.


Bieg Niepodległości
dodano: 2014.11.26
Cześć Boberki

Jak widzicie na załączonym obrazku także w Józefowie odbył się Bieg Niepodległości.
Trasa 4 kilometrowa, można by powiedzieć, że nie warta fatygi, ale co ciekawe krótki dystans rekompensował brak opłaty wstępnej oraz piękne „kibicki” na mecie.
Zresztą znajomych było więcej nie tylko na końcu biegu, ale także na trasie. Większość z nich to moje koleżanki i koledzy z gimnazjum, w którym pracuję.
Pozdrawiam, Mariusz K.

I Powiatowy Bieg z Naturą i Kulturą
dodano: 2014.11.23

I Zakopiański Bieg Niepodległości
dodano: 2014.11.21

Jeżdżę z Leszkiem na różne biegi po całej Polsce ale jak przeczytaliśmy, że Zakopane organizuje I Bieg Niepodległości postanowiliśmy w nim uczestniczyć. Postanowiliśmy zmierzyć się z zakopiańską trasą i z biegaczami wśród których znaleźli się zarówno zawodowi sportowcy jak i amatorzy biegania. Naszym zwyczajem jest już nie tylko bieg w tak pięknym i dalekim miejscu, lecz poświęciliśmy kilka dni na zdobywanie szczytów w Tatrach Zachodnich m.in. Czerwone Wierchy.
I Bieg Zakopiański zorganizowany był pod hasłem "Pobiegnij tam, gdzie Wolność przyszła najwcześniej". W biegu tym wystartowało 450 uczestników z Polski, Słowacji i Ukrainy. W piękny, słoneczny dzień o godz. 10.00 biegacze rywalizowali na dystansie 10 i 5 km. Prócz tego na dystansie 5 km rozgrywany był marsz nordic walking.Start biegu był spod Urzędu Miasta do ronda w Kuźnicach, gdzie był podbieg ok. 2,5 km i z powrotem. W biegu głównym zaliczaliśmy 2 pętle. Pogoda była wręcz idealna jak na listopad. Świeciło słońce, ciepło, wspaniała atmosfera, sporo kibiców na ulicach miasta i sympatyczni zawodnicy. Zakopane znalazło nowy sposób na świętowanie niepodległości. Byliśmy już w Warszawie na Biegu Niepodległości kilka razy, ale ten bieg w Zakopanem pozostanie długo w naszej pamięci ze względu na panującą tam atmosferę, klimat i te piękne widoki na Tatry podczas biegu a w szczególności piękny w słońcu, zarys górującego Giewontu. A po biegu :) oczywiście relaks. W pakiecie startowym otrzymaliśmy wstęp do Aqua Parku w Zakopanem ... aż na 2 godziny:) to coś dla mnie:) dla Leszka nie koniecznie, ale też się pluskał w wodzie:) no cóż nie miał wyjścia:) No i cóż jeszcze mogę dodać! Biegłam wraz z Leszkiem, który znów robił za "zająca" :), za co mu bardzo dziękuję. Nasz czas wyniósł 00:52:40 co dało mi I miejsce na podium w swojej kategorii, z czego bardzo się cieszę, gdyż myślałam, że nie dam rady "góralkom". A jednak...:). 
Ela Rosa

Bieg Niepodgległości w Ząbkach
dodano: 2014.11.11

Bieg Niepodległości w Warszawie
dodano: 2014.11.11

Bieg Niepodległości w Serocku
dodano: 2014.10.27









26 października 2014, godz. 14.00
Startujemy dużą, 8-osobową bobrową ekipą w XII Biegu Niepodległości w Serocku. Biegacze – Ela, Leszek, Darek i Jacek ruszają na trasę 10 km, za dwie minuty, na trasę 5 km, wyruszą zawodnicy Nordic Walking, w tym my - Sylwia, Ania, Bogusia i ja.
Wystartowaliśmy. Chwilkę przed nami na trasę ruszyli biegacze. My - nordicowe dziewczyny, też pędziłyśmy ile tylko sił w nogach, żeby się rozgrzać, bo było dość chłodno. Grube bluzy zostały w aucie, ale - jak okazało się słusznie, bo już po kilkunastu szybkich krokach zrobiło nam się ciepło.
Trasa była ciekawa, choć niełatwa - z zakrętami, długim podbiegiem i… dość stromymi schodami. Widoki ładne – duży odcinek wiódł wzdłuż linii wody, gdzie zacumowane były łódki... Mmm… przyjemny widok – prawie jak na Mazurach. Przez chwilkę nawet zaświeciło dla nas słońce, dość mocno ukryte tego dnia za chmurami.
Po ukończonym biegu, na mecie, na wszystkich czekały medale, napoje izotoniczne i jabłka… no i spora liczba kibiców, a wśród nich Sylwia Gruchała. Trochę dalej, zaledwie parę kroków od linii mety, można się było posilić gorącą zupą pomidorową. Później, jak już wszyscy zawodnicy ukończyli bieg, odbyły się wręczenia pucharów i nagród w kolejnych kategoriach, a także losowanie niespodzianek.
W losowaniu nie mieliśmy tego dnia szczęścia (choć niektórzy, w pięknym stylu, zrobili kolejną „życiówkę”), za to nasza Ela, kolejny raz w życiu, stanęła tego dnia na podium. Zajęła pierwsze miejsce wśród kobiet w swojej kategorii wiekowej. Sylwia była pierwszą kobietą wśród maszerujących z kijkami (niestety dla zawodników NW miejsc na podium i nagród nie przewidziano).
Zdecydowaną większość zdjęć tego dnia zrobił biegający za nami z aparatem Piotr – dziękujemy i polecamy się na przyszłość !!!
Agnieszka P.


V Bieg Szakala
dodano: 2014.10.27
Na V edycję biegu Szakala wybraliśmy się w trójkę, Janusz, Rysiu i Mariusz. Po lodowatej sobocie, gdzie temperatura wynosiła zaledwie 5 stopni, niedziela okazała się pięknym dniem. Słońce i rześkie powietrze sprawiły ze biegło się wyśmienicie. Organizatorzy podzielili biegaczy na 2 grupy, najpierw startowały kobiety, a pózniej mężczyźni. Trasa biegła po pięknym, jak to o tej porze roku, lesie. Przepiękny kolor liści sam mówi za siebie. Trasa o różnym ukształtowaniu, fajne długie podbiegi oraz zbiegi. Rysiu z Januszem przebiegli cały bieg razem, po drodze mieli niezły ubaw, ale długo by się rozpisywać na ten temat, czas jaki wybiegali to 1.48. Ja zaś 2.10 , może byłoby lepiej, ale pojawił się ból w kolanie, który ograniczał bieg do minimum, ale udało sie przekroczyć linnie mety. Jeśli tylko zdrowie dopisze za rok wybieram się ponownie. Polecam bieg, naprawdę warto.

VIII Ekologiczny Bieg do Gorących Źródeł
dodano: 2014.10.23
Bobry po raz kolejny wzięli udział w Biegu Ekologicznym do Gorących Źródeł. Bieg odbył się w Uniejowie k/Łodzi. Uniejów to niewielkie miasteczko ok. 3 tys. mieszkańców. Bardzo ładnie położone i zagospodarowane nad rzeką Wartą Stało się popularne i promowane ze względu na rozbudowane już w ostatnich latach TERMY, o czym świadczy też nazwa biegu. W niedzielę 19 października 2014 r. o godz. 13.30 po wystrzale z armaty, z Rynku Uniejowa wystartowało ponad 1300 osób w biegu na 10 km. Rynek i ulice zrobiły się już za ciasne ze względu na coraz większą liczbę biegaczy i kibiców. Pogoda była przepiękna, świeciło słoneczko, biegnąc podziwialiśmy piękne, jesienne widoki. Trasa wiodła najpiękniejszymi ulicami, ścieżkami, mostem drogowym i mostkiem dla pieszych nad Wartą. Przebiegaliśmy przez pięknie zagospodarowany teren z zagrodą z mini skansenem, wioską indiańską i pięknym Hotelem Lawenda, rozległym terenem "TERM UNIEJÓW", Kasztelu Rycerskiego i Zamku Arcybiskupów Gnieźnieńskich z XIV w. Było co oglądać i podziwiać. Na trasie licznie dopisywali kibice, osoby towarzyszące biegaczom, jak też wypoczywające i spacerujące osoby, podczas tak pięknej pogody. Po biegu ciepła zupka, no i podium:)Jak by powiedział Rysio, to już staje się nudne:) Nie mogę pochwalić się wynikiem - 00;51;33, gdyż jak już wcześniej w Kościelisku tak i teraz zabrakło formy i treningu. A po biegu? Oczywiście - TERMY! Całodzienna wejściówka gratis z pakietu startowego. Polecam bieg w Uniejowie! 
3 w jednym! ZWIEDZASZ, BIEGASZ, WYPOCZYWASZ!

