powiedzieć, że to nie były żarty. Trasa bardzo trudna z przewyższeniami do 783 m n.p.m. Z całej edycji Perły Małopolski, jak mówili biegacze, którzy już w ubiegłym roku biegali, to podobno najtrudniejsza trasa. W sumie było 1040 podbiegów i to kilka bardzo ostro pod górę. Start i meta była na mostku przy Dunajcu przy "pomniku flisaka na skałce". Trasa rozpoczynała się biegiem ok. 2 km po płaskiej, twardej nawierzchni, wzdłuż Grajcarka. I to by było na tyle łatwego i przyjemnego biegu. Potem zaczynały się "schody":).Wbiegliśmy na Bryjarkę, Bereśnik, Palenicę. Biegliśmy trasami turystycznymi po kamieniach i strumieniach. Utytłani w błocie wodzie, trzymając się czasami konar drzew i gałęzi, niemalże ześlizgiwaliśmy się na tyłkach. Nie obyło się bez upadków, ale niegroźnych. Do mety jakoś dobiegliśmy z czasem 2:43:31. No, cóż nie robi się dla pięknych widoków. Wrażeń było co nie miara i nie da się tego pisać w kilku zdaniach. To trzeba przebiec!!!

Ela

Półmaraton w Szelkowie
dodano: 2014.06.02
Czasami udaje się upiec nawet trzy pieczenia na jednym ogniu. Chociaż ta trzecia to mało spodziewany miły bonus. Ale od początku. Postanowiliśmy z Marcinem że w ramach naszych przygotowań do sierpniowej wyprawy na bieg do Szelkowa brykniemy rowerami(75km w jedną stronę) .Ruszyliśmy o 7-mej na miejscu byliśmy parę minut po 10-ej.Start było o 11-ej tak że była chwila na zapisy i odpoczynek. Na miejscu czekał już Mariusz który dojechał skuterem. Marcin i Mariusz zadeklarowali dystans 10,5 km ja mój ulubiony półmaraton. Gotowi do biegu START! Pierwsze dwa kilometry biegłem z Mariuszem tak asekuracyjni nie wiedziałem jak zachowają się nogi po jeździe na rowerze a wolno nie jechaliśmy bo średnia wyszła 25km/h. Okazało się że nic nie boli, nie ciągnie tak że utrzymywałem tempo ok. 5min/km. Marcin po starcie wyciął , jak bym miał opisać to dwoma słowami to …znikający punkt. Po biegu jednak mówił że słońce i wcześniejsza jazda na rowerze z trudem pozwalała mu utrzymać narzucone tempo. Na nawrotce ruszyłem na drugie okrążenie . Po chwili za zakrętu wyłonił się Mariusz, mknący do mety z uśmiechem na twarzy. W biegu przybiliśmy piątkę .Kilometr za kilometrem w dobrym samopoczuciu i o dziwo wyprzedzając kilku zawodników dotarłem do mety. Wykąpani i posileni czekamy na losowani nagrody głównej którą był rower . Jakież było moje zdziwienie kiedy wyczytali moje nazwisko w kategorii .Wskoczyłem na pudło ,uścisk dłoni kogoś ,,ważnego,, statuetka w garść no i focie..focie..focie. Marcinowi to się migawka w aparacie zagrzała. Dobrze bo nie wiadomo kiedy znów ,,przytrafi się ślepej kurze ziarenko.. :) Roweru nie wylosowaliśmy tak że wsiedliśmy na swoje sprawdzone maszyny. Niesiony wiatrem i miejscem na podium w domu byłem w mig .Trening rowerowy zrobiony (150km) ,bieg ukończony (21 km) na deserek statuetka (20dkg) Pięknie jest :) 
Rycho

Bobry na Piotrkowskiej
dodano: 2014.05.26
Piotrkowska w Łodzi po raz drugi !!!
24 maja 2014 r. w sobotnie popołudnie pobiegłam z Leszkiem "na dyszkę" w 12 Biegu ulicą Piotrkowską. Byliśmy tam pierwszy raz w 2012 roku. Skwar niesamowity. Słońce prażyło od samego rana. Cieszyłam się, że bieg rozpoczyna się o godz. 18.30, ale to nic nie dało. Było bardzo duszno. Chciałam dać z siebie wszystko aby osiągnąć dobry wynik. Walczyliśmy z Leszkiem, każde na" swój rekord":). W łodzi wystartowało 3 tysiące biegaczy. Start odbył się z ulicy Zachodnie znajdującej się tuż przy Manufakturze a meta była na rynku Manufaktury. Przygotowano dla nas bardzo ciekawą trasę z powtórzeniem biegu ulicą Piotrkowską oraz na 4 kilometrze wbiegnięcie do rynku Galerii Manufaktury. Mogliśmy podziwiać przepiękne zabytkowe kamieniczki reprezentacyjnej ulicy Piotrkowskiej, najdłuższej (4,2 km) handlowej ulicy w Europie, Pałac fabrykancki Izraela Poznańskiego nazwany "łódzkim Luwrem", Palc Wolności z Pomnikiem Tadeusza Kościuszki i wiele innych ciekawych obiektów. Bardzo lubię biegać w Łodzi, ze względu na ciekawą trasę. Dochodzę do wniosku, że biegam nie tylko dla zdrowia, atmosfery sportowej, poznawania ludzi ale także mogę zobaczyć ciekawe rzeczy i wiele się nauczyć. Wynik biegi nie był moim rekordem:) - 00:49:47 - ale pozwolił mi stanąć na podium - druga w swojej kategorii. Nie spodziewałam się też wyróżnienia w kategorii policjantki - też byłam na podium druga. W nagrodę dostałam karnet do Term w Uniejowie dla dwóch osób i wraz z Leszkiem wczoraj "wymoczyliśmy się:) i to dość długo. Leszek mało co się nie "rozpuścił". Mój mąż zasługuje na specjalne gratulacje. Zrobił w tym roku rekordowy wynik - 00:44:27 GRATULACJE!!! Muszę się pochwalić, że w klasyfikacji małżeństw na 103 pary byliśmy na 13 miejscu. Zapraszamy do zmierzenia się w Biegu Ulicą Piotrkowska w Łodzi na drugi 
Ela

8 Wieliszewski Bieg Wiosny
dodano: 2014.05.26
18 maja 2014 r. w piękne niedzielne przedpołudnie pojechałam z Leszkiem na 8 Wieliszewski Bieg Wiosny. Co prawda, po biegu w Kruszu byliśmy trochę zmęczeni, ale "tylko piątka" to pestka dla nas. Niestety, trochę byłam "wyeksploatowana", było mi ciężko biec, starałam się jak mogłam. Co prawda nie zrobiłam rekordu, ale z wyniku jestem zadowolona:) 00:22:15. Nie spodziewałam się tak wysokiego miejsca. Stałam na podium 3 w open i 1 w kategorii wiekowej. Bardzo podobała mi się atmosfera biegu, dużo osób biegających jak i kibicujących. Przed biegiem głównym odbyły się też różne biegi dla dzieci oraz biegi rodzinne i to też na całkiem długiej trasie, bo 2.3 km. Start i meta biegu była na stadionie sportowego w Wieliszewie. Trasa biegu poprowadzona była drogami utwardzonymi po Wieliszewie, jak i po pobliskim terenie leśnym. Trzeba przyznać, że była wspaniała i sprawna organizacja biegu oraz fajna "szybka" trasa. Oby było więcej takich imprez sportowych w naszej i sąsiednich gminach!!!