Ela Rosa

Perły Małopolski w Kościelisku
dodano: 2014.10.23
W niedzielę 12 października 2014 r. odbył się ostatni bieg z cyklu biegów po Parkach Narodowych - PERŁY MAŁOPOLSKI. Na bieg wyjechaliśmy już w piątek 10 października aby się wcześniej zaaklimatyzować, no i troszkę pochodzić i popatrzeć na piękne nasze Tatry. W sobotę, przed niedzielnym biegiem, zdobyliśmy Kasprowy Wierch /oczywiście wjazdem kolejką linową :)/ ale z Kasprowego przez Dolinę Gąsienicową, schronisko Murowaniec i Dolinę Jaworzynki zeszliśmy do Kuźnic. Potem spacer Krupówkami. W niedzielę wypoczęci, punktualnie o godz. 12.00 z Ośrodka Biathlonowego w Kościelisku wystartowaliśmy w pół maratonie. Mieliśmy do pokonania 2 pętle i to niestety nie po płaskim terenie:). Trasa w 70 % była po terenie ziemnym, po leśnych pięknych ścieżkach, z pięknymi widokami na Tatry. Trasa rozpoczynała się podbiegiem na odcinku prawie 4 kilometrowym, potem było już coraz łatwiej, ale w Roztoce musieliśmy zmagać się z wodą i błotem a także uprawiać akrobację aby mijać przeszkody. potem już tylko w dół :) no i jeszcze raz taka sama pętelka. Och, jakie zadowolenie było na wszystkich twarzach, gdy wbiegali na metę w Ośrodku Biathlonowym. Ale największe zadowolenie było na mojej twarzy, bo już kolejny raz na biegu nie byłam w najlepszej formie. Najważniejsze, że razem z Leszkiem ukończyliśmy ten bieg, była wspaniała sportowa atmosfera, pogoda dopisała, było słonecznie i ciepło jak latem i te piękne niezapomniane widoki. Będzie co wspominać. Na drugi rok dokończymy cykl Pereł Małopolski na biegu w Rabce i Zawoi. Tam nas w tym roku nie było:) Mamy zamiar zdobyć CERTYFIKAT PEREŁ MAŁOPOLSKI.

Ela Rosa

Do Ciebie Matko biegnę...
dodano: 2014.10.14
Dziś było naprawdę pięknie - pogoda wymarzona, a bieg szczególny - kameralny, z intencjami, mały - a przy tym świetnie zorganizowany. 
Przed startem - w Małaszewiczach - msza w intencji biegnących, a potem - specjalne błogosławieństwo i woda święcona na drogę (i na głowy).
Po trasie malownicze wsie, ładnie zachowane drewniane chaty i drzewa w przepięknych jesiennych barwach.
W Kodniu obiad u Ojców Oblatów, a potem specjalne spotkanie dla biegaczy w Bazylice. 
Wyniki super, życiówek nie było, co zupełnie zrozumiałe - wszyscy dzisiejsi bobrowi biegacze brali ostatnio udział w biegach maratońskich.
W drodze na bieg i z powrotem ( 2x200 km) zaliczyliśmy dziś zarówno świt, jak i zachód słońca, 
ale powiem jedno - było warto, naprawdę warto!
Byliśmy u Ciebie Kodeńska Matko dużą ekipą i będziemy na pewno za rok!
Agnieszka P.

II KARCZEWSKI BIEG SZLAKAMI MAZOWIECKIEGO
 PARKU KRAJOBRAZOWEGO
dodano: 2014.10.11
Do biegu, gotów, start... tak było dzisiaj w Karczewie podczas 2 biegu w parku krajobrazowym. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Baza w środku lasu i wspaniała pogoda grały przepiękną orkiestrę klimatu. 15-kilometrowa trasa wiodła nas przez serce parku krajobrazowego - najpierw twardą drogą szutrową, później leśną - bardziej miękką, w końcu trawą i piachem. Podbiegi dopełniły i podkręciły końcówkę wyścigu i kiedy człowiek na dobre zanurzył się w przyjemnościach, nagle pojawił się napis  - meta. Tylko 15km! Nie przeoczcie kolejnej edycji!

Biegnij Warszawo
dodano: 2014.10.07
W dniu dzisiejszym to jest 5 października odbyła się kolejna edycja biegu Biegnij Warszawo.
Pogoda była piękna podobnie jak trasa. Myślę, że to spawa łagodnego podbiegu, zresztą cały ostatni kilometr trasy był ostro w dół co pozwalało poprawić finisz. Mój czas także jest całkiem niezły, zresztą bardzo ładnie wygląda 01:00:10. Medal wart ceny a bieg godny polecenia. 
Mariusz Koperski

CAŁA PRAWDA O KOŚICACH....
dodano: 2014.10.05
Pięciu „młodocianych” zaatakowało staruszka, który choć leciwy dał im wycisk. Był ból, krew, kibice ….i zakończenie najlepsze z możliwych. Ale od początku. Z tymi „młodocianymi” to pojechałem – są, ale młodzi duchem. Sprawcą, pomysłodawcą , kierowcą i koordynatorem był niejaki Janusz Ł .vel. driver towarzyszyli mu Marcin D. vel. Taktyk, Ryszard M. vel. Niewyparzony ry.. (w miejsce kropek można wstawić [ś]lub [j],Adam L. vel. Oświetlony i Mariusz M. vel. MaŁyduży. Cała piątka w sobotni poranek wyruszyła do słowackich Koszyc na najstarszy maraton w Europie (90 edycja !!!), a że droga długa i kręta na miejscu byliśmy pod wieczór. W centrum handlowym odebraliśmy pakiety startowe i ruszyliśmy do akademika na zaklepany wcześniej nocleg. Pokoje jak to pokoje w akademiku niejedno przeszły i wytrzymały…. przenocowaliśmy i my. Ale żeby nie było, że my tak grzecznie… siusiu paciorek i spać . Jak powiedział dobry wojak Szwejk… chłopcy pijcie piwo, browar potrzebuje beczek. …zaczerpnęliśmy trochę tego klimatu w miejscowym barze. Start biegu odbywał się w samym centrum miasta, do pokonania były dwie pętle. Pogoda wyśmienita, tłumy kibiców , trasa płaska, mały minusik za kilka zwężeń które na sporych odcinkach wybijały z rytmu. Po biegu jak to po walce liczenie strat… no i na coś trzeba zwalić to że 90 latek trochę nas poturbował i jak zawsze pokazał pazur. NAJWARZNIEJSZE ŻE HUMORY DOPISYWAŁY.

Świadek Koronny Ryszard M. 
P.S. ksywki wymyślone zostały na potrzeby tekstu :) wybaczcie i oszczędźcie moją rodzinę. Obiecuję poprawę. 

Maraton Warszawski i Bieg na 5-tkę
dodano: 2014.09.28

Bemowski Bieg Przyjaźni
dodano: 2014.09.21

VII Bieg Norwidowski
dodano: 2014.09.21
Dziś wraz z Leszkiem pojechałam, po raz pierwszy, tak blisko Tłuszcza, Bieg Norwidowski. Organizatorem biegu jest Stowarzyszenie na Rzecz Gminy Zabrodzie Bractwo Zabrodzie. Bieg Norwidowski organizowany jest po raz siódmy na trasie Głuchy - Dębinki. Nie bez znaczenia jest taki wybór trasy i termin biegu. Cyprian Kamil Norwid przyszedł na świat 24.IX.1821 r. we wsi Laskowo-Głuchy. Wychowywał się w pałacu Dębinkach. Tam też spędzał swoje dzieciństwo i bywał do chwili wyjazdu z kraju. W biegu udział wzięli liczne grupy dzieci od 3 lat do klas VI. O liczności nie można powiedzieć w grupie dorosłych na dystansie 5 km. Było nas ........ 10 osób :) z Darkiem Królem na czele:) nie dał nikomu szansy:) musimy jeszcze potrenować:) Wśród kobiet, może nieskromnie, ale dodam, że byłam pierwsza w open, na trzy biorące udział:) To też jest plus, bo wszystkie stałyśmy na"pudle":). Trasa biegła drogą asfaltową spod Dworku w Głuchach do Pałacu w Dębinkach. Na mecie dla biegaczy czekała liczna grupa kibiców, słodki poczęstunek oraz kiełbaski, kaszanka z grila oraz napoje. Pogoda dopisała, impreza kameralna. Było super. A na koniec medale i nagrody dla najlepszych:) prawie każdy dostał!!!!
Ela R.

Bieg Czterech Generałów
dodano: 2014.09.21
Relacja chłopaki, czekamy na relację...

Biegaj z Huraganem
dodano: 2014.09.14
Rysiu i Ela na pudle. To był bobrowy dzień.

Kto zgadnie, gdzie biegł Rysiu???
dodano: 2014.09.14

Bieg Wisły
dodano: 2014.09.13
13 września w słoneczny, sobotni poranek z okolic 517 kilometra Wisły, po jej prawej-praskiej stronie, wystartował Bieg Wisły. Bieg, którego malownicza trasa wiedzie na całej niemalże długości wzdłuż brzegu królowej polskich rzek.
Tuż przy starcie organizatorzy przygotowali stanowisko dla rowerów VEnturilo, co zdecydowanie ułatwiało sprawę dotarcia na miejsce, bo droga od przystanku komunikacji / miejsc parkingowych na linię startu była dłuuuga .
Trasa prowadziła początkowo na północ, w stronę Mostu Grota Roweckiego, potem zmieniliśmy kierunek i podążaliśmy w kierunku południowym - pod Mostem Gdańskim, Śląsko- Dąbrowskim, a trochę dalej – czekała na nas dodatkowa atrakcja – przeprawa przez most pontonowy na kanale Portu Praskiego i potem już prosto w stronę mety - kolejno pod Mostami: Świętokrzyskim, Średnicowym i Poniatowskim, aż na linię mety - znajdującą się na plaży przed Mostem Łazienkowskim. 
Wzdłuż całej trasy, niemal co krok, towarzyszyła nam doskonale rozstawiona eskorta policji i straży miejskiej. Na pierwszym kilometrze witała nas nawet policyjna eskorta konna. 
Bieg Wisły to bardzo dobrze zorganizowana impreza. Trasa ciekawa, urozmaicona, medal ładny, oryginalny, a na mecie woda mineralna (na trasie nie było niestety) i napój izotoniczny – a to wszystko bez opłaty startowej . 
Bobry biorące udział w imprezie jednogłośnie orzekły, że było super, tak więc polecamy Wam serdecznie udział w tym biegu i do zobaczenia za rok!
Agnieszka P.

Festiwal biegowy Krynica  2014 ...no i jak by inaczej Ela na pudle. Relacja tuż tuż...

V PZU FESTIWAL BIEGOWY W KRYNICY ZDROJU.

Do Krynicy Zdoju wyjechaliśmy w piątek 5.09.2014 r. o 14.00. Podróżowaliśmy 8 godzin. Niestety nie "załapaliśmy się" na nocny bieg na dystansie 5 kilometrów, który wystartował o godzinie 22.00, ale już wtedy poczuliśmy biegową atmosferę. Pomimo późnej pory na deptaku gromada biegaczy, kibiców, spacerowiczów. Wraz z Leszkiem postanowiłam przebiec "Życiową Dziesiątkę" w sobotę i po raz pierwszy zorganizowany podczas Festiwalu Biegowego półmaraton. W sobotę 6.09.2014 r. o godz. 10.00 wystartowałam w Biegu Kobiet na dystansie 600 metrów. To była taka rozgrzewka przed "Życiową Dziesiątką", która startowała w samo południe. I co tu dużo mówić, rozgrzewka była fajna:) sam Robert Korzeniowski ją nam poprowadził, ale już "dziesiątka" niezbyt. Nie dość, że słońce piekło od samego rana i czuliśmy się jak na "patelni', to ja niezbyt dobrze się czułam. Już na 8 kilometrze myślałam, że zejdę z trasy, ale resztką sił, z pomocą Leszka, jakoś dobiegłam do mety. Nabiegałam czas. 00.47.00. Jest to gorszy wynik od ubiegłego roku, ale i tak jestem z niego zadowolona. Miałam 7 miejsce w swojej kategorii. Popołudnie spędziliśmy na odpoczynku a wieczorem na Deptaku Krynickim na koncercie zespołu "Lachersi" z Nowego Sącza. Niedziela zaczęła się dla nas bardzo wcześnie. O godz. 8.30 już startowaliśmy w półmaratonie. Start i meta była na Deptaku w Krynicy. Bardzo się bałam tego biegu. Byłam osłabiona po sobocie, no i czekało mnie sporo podbiegów. Pocieszało mnie tylko to, że nie było tak gorąco. Trasa bardzo fajna, częściowo biegła, jak "Życiowa Dziesiątka" w kierunku Muszyny ponad 5 km i to właśnie z "górki", ale potem był podbieg do Tylicza i pod Jastrzębik. Dopiero od 17 km był zbieg do mety w Krynicy, na którym można było "podgonić", oczywiście kto miał jeszcze siły. Wraz z Leszkiem nabiegaliśmy czas 01.58,46, co pozwoliło mi stanąć na "pudle" na trzecim miejscu. To było dla mnie duże zaskoczenie:). Chciałam dodać, że bez wsparcia i swojego osobistego trenera Leszka, na pewno takich wyników bym nie osiągnęła. Zachęcam wszystkich do uczestnictwa w Festiwalu Biegowym w Krynicy, gdyż jest tam nie do opisania atmosfera biegowa, przepiękne górskie widoki, różnorodność biegów na różnych dystansach od 1 do 100 km. Jest w czym wybierać!!!

Ela Rosa

I Półmaraton Praski
dodano: 2014.09.01
Wreszcie prawobrzeżna część Warszawy doczekała się w pełni profesjonalnej imprezy biegowej i to z takim sponsorem tytularnym - tak często mówiło się o tym półmaratonie. Nie wiem dlaczego, ale ta impreza zupełnie umknęła mojej uwadze. Informacja o tym, że jest to bieg na kilka tysięcy biegaczy dotarła do mnie jakoś dopiero w ostatnim tygodniu. Dzień po Biegu Bobra to za szybko na robienie dobrych czasów, a wpisowe w dniu imprezy wydawało mi się za drogie (120PLN). Przez przypadek przeglądając Internet natrafiłem na konkurs, wziąłem udział i traf chciał, że udało mi się pozyskać sponsora i bardzo zgrabny numer startowy (94). Podobnie jak na innych tego typu imprezach pakiet musiałem odebrać w przeddzień startu - na szczęście blisko (w okolicach Dworca Wschodniego). W pakiecie znalazłem numer, kupę reklam, gazetkę i bardzo dobrej jakości koszulkę, a wszystko upakowane w duży worek. Zgodnie z tym, co przeczytałem w Internecie, koszulka okazała się za wielka, na szczęście na miejscu wymienili mi ją bez problemów. Pozostało tylko lecieć. Miasteczko biegowe ulokowano w na błoniach Stadionu Narodowego (podobnie jak Orlen Marathon). W dniu biegu na miejscu pojawiłem się dość wcześnie, miasteczko dopiero się tworzyło, ale nawet tuż przed biegiem nie czuło się takiego klimatu, jaki potrafią stworzyć organizatorzy konkurencyjnych imprez, czegoś brakowało. Najbardziej w pamięci utkwiły mi mega wypasione bryki BMW i masa tojek, do których wchodziłem i wychodziłem praktycznie bez żadnych opóźnień. Tuż przed rozpoczęciem wyścigu udało nam się zebrać całą ekipę bobra i zrobiliśmy sobie wspólną fotkę, później rozeszliśmy się do swoich stref: ja i Rysiu do jednej, a Janusz i Grzesiu do innej. Start nastąpił z Aleji Zielenieckiej na wysokości Parku Skaryszewskiego, a trasa po kilku zawijasach zrobiła się dosłownie prosta jak drut i ciągnęła się przez kilkanaście kilometrów wzdłuż Wału Miedzeszyńskiego, prawie idealnie równa, a więc dobrze nadająca się do życiówek. Miałem plan aby zbliżyć się do życiówki (1.32.30) – chciałem zacząć na 4.28, a po nawrotce stopniowo dodawać gazu. Na drugim kilometrze średnia na zegarku wskazywała 4.20, ale biegło się komfortowo, a Rysiek zginął za horyzontem. Postanowiłem kontynuować ten szaleńczy rajd i szło mi całkiem nieźle. Punkty nawadniające rozmieszczono co 3km i można było dość często złapać łyczka, a resztę wody z kubka wylać na głowę. Jak to piszę, mam jednak małe wyrzuty sumienia, bo biegaczom z okolic 2h podobno nie starczyło wody i musieli męczyć bieg na sucho, co na pewno mocno dało się we znaki i było wręcz niebezpieczne dla zdrowia. Na 12km dognałem Ryśka, który pędził mimo faktu, że nie tak dawno przejechał rowerem pół Europy i podczas tej podróży pewnie nie miał zbyt wiele czasu na treningi biegowe. Z kilometra na kilometr słabłem i odcinało mnie od prądu. Kiedy średnie tempo spadło o kilka sekund nie miałem już złudzeń, chciałem jednak dotrwać do mety z miarę przyzwoitym czasem. Ostatnie metry wręcz wymęczyłem i kiedy inni finiszowali, ja dosłownie toczyłem się jak powoli zwalniająca kulka. Na mecie czekał bardzo ładny medal i 1,5litrowa butelka wody, która wydawała się ważyć tonę. Zaraz za mną na metę wpadli chłopaki. Po krótkiej wymianie wrażeń rozeszliśmy się do domów.
Bieg ogólnie uważam za ciekawy, trasa nudna jak flaki z olejem (głównie podziwianie ekranów), ale fakt, że szybka. Pogoda nie najgorsza, ale słońce dawało się odczuć i pot lał się po ciele. Po drodze było kilka atrakcji w postaci bębniarzy, kibiców, no i super cheerleaderek przed metą. Pompa może nie aż taka jak na biegach Fundacji Maraton Warszawski czy Orlen Marathon, ale w przyszłym roku kto wie…
Leszek S.