Bieg Cichociemnych
dodano: 2014.05.17
Zapowiadało się, że będzie padać cały dzień. Godzinę przed startem jakby na życzenie organizarów zaczęło się przecierać. Na trasie nie spadła ani kropla jedynie od ķałuż spod nóg bryzgało, a omijanie sadzawek wybijało z rytmu. W tym roku było i tak znakomicie, bo sypki piach po deszczu utwardził podłoże i pomagał w wybiciu. I nasza ekipa Bobrów frekwencyjnie spisała się ma piątkę. Szkoda, że nie było Cię z nami Stasiu. Brakowało nam Ciebie, choć czuliśmy Cię duchem. Gorąco wierzymy, że wrócisz rychło do zdrowia. W głowie mam wszystkie znajome twarze i wyjątkową atmosferę jaka panuje w dniu tego biegu. Patriotyczne melodie i hołd oddany walczącym przy odśpiewanym hymnie. Biegniemy utrudzeni włożonym wysiłkiem, ale i dumni z poczucia życia w wolnej Polsce. Wielkie gratulacje dla naszego Adriana za zajęcie drugiego miejsca na podium w generalce i dla naszej Eli za pierwsze miejsce w swojej kategorii. Szkoda,że nie uwzględniono wszystkich trzech pierwszych miejsc w klasyfikacji drużynowej, a jedynie tylko pierwsze. Ostro pracowaliśmy (tzn. Adrian, Kamil i Rysiek), by zająć drugie miejsce, a dosłownie kilku sekund zabrakło nam do pierwszego. Mimo to gratulacje Bobry! 
Marcin D.

MARATON OPOLSKI  przygotowany śpiewająco...


Bieg św. Józefa
dodano: 2014.05.10


Bieg św. Józefa opiekuna rodzin jak na patrona przystało miał mieć charakter typowo rodzinnej atmosfery. I taki był. Biegały dzieciaki, biegali rodzice, biegł i ksiądz organizator z miejscowej parafii Św. Józefa Robotnika z której to bieg był zainicjowany. Impreza odbyła się na wołomińskim stadionie. Bez opłat, bez gorączkowego napięcia przedstartowego, po prostu wystartowaliśmy na pełnym luzie uśmiechnięci i rozgadani. Dopiero w końcówce wszyscy przyspieszali, bo jak się okazało puchary i dyplomy na mecie czekały wraz z wodą i pysznymi wyrobami z cukierni. Na mecie pierwszy raz w życiu mogłem być trzeci, a tak byłem na moim ulubionym czwartym miejscu. Ale dla mnie liczyło się w tym biegu z integrowanie z ludźmi, których czasami widzę biegających po ulicach Wołomina i okolic. Właśnie to jest fajne to jest fajne, że dzięki obecności księży i osób czynnie działajacych przy kościele, czuło się tą realną duchową otoczkę i poczucie wspólnoty. W zdrowym ciele, zdrowy duch. Na końcu pomodliśmy się wspólnie dziękując za aktywnie rodzinnie spędzony czas.
P. S Marysia wraz z tatą Leszkiem dzielnie przebiegła na własnych nóżkach okrążenie stadionu, ale potem odbiła sobie ten wysiłek słodką dżemką w biegowym wózeczku.
Marcin D.

W pogoni za łosiem...
dodano: 2014.05.14





Bieg Łosia w Puszczy Kampinowskiej miał miejsce po raz drugi. Wybraliśmy się na niego w trójkę - ja, Mariusz i Darek. Biuro zawodów rozlokowane było w Dziekanowie Leśnym u wrót Puszczy Kampinoskiej, po której miał się odbyć bieg. W pakiecie oprócz numeru startowego znaleźliśmy mapkę i talon na jedzenie. Start naszej 17-kolometrowej przygody nastapił o godzinie 10.00, a trasa wiodła szlakiem czerwonym, niebieskim i zielonym. Organizatorzy polecali wziąć ze soba mapkę na wypadek zagubienia (ja swoją zgubiłem kilkaset metrów po starcie), ale okazała się ona zbyteczna, gdyż trasa, trzeba przyznać, była dobrze oznaczona. Początek biegu był dość trudny, ścieżka wiodła w podmokłym terenie, a deszcz spowodował duże ilości kałuż i błota, które czasami trudno było ominąć. Dopiero po kilku dobrych kilometrach tempo w miarę ustabilizowało się. W połowie dystansu umieszczono punkt odżywczy, a zaraz za nim w okolicach cmentarza na Palmirach podłoże urozmaiciły "kocie łby". Pod koniec błoto i kałuże ponownie zaczeły dawać nam w kość i wymuszały meandrowanie po ścieżce. Poźniej jeszcze długi finisz po prostej i meta. Na mecie dostaliśmy miniaturkę medalu i po niedługim czasie usadowiliśmy się wygodnie w samochodzie.
Spodziewałem się po tym biegu więcej - niby wszystko ok, ale zabrakło klimatu i tego czegoś. Poza tym pakiet startowy i medal przy cenie wpisowego wypadały dość mizernie, tym bardziej, że wszędzie powiewały flagi i reklamy sponsora. 
Leszek S.

II Bieg Wojciechowy
dodano: 2014.05.04
Serock, niewielkie miasto między Zegrzem, a Pułtuskiem... może i niewielkie, ale znające się na organizowaniu imprez biegowych. Byłem tu po raz drugi i po raz kolejny miasto zostawiło we mnie bardzo miłe wspomnienia. Piękny rynek, stromy i długi zbieg do rzeki Narew, dobra organizacja to tylko kilka spośród atutów Serocka i organizatorów Biegu Wojciechowego... wojciechowego, bo właśnie Wojciech jest patronem Serocka. W tym roku trasa biegu została zmodyfikowana i omijała słynny morderczy podbieg. Zaraz po strzale startera nasza ekipa (Mariusz, Marcin, Darek i ja) wystrzeliła jak z procy rozpoczynając walkę z dystansem 10 kilometrów. Po okrążeniu rynku, trasa ciągnęła delikatnie pod górę, a ja namierzyłem biegnącego ostro Darka. Gdzieś daleko przede mną powiewała żółta koszulka Marcina, który chwilę później zniknął z mojego wzroku. Kiedy stało się płasko postanowiłem lekko przyśpieszyć i gdzieś na 3 kilometrze znów zobaczyłem bobrowe wdzianko. Biegłem w swoim tempie, a trasa ciągnęła się długą prostą, na końcu której powoli zaczęło brakować mi sił. Dopiero łyk wody na 7 kilometrze spowodował, że odzyskałem nieco energii i postanowiłem mimo wszystko przytrzymać się Marcina. Końcówka poszła już dosyć gładko i udało się nam wszystkim uzyskać dobre czasy. Darek wpadł na metę w okolicach 45 minut, natomiast Mariusz po ostrym finiszu uzyskał rewelacyjny czas i pobił swoją życiówkę. Chwilę po tym jak na metę wbiegł oostatni zawodnik, rozpoczęło się losowanie nagród. Nikt z nas nie wrócił do domu bogatszy o patelnię, żelazko czy szlifierkę, ale myśle, że wszyscy zgodzimy się, że Serock organizuje dobre impezy sportowe.
Jak Mariusz siekał życiówkę...

X PÓŁMARATON WĘGORZA ...zrelacjonuje motylek...:) a zdjęcie  zrobione jest podczas biegu :)

Tak jak widać na załączonym obrazku biegłem, wręcz leciałem jak wykluty co dopiero z kokonu ze snu zimowego majowy motylek. Jeszcze dobrze byłoby, gdyby Rysiek z Januszem obudzili mnie z tej zielonej trawki na start biegu. Tak mi się zdrzemnęło, że wszyscy wystartowali, a ja sobie tak we śnie latałem i zapylałem kwiatki. Gnałem potem na złamanie skrzydeł, by ich dogonić.
A tak na naprawdę to były dwa starty. Pierwszy jeszcze w Węgorzewie
- rundka honorowa wokół rynku. Wszyscy biegacze w wiatrówkach lub bluzach, bo pomimo słońca było dość chłodno. Tak wbiegliśmy bezpośrednio do autokaru i wywieźli nas na start 21 km dalej do miejscowości Sztynort. Znajduje się w niej przystań jachtowa i pałac z pod którego był drugi start - już ten ostry. Zawsze perspektywa tak długiej trasy biegowej widziana z okien autobusu wydaje się jeszcze bardziej dłuższa z punktu widzenia drepczącego biegacza. Jednak urokliwość drogi pomiędzy mazurskimi jeziorami takimi jak Mamre, Dargin, Śwęcajty pośród żółtych pól rzepaku w pełni urozmaicała trudy.
Trochę przydługi wydawał się czas oczekiwania na start. Z tych nudów Rysiek z Januszem strasznie napalili się mieć zdjęcie na rufach statków zacumowanych w porcie tak jak Kate Winslet z "Tytanica". Z trudem ich pohamowałem. Chcąc się z relaksować i rozciągnąć przed biegiem wolałem wyciągnąć się jak długi na "mlecznej łące".
Gdy sielanka się z kończyła ruszyliśmy równo w trójkę w tempie 5min/km w stronę węgorzewskiej mety. Zakładane tempo dyktowane przez Ryśka w moim przypadku wysiało na włosku, ale jakich cudów potrafią dokonać magiczne słowa przyjaciela...Wsparcie odniosło skutek, założony czas na mecie i radość. Rysiek z Januszem nawet nie mieli zadyszki, jakby wyszli na wiosenny spacerek.
Ciekawostką imprezy był pewien czarnoskóry biegacz, który od początku biegu prowadził i byłby pierwszy na mecie, gdyby nie to, że z winy organizatorów został poprowadzony inną drogą. Mimo to laur finansowy i podium przypadło mu takie samo co oficjalnie pierwszemu.
Organizatorzy zrehabilitowali się. Było też dobre jedzonko: krupnik, bigos, kiełbasa lub pierś z grila, ale kolejka po nie tak długa, że chłopakom w oczekiwaniu aż jęzory uciekały. Ale ja już leżałem nasycony, w błogim stanie, w lekkiej nirwanie na mazurskiej polanie - zasypiałem.
P.S.: Było jeszcze wartościowe losowanie tabletów. No cóż, niestety - ulotne marzenia jak dmuchawce, latawce, wiatr...

MarcinD


Dwa bobry biegły w ZOO i spotkały kobry
dodano: 2014.04.29
Bieg dookoła ZOO zapowiadał się obiecująco. Zapisałem się z moim synkiem Franciszkiem i z niecierpliwością oczekiwaliśmy dnia imprezy. Rano 26 kwietnia 2014 r. zaczął padać porządny deszcz. Ja w biegu na 10 km miałem sobie coś do udowodnienia. Dwa lata temu ukończyłem bieg, jednak pozostał niedosyt, ponieważ część trasy przeszedłem. Teraz już nie było takich problemów, udało się uzyskać nawet przyzwoity czas: 58 min. 10 sek. Po moim biegu w strugach deszczu czekałem na bieg przedszkolaków. Franuś pobiegł wspaniale, to był taki deszczowy start. Dwa bobry spotkały kobry i do domu przywiozły dwa medalowe tygrysy.

Mariot
PS
Franciszek zajął 38. miejsce na 206. zawodników (dystans 300 metrów)."

foto   foto   foto


Mariusz Koperski

ŁÓDŹ MARATHON
dodano: 2014.04.29
Marcin wiem, że nie upiecze się nam tak łatwo, ale na usprawiedliwienie chciałem dodać czas świąteczny oraz koniec miesiąca i praca z tym związana, ale do rzeczy. Kiedy Koledzy z Bobra biegali w Orlen Maraton, wszystkim gratuluję wyników, ja z Grześkiem wybraliśmy się do Łodzi na Maraton Dbam o Zdrowie. Jeszcze nie biegałem w Łodzi chciałem poznać w biegu Łódź. Łódź przywitała nas pogodą iście do biegania, słońce było schowane za chmurami ale nie było zimno nic innego tylko pobiec maraton. Udało się zaparkować pod Atlas Areną, na chodniku, dopytywałem się miejscowego biegacza czy za to nie grodzi mandat w odpowiedzi usłyszałem przecież jest maraton, nie będą nikogo karać a poza tym to nie Warszawa. Start maratonu odbył się na ulicy Unii Lubelskiej kilkaset Mertów od Atlas Areny. Startowaliśmy razem z biegaczami na 10 km, oni po lewej my po prawej. Na skrzyżowaniu gdzie drogi się rozchodziły kilka osób z prawej wybrało krótszy dystans, nie wiem czy przez pomyłkę ale ja tez przez chwilę miałem ochotę pobiec z nimi. Na początku trochę biegaliśmy po Łodzi ja zapamiętałem dwie ulice - Piotrkowską, którą chyba wszyscy znają oraz ulicą Rewolucji 1905 roku, jedną ze zdobyczy tej rewolucji było zwiększenie zakresu nauczania języka polskiego w szkołach w byłym Królestwie Polskim. Ulica ta wydaje mi się, że niewiele się zmieniła na przestrzeni lat. Następnie zostaliśmy wyprowadzeni z miasta do Lasu Łagiewnickiego, do tego momentu myślałem, że będzie to płaski maraton, a tutaj pojawiło się kilka zbiegów i podbiegów, które odbierały energię. Po Rezerwacie Łagiewnickim wróciliśmy do miasta, na ulicy Unii Lubelskiej spotykałem biegaczy, którzy wracali już po nawrotce m.in. Grześka, który ruszył jak zawsze ostro. Nic tak nie odbiera motywacji do biegania jak zobaczyć własne auto na 32 kilometrze, które tylko czeka żeby wsiąść i odpocząć. Przyjemnością za to było bieganie po ulicy Maratońskiej, ale im bliżej mety sił było coraz mniej, energii dodawały liczne grupy na punktach kibicowania oraz punkty odżywcze, na których czekały banany, pomarańcze, żele energetyczne nawet ja się na nie załapałem, zazwyczaj szybko znikają ze stołów. Finisz to sama przyjemność, poczułem się ja gwiazda sportu, kiedy wbiegłem na Atlas Arenę, światło było przygaszone, a lasery oświetlały drogę do mety, parę kroków i meta kolejny maraton za mną, medal na szyi. 
Kilka dni przed startem odbyłem telefoniczną rozmowę z kolegą klubowym, który testował metodę Gallowaya, zachwalał ją niesamowicie, no i zastosowałem ją na sobie. Wyszło całkiem dobrze miałem reklamować, ale chyba kolejny maraton też tak spróbuję. 
PS. Pan Jan Morawiec z Łodzi przybiegł 2 minuty po mnie, z tym że Pan Jan to rocznik 1933. GRATULACJE
Wyniki:
Laskowski Grzegorz: 3:57:19
Janusz Łuczyk: 4:24:02