V BIEG BOBRA (dla Ciebie, Stasiu)
dodano: 2014.08.31



















W tym roku postanowiłem wystartować na lokalnym podwórku dwukrotnie. Pierwszy raz w Biegu Cichociemnych i drugi w V Biegu Bobra. Impreza dobrze wpasowała się w mój kalendarz przygotowań do Maratonu Warszawskiego. Był to bieg szczególny, ponieważ zawodnicy, startujący w tej edycji, oddali hołd pomysłodawcy Biegu Bobra, zmarłemu niedawno, Stanisławowi Stolarczykowi.
Tuż przed startem, który miał odbyć się planowo w samo południe, nastąpiła minuta ciszy. Tłuszczańscy Biegacze myślami byli ze Stanisławem Stolarczykiem – inicjatorem Biegu. Głos zabrał również kolega Pana Stanisława, który wspominał wspólne starty. Jego przemówienie było bardzo emocjonalne.
Teraz o rywalizacji na trasie o długości 8888 metrów. W skrócie: było z kim biegać. Stawiło się przynajmniej 5 osób, których życiówki na dychę oscylowały w okolicach 34-37 minut. Moim głównym rywalem był Pan Dariusz Król. Biegacz o nieprawdopodobnej wydolności i szybkości, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego numer PESEL.
Bieg zacząłem spokojnie ustawiając się obok Pana Darka. Krótka pogawędka, wymiana uprzejmości i możemy zaczynać rywalizację. Do czwartego kilometra trzymaliśmy równe tempo – w okolicach 3:30/km. Na piątym kilometrze w momencie, gdy były wątpliwości w którym kierunku biegnie trasa (bieg w znacznej części był poprowadzony po duktach leśnych), postanowiłem się oderwać. Przyspieszyłem dość żwawo, ale bałem się czy wytrzymam narzucone sobie tempo. Tętno niebezpiecznie zbliżało się do wartości maksymalnych.
Ostatnie dwa kilometry biegłem już na rezerwach tlenowych. Walczyłem ze sobą o utrzymanie 4 pozycji OPEN. Udało się. Byłem zadowolony z organizacji tegorocznego finiszu, ponieważ meta była usytuowana na stadionie TKS Bóbr, dzięki czemu kibice mieli lepszą możliwość dopingowania zawodników.
Co do organizacji to trzeba przyznać, że bieg był bardzo dobrze przygotowany. Przyjazna atmosfera rodzinnego pikniku była jednym z wielu pozytywów. Do nich należy dodać: organizację wydawania pakietów startowych, sprawność wolontariuszy w strefie mety, którzy nagradzali zawodników pakietem finiszera (medal, drożdżówka, woda) oraz bardzo profesjonalne prowadzenie zawodów przez spikera – Pana Waldemara Sitka. Do największych plusów zaliczam losowanie nagród tuż po biegu. Wielość i różnorodność nagród przerosła moje oczekiwania. Nawet na zawodach triathlonowych (ze zdecydowanie wyższym budżetem) nigdy nie widziałem tak wielu, fajnych nagród (do wylosowania były m.in. odtwarzacz dvd, czy książki Jerzego Skarżyńskiego). Dużą pracę wykonał także Artur Dzięcioł ze Stowarzyszenia Twórcy Jutra, który w dniu imprezy przeistoczył się z organizatora, w pierwszego fotografa i kamerzystę. Do małych minusów można zaliczyć zaangażowanie niektórych harcerzy na trasie biegowej, którzy zbyt późno pokazywali kierunek biegu i tym samym wyprowadzali zawodników w pole. Ten minus, może trochę naciągany, jest jedynym negatywem. 

Po zawodach dopingowałem biegaczy Bobra Tłuszcz, którzy poza tym że startowali, także mocno zaangażowali się w organizację imprezy. Chciałbym im podziękować za super bieg i pozytywną atmosferę po jego zakończeniu.Szczególne wyrazy uznania dla Pana Leszka Rosy, który był głównym koordynatorem imprezy, co nie przeszkodziło mu również wystartować w biegu. 
Ukończyłem bieg z wyróżnieniem dla najlepszego zawodnika z gminy Tłuszcz i statuetką za 1 miejsce w kategorii wiekowej. Serdecznie polecam ten bieg wszystkim biegaczom. Do zobaczenia za rok!
Adrian Zarzecki
Filmik Leszka S. z biegów dzieci i młodzieży
Bieg Bobra okiem bobra

IV Półmaraton Warszawy Zachodniej
dodano: 2014.08.28
Nie wiem, na czym polega magnetyzm tego biegu, ale rokrocznie czekam tego półmaratonu. Na pewno diabeł tkwi w szczegółach. Trasa może nie powala na kolana urokliwością, ale jest płaska i prosta. Biegłem w trzech edycjach i pogoda również zawsze jakimś łaskawym okiem patrzyła na biegaczy. Ponadto w organizację zaangażowanych jest wiele osób i instytucji i widać to, począwszy od świetnie przygotowanego parkingu po naprawdę świetną obsługę. W pakiecie standardowo znalazłem izotonik i koszulkę techniczną. Na kilkadziesiąt minut przed startem spotkałem kolegów z klubu: Marka, Darka, Jacka, a później także Rysia, który jednak nie nastawiał się na bicie rekordów :). Ponadto pojawił się nasz były klubowicz Wojtek J. Na starcie, jak zwykle w tym biegu, stanąłem obok kenijskich zawodników, aby odebrać im nieco pewności siebie. Niedługo nastąpił wystrzał i rozpoczęliśmy naszą 21-kilometrową przygodę. Delikatny deszczyk chłodził nas od samego początku, wiatr nie przeszkadzał - warunki wręcz idealne. Nie nastawiałem się na życiówkę (1.32.36) i zacząłem spokojnie na 4.30. Na starcie byłem z przodu i musiałem się mocno hamować, żeby nie przedobrzyć i żeby nie powtórzyła się przygoda z Radzymina, gdzie końcówkę biegłem na oparach w coraz wolniejszym tempie. Pierwsza piątka przebiegła niemal w linii prostej. Gdzieś w okolicach 6 kilometra delikatnie podkręciłem i nawiązałem współpracę z Wojtkiem, który parł do przodu niczym błyskawica. W okolicach 15km można było zauważyć zapowiadaną zmianę trasy. Agrafka, która była pod koniec biegu, teraz zaczynała się wcześniej i na innej drodze. Poza tym była dłuższa (ok. 2km) i dawała świetny pogląd na tych przed i za mną. W okolicach 17km dopadł mnie kryzys i kiedy delikatnie zwolniłem, Wojtek wyprzedził mnie i pomknął jak gepard. Własciwie dzięki niemu przełamałem kryzys i koło 19km ponownie wyrównałem tempo. Na metę zabiegłem z czasem 1.33.37 i jestem z tego wyniku bardzo zadowolony. Zaraz za mną wpadli Darek, Marek i Jacek. Darek i Jacek zrobili swoje rekordy i złamali 1.40. Nie wiem czy Marek pobiegł najszybciej (też poniżej 1.40), ale na pewno pobiegł szybko. Największym bohaterem biegu był dla mnie jednak Rysiu, bo chociaż nie zrobił życiówki, pokonał, mimo niedyspozycji, półmaraton w pięknym stylu. Na mecie na biegaczy czekała cała masa atrakcji, których niestety nie doświadczyłem, gdyż śpieszyłem się do domu i wsiadłem w pierwszy autokar, który powiózł mnie z powrotem do Błonia.
Półmaraton Warszawy Zachodniej po raz kolejny okazał się jednym z najlepszych do robienia rekordów.
Leszek S.
kilka fotek >>>tutaj<<<

Półmaraton Cudu nad Wisłą
dodano: 2014.08.16
Organizatorzy Półmaratonu nad Wisłą od jakiegoś czasu skutecznie zniechęcają biegaczy do udziału w ich imprezie. Super nagrody oczywiście zwabiają zawodowców, ale amatorzy muszą albo bardzo wcześnie się decydować, albo płacić bajońskie sumy za wpisowe (jak na Maratonie Warszawskim). Ponadto problemem zawsze były punkty nawadniające, których umieszczano za mało i wielu biegaczy już na początku biegu doświadczało problemów z odwodnieniem. W tym roku na liście startowej znalazło się tylko 2 bobrów - tylko, bo w ubiegłym roku biegliśmy w bardzo mocnym składzie. Ja ostatecznie zdecydowałem się na bieg dzień przed startem i udało mi się pobiec za podstawową cenę. Przyznam, że kusiła mnie nowa trasa wiodąca z Radzymina do... Radzymina i to, że bardzo lubię półmaratony :). Przed startem spotkałem się z chłopakami - Januszem i Grzesiem. Janusz biegł ze mną półmaraton w Młochowie i wiedziałem, że jest w dobrej formie, natomiast Grzechu postanowił towarzyszyć zaprzyjaźnionemu z nami Michałowi L., który chciał pokonać półmaraton z dzieckiem w wózku. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, bo okazało się, że w jednym z kół nie było powietrza. Tuż przed startem pożyczyłem mojego Garmina koledze Kamilowi K. i zdany byłem na zwykły zegarek - bez tempa, kilometrów itd. tragedia :). Moim celem było ukończenie w tempie 4.30, ale jak to zrobić bez garmina? Biegłem na czuja...Początkowo biegliśmy znanym szlakiem w kierunku Wołomina, jednak w Czarnej, gdzie remontują most, trasa odbiła w lewo i poprowadziła nas do Starego Kraszewa. Tam, na rondzie zaczęła się długa, blisko 5-kilometrowa agrafka, na której mogłem popatrzeć na tych szybszych i wolniejszych biegaczy. Pogoda dawała nam się mocno we znaki. Nie było może mega upału, ale słońce paliło i pot lał się większymi niż zwykle strumieniami. Jesli idzie o nawadnianie, to było jak zawsze. Spiker zapowadał, że będzie na 5, 10 i 15km, a pierwszego łyka złapałem dopiero na 7km. Klasycznie biegło się jednym wiaduktem, a tym razem były dwa. Trasa ogółem bardzo ciekawa i mimo, że przez niektóre miejscowości biegła po raz pierwszy, to mieszkańcy dopingowali i pobudzali do szybszego przebierania nogami. Na mecie było tak jak zawsze - medal w tym samym stylu, koszulka i browarek. Mimo braku garmina utrzymałem zakładane tempo, a kolega Janusz sieknął życiówkę... pisałem, że ma formę :)
Leszek S.