KORONA 
RÓWNINY WOŁOMIŃSKIEJ 2014
REGULAMIN
1. CEL IMPREZY
- Popularyzacja biegania jako zdrowego sposobu na życie
- Promocja Równiny Wołomińskiej
- Upamiętnienie słynnych Polaków związanych z Równiną Wołomińską:
Cyprian Kamil Norwid, Zofia Nałkowska, Wacław Sieroszewski
2. ORGANIZATORZY
- Ośrodek Sportu i Rekreacji Huragan Wołomin
- Fundacja Inicjatywa 218
- Family Active
- Jacek Orych
- Bóbr Tłuszcz
- Lokalna Grupa Działania Równiny Wołomińskiej
3. PATRONI
- Starosta Powiatu Wołomińskiego
- Burmistrz Wołomina
- Burmistrz Kobyłki
- Wójt Gminy Klembów
- Burmistrz Marek
- Burmistrz Tłuszcza

3. Warunkiem zdobycia Korony Równiny Wołomińskiej jest ukończenie w bieżącym roku kalendarzowym czterech z pięciu następujących biegów:
- IV Bieg Cichociemnych – Krusze 17.05.2014r. dystans10 km
http://biegcichociemnych.chiptiming.pl/blogu.php
Artur Dzięcioł 503-343-800
- Biegaj z Kobyłką – Kobyłka 08.06.2014r. dystans 10km
http://www.familyactive.pl/
Dariusz Biernacki 603-615-217
- Bieg Nocny – Marki 28.06.2014r. dystans 10km
Jacek Orych 601-861-021
http://www.nocnymarek.net/
- Bieg Bobra – Tłuszcz 30.08.2014r. dystans 8888km
Leszek Rosa 500-704-963
http://bobr-tluszcz.manifo.com/
- Bieg Wołomin 14.09.2014 dystans 5km
Łukasz Makowski 506-219-623
http://www.osir.wolomin.pl/
4.NAGRODY
Każdy zawodnik kończący minimum 4 biegi zaliczane do Korony Równiny Wołomińskiej otrzyma specjalny pamiątkowy medal oraz dyplom. Dla najlepszych 3 kobiet i mężczyzn klasyfikacji generalnej przewidziane są puchary. Wśród wszystkich, którzy zdobędą Koronę zostaną rozlosowane upominki. Kolejność na mecie Korony Równiny Wołomińskiej zostanie ustalona na podstawie sumy miejsc zajętych w czterech najlepszych biegach.
5. ZAKOŃCZENIE I EDYCJI RÓWNINY WOŁOMIŃSKIEJ ODBĘDZIE SIĘ 14.09.2014 ROKU PO ZAKOŃCZENIU OSTATNIEGO BIEGU Z TEGOROCZNEGO CYKLU NA STADIONIE Huraganu Wołomin w OSiR Huragan Wołomin6. Interpretacja regulaminu należy do organizatorów

Bieg Rycerza Okunia
dodano: 2014.04.26
Historia rycerza Okunia przedstawiona została w relacji z ubiegłego roku i w tej kwestii nic się nie zmieniło. Jeśli idzie zaś o bieg... tu już było inaczej.
W biurze zawodów zastała nas mega kolejka rodem ze starych czasów. Masa osób, dzieci i... jedna Pani zapisująca wszystkich. Po odstaniu wielu minut udało mi się w ostatniej chwili zapisać dziecko na bieg przedszkolaka, ale sam siebie nie zapisałem, bo masa dzieci była jeszcze za mną. Na szczęście chłopaki - Mario i Marcin zgodzili się zapisać mnie na bieg... i kiedy ja dopingowałem młodemu pokoleniu, oni dzielnie stali w kolejce. W końcu okazało się, że nie ma numerów startowych i możemy pobiec rekreacyjnie, później znalazły się numery, ale zabrakło pakietów. Zdecydowanie zainteresowanie imprezą przerosło możliwości organizatorów. Po długich bojach udało się w końcu zapisać, a przy wyjściu z budynku przywitał nas wiosenny, miły deszczyk. Chwilę później byliśmy już na trasie, która, jak się okazało, została nieco zmodyfikowana, ale zachowała najważniejsze ze swoich walorów - różnorodność nawierzchni (asfalt, droga polna, szutrowa, z kamieni, kostka, łąka i.... podwórko) i mega zawrót głowy (pięć kółek). Ostatecznie większość z nas zrobiłaby życiówki, gdyby tylko trasa miała atest, ale niestety 10km nijak się miało do wskazań garmina, który na mecie wskazał 8,6km. Mimo pewnych niedociągnięć, najbardziej uwielbiam właśnie takie biegi - spontaniczne, kiedy nie wiadomo, co może się zdarzyć. Wielkie gratulacje dla Marcina, Mariusza i Darka - daliście nieźle czadu i rozsławiliście nasz super klub.

Leszek S.


''PERŁY MAŁOPOLSKI'' PÓŁMARATON W SKALE
Dla mnie półmaraton w Skale w dniu 13.04.2014 roku zaczął się już o godz. 4.00 rano. Wtedy zadzwonił budzik. O godzinie 4.55 umówiliśmy się z Rysiem Mazurkiem na wyjazd do Skały. TRAGEDIA, bo o tak wczesnej porze nie pamiętam już kiedy ostatni raz wstawałam. Mieliśmy do pokonania 300 kilometrów - na szczęście samochodem:) Choć nie wygodnie jak dla mnie, bo ani to spać, ani leżeć, ani przekręcać się z boku na bok:), ale szczęśliwie dojechaliśmy. Po takiej jeździe przebiec półmaraton to już pestka:)
Trasa półmaratonu zaczynała się w Skale z długim około 3 kilometrowym zbiegiem do Ojcowskiego Parku Narodowego do Doliny Prądnika. Na 16 kilometrze trasy był podbieg o długości około 600 metrów, gdzie wszyscy szli. Nie dało się nawet podbiegać:) Choć trasa była w większości utwardzona i asfaltowa, to były dość mocne podbiegi. A jak podbiegi i to i zbiegi były też, tak mocne, że czasami trzeba było włączać "hamulce":) Po drodze mogliśmy podziwiać piękne wapienne ostańce, ruiny zamku w Ojcowie, kaplicę "Na Wodzie", pod którą przepływała rzeką Prądnik. Kibice i pogoda nam dopisała. Wspaniała atmosfera i doping ludzi spacerujących po Ojcowskim Parku Narodowym. Osobiście nie liczyłam na dobry wynik czasowy, gdyż było ciężko, ale choć nie lubię się chwalić, I miejsce w swojej kategorii jest...!!! I Co tu dużo mówić. Zacytuję słowa Rysia "lubię półmaratonyyyyy......"
Mój mąż Leszek nie zgadza się z nami. Całą drogę powrotną sprzeczaliśmy się z Leszkiem o tę kwestię. Ja i Rysio lubimy półmaratony, Leszek nie. Dla niego nie jesteśmy biegaczami, tylko "półbiegaczami". Mówi o nas: "Co to za biegacze, którzy biegają na pół gwizdka", ani to biegacze ani maratończycy" :) No cóż, tyle jego co sobie pogada, ja i tak LUBIĘ PÓŁMARATONY!

Ela       1.56.44
Leszek 1.56.44
Rysio   1.53.37

Ela R.

ORLEN Warsaw Maraton
dodano: 2014.04.13







Tuż przed biegiem, spotkaliśmy się niedaleko miasteczka biegowego w pobliżu Ronda Waszyngtona. Tam, po krótkiej wymianie uścisków zrobiliśmy wspólne foty, a także nastąpiło oficjalne przekazanie koszulki bobra koledze Mariuszowi. Witaj w klubie, Mariusz. Samych biegowych sukcesów i przede wszystkim zdrowia od całej ekipy.