Cross Maraton Nadarzyn
dodano: 2014.08.10
Dla niewtajemniczonych napiszę, że Cross Maraton Nadarzyn odbywa się w Młochowie, a właściwie w przepięknym parku, w którym znajduje się pałac z początku XIX wieku. Wizja biegu w takiej scenerii napawała mnie od początku wielkim entuzjazmem i niczym błyskawica prułem między remontowanymi drogami prosto do celu. Park rzeczywiście zrobił bardzo dobre wrażenie - czysty i ogrodzony. Do samego końca nie mogłem się zdecydować czy pobiec w półmaratonie czy wybrać pełen dystans 42km. Organizatorzy nie ułatwili mi zadania stwierdzając, że po przebiegnięciu 21 mogę lecieć dalej (swoją drogą super opcja). Na miejscu spotkałem kolegę Janusza, który przybył wraz ze swoją rodzinką (pozdrowienia). Janusz był zdecydowany na połówkę, ja wahałem się między zdrowym rozsądkiem (półmaraton), a ułańską fantazją (maraton). Około godziny 9.00 wystartowaliśmy. Trasa wiodła nas przez kompleks parkowy, staw, w którym mieszkańcy wędkowali i las, gdzie robiliśmy długą agrafkę. Ten las był dość trudny technicznie, gdyż bieg spowalniały kałuże oraz fakt, że przez cały czas z naprzeciwka biegli biegacze i trzeba było ustępować miejsca, co czasami wybijało z rytmu. Leśna agrafka miała około 2km, cała pętla około 4,2km. Własciwie już na drugim kółku zdecydowałem, ze pobiegnę półmaraton (rozsądek) i troszeczkę zacząłem przyspieszać. Po otrzymaniu medalu udałem się na kojącą kąpiel w zimnej wodzie w pobliskiej fontannie. Było bosko, ale informacja o mozliwych wyładowaniach elektrycznych skłoniła mnie do zakończenia kapieli. Bieg uważam za udany i wart polecenia. Dziękuję w szczególności dzieciaczkom Janusza, które dopingowały i budowały mojego ducha walki.
Leszke S.
Film z mojej czołówki :)

Puchar Maratonu Warszawskiego
dodano: 2014.08.02
Puchar Maratonu w Międzylesiu, na który się wybrałem z Lechem, rozpoczął się smutną dla nas informacją jaką przekazał nam Marcin odnośnie Stasia.   Przed biegiem powspominaliśmy biegi, w których razem biegaliśmy. Z mojej strony może ich razem dużo nie było, ale zawsze będę pamiętał uśmiech na jego twarzy. Dzisiejszy bieg nie należał do łatwych ze względu na pogodę -  35 stopni robi swoje. Pierwsze 5km było jeszcze znośne, ale następne dało się odczuć. Miałem chęć po 15km zejść z trasy, ale jakoś się pozbierałem i dokończyłem tę ciężką 20kę. Wiem, że Lechu odczuł tę tęperaturę, a nie należy do osób które się poddają. Dla mnie czas jaki miał w tę pogodę jest nie do osiągnięcia w zimę mianowicie 1.37 LESZKU super, dużo osób ne wytrzymywało tego biegu i służby medyczne miały pełne ręce roboty.
Mariusz M.
24 Bieg Powstania Warszawskiego
dodano: 2014.07.27
Gorąca noc, strzały, dym i jeszcze gorętsza atmosfera... oj, fajnie było...
Filmik z biegu...

Korona Ziemi Przasnyskiej - Łoje
dodano: 2014.07.27
Fotki z kolejnego etapu Korony Ziemi Przasnyskiej... czekamy na kilka zdań zachęcających do udziału w tym cyklu biegów.

Irena Women's Run
dodano: 2014.07.01
Boberki w Warszawie

W dniu 29 czerwca 2014 r. w niedzielę w południe wystartował piąty bieg kobiet Samsung Irena women's Run.
W biegu udział wzięło ponad 2000 kobiet z całej Polski. Tuż po godzinie 11 rozpoczęła się rozgrzewka, na którą nie zdąrzyłam. Rozgrzewka odbyła się na stadionie Agrykoli w Warszawie . Prowadzącymi byli dwaj młodzi i przystojni panowie. Nasz klub reprezentowała również Ania Przybysz, której mocno kibicował jej mąż. Niestety nie dane mu było wystartować, lecz tak jak Leszkowi nogi same biegały. Muszę pochwalić naszych mężczyzn, że bardzo nam kibicowali i zagrzewali do biegu. Poza tym będziecie mogli obejrzeć przez nich wykonane zdjęcia. Trasa biegu liczyła 5 kilometrów, przebiegała przez Łazienki Królewskie i Aleje Ujazdowskie. Podczas biegu mieliśmy wspaniałą pogodę. Prowadzący Przemysław Babiarz, honorowa patronka biegu, legenda polskiego sportu − Irena Szewińska oraz liczni kibice mocno motywowali nas do biegu. Na trasie kilometry oznaczone były stojącymi mężczyznami, którzy również nam dopingowali. Brawa dla nich! Na każdym kilometrze przygrywał nam jakiś zespół muzyczny. Po zakończeniu biegu na Agrikoli czekali na nas znów przystojni mężczyźni, którzy zorganizowali na stretching oraz konkursy. Bieg rewelacyjnie przygotowany, wspaniała atmosfera, wspaniali kibice, w większości mężczyźni, za co im dziękujemy.
Wraz z Anią ukończyłyśmy bieg z rewelacyjnymi wynikami.
Serdecznie zapraszamy wszystkie Panie do wzięcia udziału w takim biegu na przyszły rok!

Ela Rosa


NOCNY MAREK
dodano: 2014.06.29
Relacja i foty niebawem....

Nocny Marek - Bieg dzieci – 28 czerwca 2014

Tego dnia pogoda spłatała nam figla :)… Jak wyjeżdżaliśmy z Tłuszcza było ciepło, świeciło słońce i niebo było czyste, w połowie trasy do Marek pojawiły się czarne chmury, a po dotarciu na miejsce zastaliśmy ścianę deszczu. Lało tak, że Jacek z dzieciakami został w aucie, a ja pobiegłam, żeby zdążyć odebrać pakiet dla Kajtka. W hali sportowej spotkałam Leszka Stępnia z małą Marysią i Adama Lipińskiego z synami, potem dobiegła do nas jeszcze Ania Przybysz – podobnie zmoczona, jak ja.
Padało i padało, a my wszyscy , a szczególnie dzieciaki, niecierpliwie czekaliśmy w zatłoczonej już hali na start. Dołączyli do nas w tym czasie Jacek i Marek z Kajtkiem i Szymonem oraz Julia i Jakub – którzy przyjechali, aby kibicować młodszym braciom.
Biegi – w związku z kapryśną pogodą , sporo się opóźniły… Organizatorzy jednak nie zawiedli i wszystkie zaplanowane rywalizacje się odbyły. Dzieciaki biegały w kilku kategoriach wiekowych, na różnych dystansach.
Na mecie, na wszystkie dzieci czekały medale (trochę mniejsza wersja medalu „dorosłego”), słodkie rogaliki, woda i pismo z figurką dinozaura. Trochę później, niektórzy mali szczęśliwcy mieli jeszcze dodatkową szansę odebrać nagrody-niespodzianki losowane przez organizatorów. Nagród-niespodzianek przygotowanych dla małych biegaczy było duuużo. Dodać tu trzeba, że za start w biegu dziecięcym organizatorzy nie pobierali opłat.
Dziękujemy za doskonale przygotowaną imprezę i do zobaczenia za rok!
Agnieszka P.

Bieg Chełmońskiego
dodano: 2014.06.25
W ramach kolejnego treningu rowerowego postanowiłem wybrać się rowerem do Radziejowic odległych o 70 km od Wołomina. Po drodze na wysokości Raszyna zagrzewali mnie do szybszej jazdy pod wiatr: Rysiek z Januszem i Kazikiem, którzy mijali mnie samochodem, jadąc na półmaraton w Radomiu. Bieganiu towarzyszyła kontemplacja piekna dworskich zabudowań i obrazów malarstwa Chełmońskiego. Pogoda kaprysiła. Tuż przed biegiem ulewa, ale po starcie do 7 km było piękne słońce. Na początku w przypływie nadmocy wyrwaliśmy z Mariuszem do przodu, ale potem z przyjemnością obstawiliśmy tyły biegu. Delektowaliśmy się swobodnym i luźnym biegiem, zagadując biegaczy będących w różnej formie i dyspozycji. Właściwie po co było się spieszyć skoro trasa urokliwa, nieatestowana,a dla większych atrakcji słabo oznakowana. Na tyle słabo, że gdzieś na 5km, na skrzyżowaniu dróg część biegaczy pobiegło w lewo, inni prosto, a ja załączyłem internet w komórce i obraliśmy jedynie słuszną drogę w prawo. Po 7km znienacka rozpętała się burza z piorunami. Przemoknięci do suchej niteczki, dalej niespiesznie podążaliśmy ku mecie, myśląc że chociaż raz choć nie o pierwsze, to o ostatnie miejsce powalczymy. Niestety i to się nie udało, bo ci co zbłądzili za nami się wtoczyli...
Pozdrowienia dla małżeństwa Umisiów - dzielnie się z Wami biegło.
Marcin D.

2 PÓŁMARATON RADOMSKIEGO CZERWCA '76



Bieg z historią w tle - głosi hasło reklamowe biegu. W rewelacyjny sposób udało się połączyć organizatorom 2 PÓŁMARATONU RADOMSKIEGO CZERWCA ’76 uczczenie zrywu robotniczego z imprezą biegową. Ówczesne władze komunistyczne kazał wstydzić się mieszkańcom Radomia za ten zryw. Obecnie, nie dość, że Radom pamięta o tamtych wydarzeniach to przygotował bieg na bardzo wysokim poziomie sportowym i organizacyjnym.  Za miejsce startu posłużyła ulica obok kompleksu boiskowego, meta zaś znajdowała się na tartanowej bieżni stadionu . W czasie biegu pogoda zmieniała się praktycznie co kilka chwil, jak nie prażące słońce to ostre porywy wiatru i deszcz. Nudno nie było, tym bardziej, że trasa nie była płaska. Liczne grupy kibiców wspomagały biegaczy w walce z tymi przeciwnościami. Organizator zapewnił sporo punktów odżywczych i kilka kurtyn wodnych, co w rozmowach po biegowych przy pysznej kiełbasce było bardzo doceniane.
 
  R.Mazurek  01:35:55
  J. Łuczyk    01:43:54       to nie życiowka ale Janusz z ostatnio regularnie  połówki biega w okolicach
  01:45 GRATULACJE 

                                                                                                                            rycho 

Bieg Pileckiego
dodano: 2014.06.16
O biegu dowiedziałem się przypadkiem, przejeżdżając przez ronda w Kobyłce, gdzie wisiał wielki szyld "Bieg Pileckiego". W pierwszej chwili pomyślałem, że chodzi o bieg organizowany od kilku lat w Warszawie, jednak po weryfikacji w domu okazało się, że jest to nowa impreza organizowana w Wołominie przy okazji festynu, który miał miejsce w Dzień Dziecka. Kiedy wychodziłem z domu, zauważyłem przy furtce kolegę Marcina, który właśnie przyjechał zostawić mi pendrive ze zdjęciami. Podobnie jak pewnie wielu biegaczy z okolic, nie miał zielonego pojęcia o zawodach, jakie miały się odbyć z niecałą godzinę na stadionie Huraganu. Nie trzeba go było długo namawiać i mimo braku stroju szybko zdecydował się na start. W biurze zawodów nie pobrano od nas żadnej opłaty startowej, zmierzono nam ciśnienie, cukier i poinformowano wstępnie o trasie, która miała wieść ulicami miasta. Na starcie spotkaliśmy znajomych z Rebusa i po krótkiej rozgrzewce stanęliśmy na linii. Bieg zaczął się rundą wokół stadionu, następnie wybiegliśmy na tyły basenu i znów terenem OSiR wybiegliśmy na wołomińskie ulice. Trasa krótka, 3,5km więc można było docisnąć śrubki i nieco przyśpieszyć. Wyprzedziliśmy z Marcinem sporo osób i ostatecznie zameldowaliśmy się na mecie na 6 i 7 pozycji ze średnim tempem w okolicach 4min/km. Niestety, zaraz po finiszu musiałem uciekać do pracy i nie było mi dane oglądać ceremonii zwycięzców, którym serdecznie gratuluję.
Bieg Pileckiego uważam za bardzo udany, tym bardziej, że trasa prowadziła przez miasto i kluczyła blisko mojego domu. Ciekawostką był fakt, że biegł z nami wnuk rotmistrza Pileckiego. Gdyby jeszcze udało się wycisnąć następnym razem 5km, byłoby idealnie... :)
Leszek S.

Biegaj z Kobyłką
dodano: 2014.06.15
Do Kobyłki wybrałem się z córką i postanowiłem przebyć trasę pchając mojego trójkołowca. Przed biegiem dostałem cynk, że trasa jest w większości asfaltowa i raczej nie będę miał żadnych problemów. Na parkingu przed szkołą, gdzie zlokalizowano biuro zawodów spotkałem Anię, Agnieszkę, Jacka i Darka, którzy świeżo po życiówkach na 10k w Sulejówku wyglądali bardzo profesjonalnie. W biurze zainkasowano od nas 20zł i wręczono pakiet - batonik, numer i woda. Trasa, jak się okazało, bardzo różniła się od moich wyobrażeń, gdyż nie tylko nie była asfaltowa, ani nawet żużlowa, ale leśna i do tego mocno crossowa - wąskie ścieżki, błoto, bajorka, krzaczki i ja, z dzieckiem w wózku... Zdarzyło się, że zgubiłem trasę i musiałem cofać o kilkaset metrów, zdarzało się, że musiałem iść, czekać na pana, który akurat wycinał gałęzie, ale najważniejsze, że córa wciąż się uśmiechała i zdawało się, że pasuje jej ta ekstremalna przygoda. Meta zaskoczyła mnie totalnie, gdzyż był zlokalizowana dość daleko od startu, w lesie (policja zabezpieczała drogę tylko na początku) i potem trzeba było odbyć długi marsz do szkoły. Na ceremonii okazło się, że Ania wbiła się na pudło i zajęła 3 miejsce w kategorii kobiet. Gratulacje! 
"Biegaj z Kobyłką" było bardzo kameralne i dość ekstremalne, szczególnie dla osób biegających ze swoimi pociechami :) - szkoda, że nie było medali dla wszyskich uczestników, choć biegło nas tylko dwadzieścia kilka osób... mimo to było super i polecam za rok!
Leszek S.

BIEG MARSZAŁKA
dodano: 2014.06.15
Sobota, 14 czerwca, godz. 8.30. 
Wyruszamy z domu do Sulejówka. Start ostry, planowany jest na 10.20, jednak już o 10.00 zacznie się tam, jak co roku, Start Honorowy. Zwykle i tak trzeba być trochę wcześniej - odebrać pakiety, poprzypinać numery startowe i trochę się rozgrzać. 
Na placu przed szkołą, wszystko już czeka na przyjęcie biegaczy i kibiców. Scena, stoiska szkolne, budka z gratisową kawą, wielki stół ze smakołykami :)… 
Bieg, jak zwykle, dopracowany w szczegółach – dobrze oznakowana trasa, duża ilość wolontariuszy i wody mineralnej :) – zaangażowana jest cała chyba społeczność szkolna – dyrekcja, nauczyciele, panie kucharki (jedzonko palce lizać) i młodzież. Rangę imprezy, jak co roku, podnosi obecność oficjeli i innych znamienitych gości w tym m.in. wnuka Józefa Piłsudskiego. 
Dla mnie jednak, największą przyjemnością jest coroczny przemarsz wraz z biegaczami pod pomnik Marszałka przy akompaniamencie orkiestry wojskowej.
W tegorocznych zawodach na dystansie 10 km ścigali się trzej przedstawiciele „Bobrów” - Darek Gotowiec (0:44:35), Jacek Paź (0:44:45) i Janusz Łuczyk (0:47:08). Darek i Jacek zrobili w Sulejówku swoje kolejne „życiówki”. 
Pogoda, mimo że straszyła ciemnymi chmurami, dopisała, organizatorzy kolejny raz pokazali klasę, medale naprawdę piękne, czego chcieć więcej…;) ? 
Do zobaczenia na trasie z Marszałkiem za rok!
Agnieszka P.

21,097 LUBLIN...Leszek został prawie kapitanem "Wroną",Ela stewardessą,Adaś nie chciał usiąść na kolanka panu strażakowi :) wolał sesje przed wozem ,ja nielot na chwile oderwałem się od ziemi i pisząc te słowa chyba też od rzeczywistości.....a ze spraw sportowych to szczęśliwie ukończyliśmy bieg w niemiłosierny skwarze,no i Ela na pudle.!!!                                                                                                      rycho


Wolny Bieg, Wielkie Emocje
dodano: 2014.06.07
Serdeczne podziękowania dla wszystkich biegaczy i kibiców, którzy wspólnie z nami zdecydowali się na biegowo uczcić 25 Rocznicę Wolnych Wyborów. Frekwencja przerosła nasze najśmielsze oczekiwania …z czego bardzo się cieszymy!!!. W sumie wystartowało 78 osób. Począwszy od dzieci, które wniosły najwięcej pozytywnej energii, a skończywszy na dorosłych ( ale młodych duchem ), którzy równie dobrze bawili się w ich towarzystwie. Mimo, że był to bieg towarzyski , przy każdym z wyścigów nie obyło się bez rywalizacji i emocji . Parę spraw organizacyjnych musimy usprawnić, nad czym już pracujemy. Pozostaje nam zaprosić Was na następne wspólne biegowe spotkanie. Najbliższe odbędzie się w ostatnią sobotę sierpnia – V BIEG BOBRA. 
Z biegowym pozdrowieniem 
Biegacze klubu TKS Bóbr Tłuszcz.
Filmy Rysia...