Poniżej krótka relacja Mariusza

Dzisiejszy bieg Orlenu na 10 km był można powiedzieć moim debiutem w drużynie Bobrów. Wypadałoby pobiec chociaż w przyzwoitym czasie. Biorąc pod uwagę, że dzień wcześniej brałem udział w biegu kolei wąskotorowej, wydawało mi się to trochę trudne, tym bardziej że borykam się z kontuzją kolana. Pobiegłem wyśmienicie, osiągając życiówkę, z czego jestem niezmiernie zadowolony. ( 00:56 :15)

Mariot

Zapuszczony...
dodano: 2014.04.11
Puszcza Biała, znana mi z nazwy i umiejscowienia na mapie. Nigdy tam nie byłem, ba, moje doświadczenia znajomości puszcz ograniczają się do Puszczy Kampinoskiej, gdzie miałem okazję się gubić kilka lat temu. Właśnie w Puszczy Białej organizatorzy postanowili przeprowadzić rajd na 100km. Start, oczywiście w nocy, miał miejsce w niewielkiej miejscowości Dalekie Tartak. Tam, przy ulicy Topolowej znajduje się budynek, który, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, okazał się szkołą. Wewnątrz grupa młodzieży (ale nie tylko) w butach sugerujących zamiar marszu i ja – w moich lekkich asicsach, gotowy do przetruchtania 100km, tylko którędy? Mapa na stronce rajdu była tak niedokładna, że nie mogłaby pomóc mi w nawigowaniu przez ciemny las. Na szczęście na miejscu dostałem lepszą i o wiele dokładniejszą mapkę, na której dodatkowo zaznaczone były kolory szlaków, jakimi należy się poruszać. Przed budynkiem szkoły spotkałem też, ku mojej wielkiej uciesze, ludzi, którzy podobnie jak ja, chcieli potruchtać. Po krótkiej rozmowie, okazało się, że to wyjadacze marszów i biegów na orientację, postanowiłem więc cicho przyczaić się za nimi i skorzystać z doświadczenia. Przed samym startem zebrano nas w kółeczku i poinformowano o tym i owym. Zaczęło się dość wesoło, bo w ferworze przygotowań zapomniano o otworzeniu bramy, a kiedy już ją otworzyliśmy, to 10 metrów za startem już zaczęliśmy się zastanawiać, w którą stronę biec. Mniej więcej 3 minuty po starcie ja i moi towarzysze z klubu Castellanus byliśmy już tak daleko przed wszystkimi, że właściwie musieliśmy zdać się tylko na siebie. Początkowo szlak prowadził nas w miarę po trasie przedstawionej na mapie, czasami tylko wracaliśmy, żeby odszukać oznaczenia na drzewach. Trasa prowadziła głównie przez las, ale dość często przebiegaliśmy przez małe wioski, a tu i ówdzie podbiegały do nas różnie usposobione czworonogi. Pierwszy punkt kontrolny usytułowano gdzieś na 13km – nie było to żadną niespodzianką, gdyż wszystkie punkty kontrolne zaznaczono nam na mapie. Właściwie trasa aż prosiła się o skracanie i jakby się ktoś uparł, mógłby z niej urwać pewnie i z kilkadziesiąt kilometrów. My jednak parliśmy zgodnie z wytycznymi na mapce. Za miejscowością Dłogosiodło, w lesie słychać było odgłosy trasy S8, do której się kierowaliśmy, Ciekawe, że odgłos pędzących samochodów rozchodził się w lesie na wiele kilometrów i minęło jeszcze wiele czasu zanim dotarliśmy do trasy. Po drodze pogubiliśmy szlak i wybiegliśmy trochę za daleko. Niepocieszeni faktem, że nadgoniliśmy kilka kilometrów wbiegliśmy do wsi, gdzie zaczął nas śledzić samochód. Wjechał za nami nawet w grząską , polną drogę i skapitulował dopiero po kilku minutach świecenia nam w plecy. Nie można powiedzieć, że szlaki w Puszczy Białej są oznaczone w sposób przejrzysty. W pewnym momencie trafiliśmy na totalnie bagnistą drogę i przemieszczać mogliśmy się tylko lasem, później straciliśmy kompletnie kontakt ze szlakiem i wybiegliśmy we wsi, przez którą wcale nie mieliśmy przemierzać. Na kolejny punkt dotarliśmy z innego kierunku, niż ten zaznaczony na mapie. Zostało jeszcze kilkanaście kilometrów do miejsca startu, gdzie był półmetek. Z kilometra na kilometr czułem narastające pęcherze. Zmoczone w bajorku stopy zaczęły się przecierać i protestować. Od 40kilometra zacząłem rozważać możliwość zejścia z trasy w połowie, bo tam miałem samochód. Nic prostszego, podziękuję, wsiądę w samochód i pojadę do domu. Pewnie jeszcze 2 lata temu ambicja kazałaby mi, choćby na czworaka, dotrzeć do mety. Tym razem było inaczej, ambicja przegrała ze zdrowym rozsądkiem, który podpowiadał, że ukończenie mogę przypłacić tygodniami dochodzenia do siebie, a tym czasem sezon dopiero się zaczyna. Kiedy docieraliśmy na kolejny punkt, nie miałem już żadnych wyrzutów i kazałem skreślić się z listy. Dostałem plakietkę pamiątkową, pożegnałem towarzyszy, którzy ruszyli w dalszą drogę i ruszyłem do domu. Zaraz po wyjechaniu zaczęło świtać, a wraz ze słońcem wstąpiła znów we mnie ogromna chęć biegania. Kurczę, jakie to fajne…
Leszek S.

Półmaraton Warszawski
dodano: 2014.03.30
(pomieszane z fotkami z Kodnia) - może coś zrobię z tym małym bałaganem, ale nie obiecuję :)

Maraton Zahorów - Kodeń
dodano: 2014.08.29
Wschód Polski zawsze budził we mnie pewną ekscytację, tym bardziej, że niewiele razy miałem okazję wybrać się dalej niż za Mińsk Mazowiecki czy Siedlce, dlatego decyzja o maratonie niedaleko Terespola zapadła dość szybko. Udało się też zwerbować Marcina i Rysia, i razem, razem z moją prywatną rodzinką ruszyliśmy na podbój Dalekiego Wschodu. Organizatorem maratonu jest Pan Jan Kulbaczyński, a pierwsza edycja tego biegu odbyła się w 2007r. przy okazji 100 maratonu Pana Jana. Tegoroczna edycja miała odbyć się więc po kilkuletniej przerwie. Na miejsce dojechaliśmy bez większych problemów. Start maratonu zaplanowano w miejscowości Zahorów – niewielkiej wiosce, położonej gdzieś około 10km od Kodnia. Miejsce startu odnaleźliśmy dość spontanicznie, mały, publiczny budynek we wsi, pod którym Pan Kulbaczyński już na 2h przed startem wypatrywał pierwszych biegaczy. W zasadzie wszystko odbywało się zgodnie z regulaminem – pakiet, a w pakiecie koszulka, obrazki przedstawiające różnych świętych, dyplom, jogurt i obietnica medalu na mecie – czyli wszystko, tyle, że wpisowe w tym biegu wynosiło 0 PLN!!! Ja i Marcin celowaliśmy w pełen maraton, a Rysiu atakował jedno okrążenie, swoją ulubioną połówkę, która tutaj miała mieć 24km. Oprócz niego na dystansie tym startowali podsądni z zakładu karnego… no comments 
Start nastąpił zgodnie z regulaminem i w kilka minut po 9.00 znaleźliśmy się na przepięknej polnej drodze. Niczym azjatyccy turyści powyciągaliśmy nasze sprzęty i cykaliśmy focie napawając się pięknem wschodniej Polski. Trasa była bajeczna i wiodła nas przez pola, lasy, wioski… wszędzie ogarniała nas cudowna cisza – czasami przejechał motor, czasami traktor, a ludzie przyjaźnie machali do nas rękami, rolnicy zatrzymywali się i bili brawo, na podwórkach ustawiano stoły z wodą, ciastkami i różnymi różnościami, jakich zwykle nie można zasmakować na biegach. Przyjazna atmosfera aż kipiała w powietrzu. Na 23 kilometrze zafrasowani pięknem przyrody, pomyliliśmy z Marcinem trasę i drugie kółko zrobiliśmy w przeciwnym kierunku. Wesoło było patrzeć na zdziwione miny zdezorientowanych biegaczy, którzy czasami myśleli, że to właśnie oni pobiegli w niewłaściwym kierunku. Na mecie nikt nie robił nam żadnych problemów, otrzymaliśmy medal i udaliśmy się na miejsce, gdzie miał miejsce poczęstunek. I tutaj kolejne miłe zaskoczenie – kawa, herbata, kiełbaska, zupa, przemili ludzie, no coś pięknego…
Leszek S.

... podsądni z zakładu karnego... miało być no comments, ale będzie mały komentarz Rysia:
Miałem przyjemność biec sporą część dystansu z jednym z ,,odsiadujących,, Stanisławem .... charakterny gość po zaledwie paru treningach biegowych (podobnie jak pozostała część jego ekipy)... na trasie nie odpuszczał mimo widocznego zmęczenia i myśli że nogi będą boleć jeszcze długo...długo.Po skończonym biegu było widać jego prawdziwą radość z ukończenia biegu no i pojawiły się planował startu w innych imprezach biegowych.Potwierdza to tylko prawdę że ...bieganie wyzwala pozytywną energię
Rycho

Filmik Rysia

Otwockie Biegi Górskie
dodano: 2014.03.23
Kolejny cykl zimowych biegów dobiegł końca. Najwytrwalsi z wyrtwałych zaliczali zimą Falenicę i Otwock. W Otwocku aż 2 podium dla bobrów. W kategoriach wiekowych pudła wywalczyli - Darek Gotowiec i Leszek Rosa. Gratulacje!

I PO FALENICY
dodano: 2014.03.15
Ostatni etap biegów falenickich za nami. Medale odebrane. Teraz tylko czekać na kolejną zimę :)

XXXIV Półmaraton Wiązowski
dodano: 2014.03.04
W pierwszą marcową niedzielę wraz z Rysiem braliśmy udział w półmaratonie w Wiązowej. Już wcześniej startowaliśmy w tych zawodach także wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać, trasa w jedną stronę po wiatr, w drugą z wiatrem. W tym roku, dziwne, szybciej pobiegłem pod wiatr niż z wiatrem, może dlatego że chciałem Rysia dogonić a z powrotem no cóż już sił nie wystarczyło a Rysiek i tak popędził do mety. Jedyne miejsce gdzie się spotkaliśmy to nawrotka różnica taka, że ja byłem na 10 kilometrze a kolega zaczynał już 12. Podczas powrotu do Wiązowej, zastosowałem rady dobrego kolegi biegowego, który zdradził mi tajemnice jak pobić rekord życiowy w Falenicy, przekonywałem moje nogi, że potrafią szybko biec. Niestety co jakiś czas kolejna grupka zawodników mnie wyprzedzała. Zastanawiałem się czy ja nie mogę biec tym tempem co oni? Próbowałem ale nie utrzymywałem ich tempa. Ostatni odcinek półmaratonu w Wiązowej do prawie kilometrowa prosta, gdzie już widać metę ale cały czas jeszcze daleko a czas nieubłaganie płynie, pełna mobilizacja no i jest wreszcie meta, zatrzymuję stoper jest nowy rekord życiowy lepszy od poprzedniego o 32 sekundy. Na drugi dzień opowiadam w pracy pobiłem rekord o 32 sekundy ale patrzą na mnie ze zdziwieniem. Co to jest 32 sekundy? Trzeba spróbować żeby zrozumieć. 

216. Ryszard Mazurek 1:35:22
332. Janusz Łuczyk 1:41:20

Janusz Ł.

I Bieg Ludzi Honoru
dodano: 2014.03.02
Chłopaki, dawajcie relacje!

Jakby ktoś nie wiedział jak trafić na nową bieżnię w Wołominie...
Dzisiaj byłem, testowałem i stwierdzam, że biega się wybornie - równo, fajne odbicie - oddaje energię, przez co czuć większe możliwości. Poza tym widać, że obiekt dopiero co oddany do użytku, brakuje zagospodarowania terenu w bezpośrednim pobliżu. W odległości 30 metrów jest lodowisko z masą ludzi (na biezni biegałem sam). Drugi mankament to to, że ma tylko 200m i warto zmieniać kierunek biegu, bo często biegnie się po łuku. Sobotni test zapowiada się więc na sprawdzian silnej woli i niezłomności.
Leszek S.

Podsumowanie Falenicy 2013/14

Przed nami jeszcze jeden bieg finałowy, ale nie liczący się do rankingu. Poniżej zamieszczam wyniki osób, które ukończyłe 3 wymagane biegi.


miejsce/łączny czas najlepszych 3 biegów/zawodnik

Kategoria 10km/ open
93 133:06   Kamil Gajewski
94 133:16   Marcin Dymiński 
156 138:42  Leszek Stępień 
166 140:07  Leszek Rosa 
194 142:59  Janusz Łuczyk 
239 147:38  Darek Gotowiec 
261 149:16  Elżbieta Rosa 

Kategoria 10km /kobiety
16 149:16 Elżbieta Rosa 

Kategoria 6km /open
25 105:41 Mariusz Michalik 

Kategoria 3,3km
Mariusz Koperski - 3 miejsce w kategorii M35

!!!GRATULACJE!!!

Leszek S

FALENICA, etap 5
dodano: 2014.02.15
Na początek kilka fotek >>>tutaj<<<
Galeria Leszka R. (fotki robione przez Elę R.) >>>tutaj<<<
fotki zebrane przez Darka G. >>>tutaj<<<