Bobry w Pieninach!
dodano: 2014.06.02

To już 2 etap w tym roku biegów po Małopolskich Parkach Narodowych. I etap "Perły Małopolski" odbył się w Skale w Ojcowskim Parku Narodowym. Na drugi etap do Szczawnicy pojechaliśmy już w piątek 30.05.2014 r aby się wcześniej zaaklimatyzować i przygotować do biegu górskiego. W przeddzień biegu na rowerach poznawaliśmy Szczawnicę, pięknie meandrujący Dunajec, Grajcarek oraz inne piękne potoki oraz rezerwaty górskie. Muszę też wspomnieć, że pokonaliśmy rowerami szlak turystyczny na Słowacji z Leśnicy do Huty /Sedlo Targov 677 m/. Wracając do biegu po Pienińskim Parku Narodowym, muszę powiedzieć, że to nie były żarty. Trasa bardzo trudna z przewyższeniami do 783 m n.p.m. Z całej edycji Perły Małopolski, jak mówili biegacze, którzy już w ubiegłym roku biegali, to podobno najtrudniejsza trasa. W sumie było 1040 podbiegów i to kilka bardzo ostro pod górę. Start i meta była na mostku przy Dunajcu przy "pomniku flisaka na skałce". Trasa rozpoczynała się biegiem ok. 2 km po płaskiej, twardej nawierzchni, wzdłuż Grajcarka. I to by było na tyle łatwego i przyjemnego biegu. Potem zaczynały się "schody":).Wbiegliśmy na Bryjarkę, Bereśnik, Palenicę. Biegliśmy trasami turystycznymi po kamieniach i strumieniach. Utytłani w błocie wodzie, trzymając się czasami konar drzew i gałęzi, niemalże ześlizgiwaliśmy się na tyłkach. Nie obyło się bez upadków, ale niegroźnych. Do mety jakoś dobiegliśmy z czasem 2:43:31. No, cóż nie robi się dla pięknych widoków. Wrażeń było co nie miara i nie da się tego pisać w kilku zdaniach. To trzeba przebiec!!!

Ela

Półmaraton w Szelkowie
dodano: 2014.06.02
Czasami udaje się upiec nawet trzy pieczenia na jednym ogniu. Chociaż ta trzecia to mało spodziewany miły bonus. Ale od początku. Postanowiliśmy z Marcinem że w ramach naszych przygotowań do sierpniowej wyprawy na bieg do Szelkowa brykniemy rowerami(75km w jedną stronę) .Ruszyliśmy o 7-mej na miejscu byliśmy parę minut po 10-ej.Start było o 11-ej tak że była chwila na zapisy i odpoczynek. Na miejscu czekał już Mariusz który dojechał skuterem. Marcin i Mariusz zadeklarowali dystans 10,5 km ja mój ulubiony półmaraton. Gotowi do biegu START! Pierwsze dwa kilometry biegłem z Mariuszem tak asekuracyjni nie wiedziałem jak zachowają się nogi po jeździe na rowerze a wolno nie jechaliśmy bo średnia wyszła 25km/h. Okazało się że nic nie boli, nie ciągnie tak że utrzymywałem tempo ok. 5min/km. Marcin po starcie wyciął , jak bym miał opisać to dwoma słowami to …znikający punkt. Po biegu jednak mówił że słońce i wcześniejsza jazda na rowerze z trudem pozwalała mu utrzymać narzucone tempo. Na nawrotce ruszyłem na drugie okrążenie . Po chwili za zakrętu wyłonił się Mariusz, mknący do mety z uśmiechem na twarzy. W biegu przybiliśmy piątkę .Kilometr za kilometrem w dobrym samopoczuciu i o dziwo wyprzedzając kilku zawodników dotarłem do mety. Wykąpani i posileni czekamy na losowani nagrody głównej którą był rower . Jakież było moje zdziwienie kiedy wyczytali moje nazwisko w kategorii .Wskoczyłem na pudło ,uścisk dłoni kogoś ,,ważnego,, statuetka w garść no i focie..focie..focie. Marcinowi to się migawka w aparacie zagrzała. Dobrze bo nie wiadomo kiedy znów ,,przytrafi się ślepej kurze ziarenko.. :) Roweru nie wylosowaliśmy tak że wsiedliśmy na swoje sprawdzone maszyny. Niesiony wiatrem i miejscem na podium w domu byłem w mig .Trening rowerowy zrobiony (150km) ,bieg ukończony (21 km) na deserek statuetka (20dkg) Pięknie jest :) 
Rycho

Bobry na Piotrkowskiej
dodano: 2014.05.26
Piotrkowska w Łodzi po raz drugi !!!
24 maja 2014 r. w sobotnie popołudnie pobiegłam z Leszkiem "na dyszkę" w 12 Biegu ulicą Piotrkowską. Byliśmy tam pierwszy raz w 2012 roku. Skwar niesamowity. Słońce prażyło od samego rana. Cieszyłam się, że bieg rozpoczyna się o godz. 18.30, ale to nic nie dało. Było bardzo duszno. Chciałam dać z siebie wszystko aby osiągnąć dobry wynik. Walczyliśmy z Leszkiem, każde na" swój rekord":). W łodzi wystartowało 3 tysiące biegaczy. Start odbył się z ulicy Zachodnie znajdującej się tuż przy Manufakturze a meta była na rynku Manufaktury. Przygotowano dla nas bardzo ciekawą trasę z powtórzeniem biegu ulicą Piotrkowską oraz na 4 kilometrze wbiegnięcie do rynku Galerii Manufaktury. Mogliśmy podziwiać przepiękne zabytkowe kamieniczki reprezentacyjnej ulicy Piotrkowskiej, najdłuższej (4,2 km) handlowej ulicy w Europie, Pałac fabrykancki Izraela Poznańskiego nazwany "łódzkim Luwrem", Palc Wolności z Pomnikiem Tadeusza Kościuszki i wiele innych ciekawych obiektów. Bardzo lubię biegać w Łodzi, ze względu na ciekawą trasę. Dochodzę do wniosku, że biegam nie tylko dla zdrowia, atmosfery sportowej, poznawania ludzi ale także mogę zobaczyć ciekawe rzeczy i wiele się nauczyć. Wynik biegi nie był moim rekordem:) - 00:49:47 - ale pozwolił mi stanąć na podium - druga w swojej kategorii. Nie spodziewałam się też wyróżnienia w kategorii policjantki - też byłam na podium druga. W nagrodę dostałam karnet do Term w Uniejowie dla dwóch osób i wraz z Leszkiem wczoraj "wymoczyliśmy się:) i to dość długo. Leszek mało co się nie "rozpuścił". Mój mąż zasługuje na specjalne gratulacje. Zrobił w tym roku rekordowy wynik - 00:44:27 GRATULACJE!!! Muszę się pochwalić, że w klasyfikacji małżeństw na 103 pary byliśmy na 13 miejscu. Zapraszamy do zmierzenia się w Biegu Ulicą Piotrkowska w Łodzi na drugi 
Ela

8 Wieliszewski Bieg Wiosny
dodano: 2014.05.26
18 maja 2014 r. w piękne niedzielne przedpołudnie pojechałam z Leszkiem na 8 Wieliszewski Bieg Wiosny. Co prawda, po biegu w Kruszu byliśmy trochę zmęczeni, ale "tylko piątka" to pestka dla nas. Niestety, trochę byłam "wyeksploatowana", było mi ciężko biec, starałam się jak mogłam. Co prawda nie zrobiłam rekordu, ale z wyniku jestem zadowolona:) 00:22:15. Nie spodziewałam się tak wysokiego miejsca. Stałam na podium 3 w open i 1 w kategorii wiekowej. Bardzo podobała mi się atmosfera biegu, dużo osób biegających jak i kibicujących. Przed biegiem głównym odbyły się też różne biegi dla dzieci oraz biegi rodzinne i to też na całkiem długiej trasie, bo 2.3 km. Start i meta biegu była na stadionie sportowego w Wieliszewie. Trasa biegu poprowadzona była drogami utwardzonymi po Wieliszewie, jak i po pobliskim terenie leśnym. Trzeba przyznać, że była wspaniała i sprawna organizacja biegu oraz fajna "szybka" trasa. Oby było więcej takich imprez sportowych w naszej i sąsiednich gminach!!!


Bieg Cichociemnych
dodano: 2014.05.17
Zapowiadało się, że będzie padać cały dzień. Godzinę przed startem jakby na życzenie organizarów zaczęło się przecierać. Na trasie nie spadła ani kropla jedynie od ķałuż spod nóg bryzgało, a omijanie sadzawek wybijało z rytmu. W tym roku było i tak znakomicie, bo sypki piach po deszczu utwardził podłoże i pomagał w wybiciu. I nasza ekipa Bobrów frekwencyjnie spisała się ma piątkę. Szkoda, że nie było Cię z nami Stasiu. Brakowało nam Ciebie, choć czuliśmy Cię duchem. Gorąco wierzymy, że wrócisz rychło do zdrowia. W głowie mam wszystkie znajome twarze i wyjątkową atmosferę jaka panuje w dniu tego biegu. Patriotyczne melodie i hołd oddany walczącym przy odśpiewanym hymnie. Biegniemy utrudzeni włożonym wysiłkiem, ale i dumni z poczucia życia w wolnej Polsce. Wielkie gratulacje dla naszego Adriana za zajęcie drugiego miejsca na podium w generalce i dla naszej Eli za pierwsze miejsce w swojej kategorii. Szkoda,że nie uwzględniono wszystkich trzech pierwszych miejsc w klasyfikacji drużynowej, a jedynie tylko pierwsze. Ostro pracowaliśmy (tzn. Adrian, Kamil i Rysiek), by zająć drugie miejsce, a dosłownie kilku sekund zabrakło nam do pierwszego. Mimo to gratulacje Bobry! 
Marcin D.

MARATON OPOLSKI  przygotowany śpiewająco...