V Półmaraton Komandosa
dodano:2014.02.09



Gdy służyłem w wojsku ( jakieś 20 lat temu!) to bardzo lubiłem takie ciężkie, ekstremalne ćwiczenia i bieganie po lesie z pełnym oprzyrządowaniem. Zawsze bardzo dobrze to wspominam.
Chcąc przypomnieć sobie te dobre czasy postanowiłem pobiegać w Półmaratonie Komandosa.
Jeszcze w tamtym roku, w listopadzie zapytałem Rysia, który razem z Marcinem brał już udział w tym biegu, czy trudno się tam zapisać? Wiadomo, że Ryśka na półmaraton nie trzeba długo namawiać i zapisał się jeszcze przede mną. Dobrze, że się wcześnie zapisaliśmy i opłaciliśmy, bo lista „twardzieli” szybko się zapełniała i po dwóch tygodniach limit 200 osób był już przekroczony.
Gdy do biegu zostało kilka dni, to ja dopiero sobie uświadomiłem, że prawie wcale nie trenowałem biegania z obciążeniem, a w butach wojskowych chodziłem dwa razy. Raz do garażu,
a drugi raz... z powrotem!
Kiedy nadszedł „D-Day” wskoczyłem w mundur, do plecaka wrzuciłem nowiutki, dziesięciokilogramowy worek gipsu Cekol C-45 i w drogę!
Dojechaliśmy z Rysiem na miejsce o dziewiątej. Do startu dwie godziny. Zgodnie z regulaminem poszliśmy zważyć i oddać do depozytu plecaki, które odbierało się tuż przed startem.
Po zważeniu okazało się, że możemy swoje plecaki uszczuplić, ponieważ ważą więcej.
Ja zapomniałem, że mój plecak, nawet pusty waży 3 kg i razem z gipsem wyszło 13 kg.
Rysiek „wyregulował” swój plecak na 10,5 kg, a mój po wysypaniu do kosza części Cekolu ważył 11 kg. Plecak plus mundur, plus 3 kg, których nie mogę zrzucić od świąt daje niezły ciężar...
a buty bez amortyzacji! Z założeniem butów zwlekaliśmy ile się tylko dało. Rysio mówił, że stopy go bolą od samego patrzenia na te buty.
Wreszcie start i poszło wojsko! Najpierw runda honorowa wokół stadionu, potem ostro w prawo 
i w las. Ścieżka wąska, ale i tak nie miałem ochoty nikogo wyprzedzać. Trasa ogólnie bardzo fajna.
Po drodze dwie górki, jedna fajniejsza od drugiej, kilka zwalonych drzew, żeby było przez co sobie przeskoczyć, trochę brei śniegowej, błota i kałuże których nie dało się ominąć. Po drugim okrążeniu
czułem się jakbym przebiegł maraton. Pomyślałem, że to nie możliwe abym pokonał kolejne dwa.
Ale przebiegając przed trybuną, gdzie siedzieli i oglądali nas oficerowie moje morale się tak podnosiło, że starczało mi na... jakieś 3 km. Pozostałe dwa były ciężkie.
Ostatnie okrążenie, głowa lepiej pracuje bo niedługo meta, ale nogi odmawiają posłuszeństwa. Plecak i buty stają się coraz bardziej ciężkie (gips chyba wchłonął dużo wody). Przed jedną kałużą pomyślałem, jak fajnie byłoby zdjąć buty, zanurzyć stopy i ugasić ten ogień.
Dziwne, ale gdy wpadłem na metę nawet nie byłem bardzo zmęczony. Bolały mnie tylko trochę uda
i z butów leciał dym, jeszcze kilometr i nastąpił by chyba samozapłon.
Rysiek powiedział po biegu, że zaliczył glebę. Podobno buty miał wyżej od głowy, ale niestety tego nie widziałem.
Na koniec zaznaczam, że te wszystkie opisane niedogodności, to nie jest narzekanie. Właśnie spodziewałem się, że będzie ciężko, na to liczyłem i się nie rozczarowałem. Dostałem w kość jak za dawnych, dobrych czasów.
Darek G.

Dzieciaki pośmigały na sankach my..... "poodpychaliśmy"sie na biegówkach ...kiełbaska skwierczała na ognisku...ot... miłe niedzielne przedpołudnie.Pozdrawiam i zapraszam na następne spotkania.                                                         rycho


Górki Otwockie, cz. 2
dodano: 2014.02.01

RAJD SZLAKIEM POWSTAŃCÓW STYCZNIOWYCH

>>>jeszcze trochę fotek<<<

Na nartach śmigam od kilku lat, ale jakoś nigdy nie było okazji do startu w ,,biegówkowej,, imprezie.
Jak usłyszałem w radiu o Rajdzie Szlakiem Powstańców Styczniowych 1863r odbywającym się w Julinku i trasie przebiegającej po Puszczy Kampinoskiej nie trzeba było mnie zachęcać. Podobnie było
z resztą ekipy tj. Elą, Leszkiem i Marcinem. W niedzielny poranek upchaliśmy nasze narty do samochodu i ruszyliśmy zaśnieżonymi ulicami. W czasie jazdy zastanawialiśmy się czy przy takich
warunkach pogodowych(mróz -12, śnieg, wiatr)nie będziemy jedynymi uczestnikami. Nic bardziej
mylnego. Na miejscu okazało się że 'nawiedzonych” narciarzy nie brakowało. Zgłoszenie zajęło dosłownie chwilę , dostajemy numer startowy i ruszyliśmy przygotowywać sprzęt i siebie. Nie obyło się bez odwiecznych zimowych dylematów… co ubrać? Start i meta znajdowały się na rozległej łące obok byłych zabudowań Państwowej Szkoły Cyrkowej w Julinku. Tam też grupa rekonstrukcyjna rozbiła swoje obozowisko powstańcze ostro gotując coś w kociołku. Stojąc i oczekując na start większość z nas odczuwała przejmujące zimno, ale wszystko się zmieniło gdy nastąpił start. Rytmiczna jazda na nartach i praca kijkami zagrzała nas po paru chwilach, dodatkowo gęsta puszcza zasłoniła od wiatru. Pięknie ośnieżony las hipnotyzował delikatne zjazdy i podjazdy urozmaicały trasę. Jak na amatorów przystało nie obeszło się bez potknięć i upadków : ) …i ani się obejrzeliśmy jak dotarliśmy do półmetka. Obok symbolicznej Sosny Powstańców organizatorzy rozpalili ognisko i częstowali gorącą herbatą, która w takich chwilach ma zawsze niepowtarzalny smak. Miło się gadało przy płomieniach ogniska, ale przyszedł czas na drogę powrotną, tym bardziej, że organizm momentalnie się wychładzał. Ta część trasy była trochę bardziej wymagająca i prowadziła przez rezerwat Karpaty jak sama nazwa mówi ...płasko nie było. Z górki pod górkę, narta za nartą w dobrym towarzystwie i humorach dotarliśmy do mety 18 kilometrowej trasy. Organizator włożył sporo serca i pracy w przygotowania tej imprezy. Zaznaczyć trzeba, że udział był bezpłatny ,możliwość darmowego wypożyczenia nart i butów, opieka na trasie, pyszna grochówka po biegu i najważniejsze miłe towarzystwo .Czy trzeba więcej? Cieszę się że udało się nam upamiętnić powstańczy zryw i wziąć udział w rewelacyjnym rajdzie.

                                                                                                                                    rycho 


FALENICA ETAP 4
dodano: 2014.01.25

Zima na dobre zagnieździła się w naszej strefie klimatycznej. Koniec pieszczot, trzeba nakładać kolejne warstwy, zgarniać szron, zaciskać szczęki i do przodu. 15-stopniowy mróz odstraszył część biegaczy, ale nasza ekipa w dalszym ciągu w mocnym składzie wystartowała w kolejnej edycji falenickich zmagań. Mimo mrozu i warstwy śniegu warunki do biegu były dobre. Nogi trzymały się podłoża i można było powalczyć o dobry czas. Szczególne gratulacje należą się Marcinowi, który po raz kolejny złamał 45 minut i po raz kolejny udowodnił, że świetnie radzi sobie w górskich, trudnych warunkach Falenicy.


KOLEJNA CHOMICZÓWKA ZA NAMI
dodano: 2014.01.19
Niedzielne przedpołudnie na blokowiskach Chomiczówki, tego dnia żyło radosną atmosferą rzeszy rozgrzewających się biegaczy. Przebieraliśmy się w samochodzie ciesząc się, że do ostatniej chwili możemy się grzać i nie wychładzać się na zewnątrz. Mróz, wiatr i śnieżyca przez następne 1,5godziny miały ostudzić zapały ludzi i nasz entuzjazm. Ale cele były jasno postawione – rekordy bez względu na niepogodę, albo przynajmniej dobiec żywym i nie połamanym. No chyba, że będzie ślisko. Ale nie było, bo organizatorzy nie żałowali soli drogowej. Każdy więc śrubował na wynik jak mógł. Najpierw start na 5km. Wystrzeliłem jak z procy i biegłem jak natchniony i wytchnełem na mecie 20:20. Czysta radość! Rekord! Uderzenie endorfin! Koledzy z drużyny pobiegli równie dobrze, ale główne siły zostawili na 15km. Szybkie przebieranko w suche rzeczy i na adrenalinie biegiem na kolejny start. Lubię te emocje, kiedy z przyjaciółmi nakręcasz się przed wyścigiem i nawzajem dodajemy sobie mocy. Znajdujemy się w tym tłumie: Darek z Mariuszem, Rysiek z Januszem, Ela z Leszkiem. Śmiechy, wygłupy, trzęsawka z zimna. Wszystko się przyda, tak jak doping Eli i druhów na trasie, kiedy organizm pomimo zmęczenia zareaguje żywiej i zerwie się do walki. I znowu wyrwałem do przodu niesiony humorem (z wyniku na 5km). Właściwe tempo na kolejny rekord trzymam do drugiego okrążenia i zaczynam lekko puchnąć. Pierwszy dochodzi mnie Janusz, który już tylko przyspieszał na zamierzony rekord. Potem wyminął mnie Rysiek, jak to On – lekko i na luzie, jakby dopiero co bieg zaczynał. W końcówce dochodzi mnie Leszek, trzy słowa otuchy i pognał jak na skrzydłach na metę. Cała ich trójka i ich wsparcie słowne na trasie było jak ciągnięcie mnie na linie i wycisnęło pokłady sił, które na 300 ostatnich metrach wystarczyły na kolejną życiówkę. Również Darek i Mariusz ubiegali dobre wyniki. Dla Mariusza była to pierwsza atestowana 15-stka, i to bardzo dobra 15-stka. 
Tak więc atak ostrej zimy, nie przeszkodził dobrej zabawie i osobistym aspiracjom. A po biegu jak zawsze czekała folia termiczna, kawka, herbatka, gorąca zupka i losowanie nagród, ale mi marzyła się już tylko długa gorąca kąpiel. A moim butom należy się solidne pranie, bo całe sztywne od zasolonej drogi odblaskują kryształkami soli.
MarcinD
WYNIKI:
Bieg o Puchar Bielan
00:20:20 Marcin Dymiński
00:22:29 Ryszard Mazurek
00:22:29 Darek Gotowiec
00:25:44 Leszek Rosa
00:26:12 Janusz Łuczyk

Bieg Chomiczówki
01:08:35 Ryszard Mazurek
01:08:41 Janusz Łuczyk
01:09:06 Leszek Rosa
01:09:12 Marcin Dymiński
01:14:14 Darek Gotowiec
01:16:57 Mariusz Michalik

OTWOCKIE BIEGI GÓRSKIE
dodano: 2014.01.19
Jak to bywa przy organizowaniu nowych imprez biegowych, a lokalizacją bliskich miejscu zamieszkania nie omieszkaliśmy z korzystać z okazji i ekipą bobrów wybraliśmy się przetestować trasę górską na otwockich wydmach. Na początku, była mała wpadka spóźnialskich organizatorów, na których wyczekiwała dość liczna grupa wyziębionych biegaczy. Potem poszło sprawniej z wydawaniem numerów startowych, ale i tak wystartowaliśmy z opóźnieniem około 25min. Start od razu z dzidy pod spory i długi podbieg. Wielu mógł przytkać. Mnie odetkał i z miejsca zrobiło mi się cieplej. W porównaniu z terenem Falenicy, dalej trasa była lżejsza, z długimi wypłaszczeniami na złapanie oddechu. W międzyczasie ze dwa jeszcze podbiegi o znacznej trudności. Dodatkową utrudniającą atrakcją w przebieraniu nogami był kopny piach, który skutecznie wyhamowywał moje sarnie wyskoki. Szeroka trasa (można mijać i być mijanym z prawa i z lewa), dobrze oznakowana. Do wyboru 1, 2 lub 4 pętle o długości 2km. Z mojego zegarka wyszło mi 8,8km. Ogólnie – wrażenia dobre. Trasa łatwiejsza niż w Falenicy, zachęcająca początkujących zmagaczy-biegaczy do podnoszenia formy w biegach górskich. Kolejne biegi w Otwocku: 1 i 22 lutego, 1 i 16 marca – dekoracja najlepszych i medale.
MarcinD

BIEGI WOŚP
dodano: 2014.01.16
12 stycznia braliśmy udział w biegach organizowanych w ramach WOŚP w Kobyłce i w Warszawie. Niektórzy biegli w obu biegach!!! Gratulacje

FALENICA ETAP 3
dodano: 2014.01.11
Kolejna Falenica za nami. Pogoda w tym roku rozpieszcza nas do granic możliwości. Arcytrudne warunki, jakie panowały w ubiegłym roku, żyją tylko w naszych wspomnieniach. Mimo braku śniegu, oblodzonych stoków i przeszywającego mrozu klimat jednak pozostał i dlatego w kolejnym etapie nasza ekipa znów pojawiła się w silnym składzie. 

2 Bieg Noworoczny na Skaryszaku
dodano: 2014.05.01
To było w sobotę 4 stycznia a dystans 4 pętle tj 8 kilometrów . Ponieważ Iza i Michał biegają na wszystkich zawodach w promieniu 200 km od Warszawy , nie dziwota , że znowu się z nimi ścigałem z wiadomym skutkiem ( znowu porażka) . Iza to Diabełek a Michał to Anioł , ale Diabełek podoba mi się bardziej ..
Staszek

Trening w Gminie Poświętne
dodano: 05.01.2014
Kolejny wspólny trening za nami. Tym razem w czwórkę zrobiliśmy blisko 16km, a mały deszczyk nie był w stanie pokrzyżować naszych planów. Kolejne weekendy to Falenica i Chomiczówka. Jakby ktoś miał propozycję wspólnego pobiegania i pokazania innym swojej trasy, pisać. 

Starsze relacje przeniesione do archiwum.

Liczniki na bloga

OGŁOSZENIA

V BIEG BOBRA

REJESTRACJA - Bieg Bobra
REJETRACJA - Nordic Walking



Będziesz biegał w biegach organizowanych na terenie Powiatu Wołomińskiego?
Koniecznie zobacz:


O nas

Bóbr Tłuszcz to amatorski klub miłośników biegania w każdej postaci - od  truchtacza po sprintera. Wyniki na pewno stanowią motywację, ale ludzie, z którymi biegasz, z którymi spotykasz się na treningach i zawodach są też bardzo ważnym elementem motywującym do bardziej wytężonej pracy nad sobą. Istniejemy po to, aby wspólnie wymieniać się doświadczeniami, motywować i wsperać dobrym słowem, razem umawiać sie i jeździć na zawody i treningi. Jesteśmy otwarci na nowe osoby, które będą dzieliły z nami swoją pasję biegania.Zapraszamy do nas!
Do boju, Bobry!
comments powered by Disqus
Podsumowanie I półrocza 2013
Zobacz nas na facebook-u
Darmowe strony internetowe dla każdego