Bieg św. Józefa
dodano: 2014.05.10


Bieg św. Józefa opiekuna rodzin jak na patrona przystało miał mieć charakter typowo rodzinnej atmosfery. I taki był. Biegały dzieciaki, biegali rodzice, biegł i ksiądz organizator z miejscowej parafii Św. Józefa Robotnika z której to bieg był zainicjowany. Impreza odbyła się na wołomińskim stadionie. Bez opłat, bez gorączkowego napięcia przedstartowego, po prostu wystartowaliśmy na pełnym luzie uśmiechnięci i rozgadani. Dopiero w końcówce wszyscy przyspieszali, bo jak się okazało puchary i dyplomy na mecie czekały wraz z wodą i pysznymi wyrobami z cukierni. Na mecie pierwszy raz w życiu mogłem być trzeci, a tak byłem na moim ulubionym czwartym miejscu. Ale dla mnie liczyło się w tym biegu z integrowanie z ludźmi, których czasami widzę biegających po ulicach Wołomina i okolic. Właśnie to jest fajne to jest fajne, że dzięki obecności księży i osób czynnie działajacych przy kościele, czuło się tą realną duchową otoczkę i poczucie wspólnoty. W zdrowym ciele, zdrowy duch. Na końcu pomodliśmy się wspólnie dziękując za aktywnie rodzinnie spędzony czas.
P. S Marysia wraz z tatą Leszkiem dzielnie przebiegła na własnych nóżkach okrążenie stadionu, ale potem odbiła sobie ten wysiłek słodką dżemką w biegowym wózeczku.
Marcin D.

W pogoni za łosiem...
dodano: 2014.05.14





Bieg Łosia w Puszczy Kampinowskiej miał miejsce po raz drugi. Wybraliśmy się na niego w trójkę - ja, Mariusz i Darek. Biuro zawodów rozlokowane było w Dziekanowie Leśnym u wrót Puszczy Kampinoskiej, po której miał się odbyć bieg. W pakiecie oprócz numeru startowego znaleźliśmy mapkę i talon na jedzenie. Start naszej 17-kolometrowej przygody nastapił o godzinie 10.00, a trasa wiodła szlakiem czerwonym, niebieskim i zielonym. Organizatorzy polecali wziąć ze soba mapkę na wypadek zagubienia (ja swoją zgubiłem kilkaset metrów po starcie), ale okazała się ona zbyteczna, gdyż trasa, trzeba przyznać, była dobrze oznaczona. Początek biegu był dość trudny, ścieżka wiodła w podmokłym terenie, a deszcz spowodował duże ilości kałuż i błota, które czasami trudno było ominąć. Dopiero po kilku dobrych kilometrach tempo w miarę ustabilizowało się. W połowie dystansu umieszczono punkt odżywczy, a zaraz za nim w okolicach cmentarza na Palmirach podłoże urozmaiciły "kocie łby". Pod koniec błoto i kałuże ponownie zaczeły dawać nam w kość i wymuszały meandrowanie po ścieżce. Poźniej jeszcze długi finisz po prostej i meta. Na mecie dostaliśmy miniaturkę medalu i po niedługim czasie usadowiliśmy się wygodnie w samochodzie.
Spodziewałem się po tym biegu więcej - niby wszystko ok, ale zabrakło klimatu i tego czegoś. Poza tym pakiet startowy i medal przy cenie wpisowego wypadały dość mizernie, tym bardziej, że wszędzie powiewały flagi i reklamy sponsora. 
Leszek S.

II Bieg Wojciechowy
dodano: 2014.05.04
Serock, niewielkie miasto między Zegrzem, a Pułtuskiem... może i niewielkie, ale znające się na organizowaniu imprez biegowych. Byłem tu po raz drugi i po raz kolejny miasto zostawiło we mnie bardzo miłe wspomnienia. Piękny rynek, stromy i długi zbieg do rzeki Narew, dobra organizacja to tylko kilka spośród atutów Serocka i organizatorów Biegu Wojciechowego... wojciechowego, bo właśnie Wojciech jest patronem Serocka. W tym roku trasa biegu została zmodyfikowana i omijała słynny morderczy podbieg. Zaraz po strzale startera nasza ekipa (Mariusz, Marcin, Darek i ja) wystrzeliła jak z procy rozpoczynając walkę z dystansem 10 kilometrów. Po okrążeniu rynku, trasa ciągnęła delikatnie pod górę, a ja namierzyłem biegnącego ostro Darka. Gdzieś daleko przede mną powiewała żółta koszulka Marcina, który chwilę później zniknął z mojego wzroku. Kiedy stało się płasko postanowiłem lekko przyśpieszyć i gdzieś na 3 kilometrze znów zobaczyłem bobrowe wdzianko. Biegłem w swoim tempie, a trasa ciągnęła się długą prostą, na końcu której powoli zaczęło brakować mi sił. Dopiero łyk wody na 7 kilometrze spowodował, że odzyskałem nieco energii i postanowiłem mimo wszystko przytrzymać się Marcina. Końcówka poszła już dosyć gładko i udało się nam wszystkim uzyskać dobre czasy. Darek wpadł na metę w okolicach 45 minut, natomiast Mariusz po ostrym finiszu uzyskał rewelacyjny czas i pobił swoją życiówkę. Chwilę po tym jak na metę wbiegł oostatni zawodnik, rozpoczęło się losowanie nagród. Nikt z nas nie wrócił do domu bogatszy o patelnię, żelazko czy szlifierkę, ale myśle, że wszyscy zgodzimy się, że Serock organizuje dobre impezy sportowe.
Jak Mariusz siekał życiówkę...

X PÓŁMARATON WĘGORZA ...zrelacjonuje motylek...:) a zdjęcie  zrobione jest podczas biegu :)

Tak jak widać na załączonym obrazku biegłem, wręcz leciałem jak wykluty co dopiero z kokonu ze snu zimowego majowy motylek. Jeszcze dobrze byłoby, gdyby Rysiek z Januszem obudzili mnie z tej zielonej trawki na start biegu. Tak mi się zdrzemnęło, że wszyscy wystartowali, a ja sobie tak we śnie latałem i zapylałem kwiatki. Gnałem potem na złamanie skrzydeł, by ich dogonić.
A tak na naprawdę to były dwa starty. Pierwszy jeszcze w Węgorzewie
- rundka honorowa wokół rynku. Wszyscy biegacze w wiatrówkach lub bluzach, bo pomimo słońca było dość chłodno. Tak wbiegliśmy bezpośrednio do autokaru i wywieźli nas na start 21 km dalej do miejscowości Sztynort. Znajduje się w niej przystań jachtowa i pałac z pod którego był drugi start - już ten ostry. Zawsze perspektywa tak długiej trasy biegowej widziana z okien autobusu wydaje się jeszcze bardziej dłuższa z punktu widzenia drepczącego biegacza. Jednak urokliwość drogi pomiędzy mazurskimi jeziorami takimi jak Mamre, Dargin, Śwęcajty pośród żółtych pól rzepaku w pełni urozmaicała trudy.
Trochę przydługi wydawał się czas oczekiwania na start. Z tych nudów Rysiek z Januszem strasznie napalili się mieć zdjęcie na rufach statków zacumowanych w porcie tak jak Kate Winslet z "Tytanica". Z trudem ich pohamowałem. Chcąc się z relaksować i rozciągnąć przed biegiem wolałem wyciągnąć się jak długi na "mlecznej łące".
Gdy sielanka się z kończyła ruszyliśmy równo w trójkę w tempie 5min/km w stronę węgorzewskiej mety. Zakładane tempo dyktowane przez Ryśka w moim przypadku wysiało na włosku, ale jakich cudów potrafią dokonać magiczne słowa przyjaciela...Wsparcie odniosło skutek, założony czas na mecie i radość. Rysiek z Januszem nawet nie mieli zadyszki, jakby wyszli na wiosenny spacerek.
Ciekawostką imprezy był pewien czarnoskóry biegacz, który od początku biegu prowadził i byłby pierwszy na mecie, gdyby nie to, że z winy organizatorów został poprowadzony inną drogą. Mimo to laur finansowy i podium przypadło mu takie samo co oficjalnie pierwszemu.
Organizatorzy zrehabilitowali się. Było też dobre jedzonko: krupnik, bigos, kiełbasa lub pierś z grila, ale kolejka po nie tak długa, że chłopakom w oczekiwaniu aż jęzory uciekały. Ale ja już leżałem nasycony, w błogim stanie, w lekkiej nirwanie na mazurskiej polanie - zasypiałem.
P.S.: Było jeszcze wartościowe losowanie tabletów. No cóż, niestety - ulotne marzenia jak dmuchawce, latawce, wiatr...

MarcinD


Dwa bobry biegły w ZOO i spotkały kobry
dodano: 2014.04.29
Bieg dookoła ZOO zapowiadał się obiecująco. Zapisałem się z moim synkiem Franciszkiem i z niecierpliwością oczekiwaliśmy dnia imprezy. Rano 26 kwietnia 2014 r. zaczął padać porządny deszcz. Ja w biegu na 10 km miałem sobie coś do udowodnienia. Dwa lata temu ukończyłem bieg, jednak pozostał niedosyt, ponieważ część trasy przeszedłem. Teraz już nie było takich problemów, udało się uzyskać nawet przyzwoity czas: 58 min. 10 sek. Po moim biegu w strugach deszczu czekałem na bieg przedszkolaków. Franuś pobiegł wspaniale, to był taki deszczowy start. Dwa bobry spotkały kobry i do domu przywiozły dwa medalowe tygrysy.

Mariot
PS
Franciszek zajął 38. miejsce na 206. zawodników (dystans 300 metrów)."

foto   foto   foto


Mariusz Koperski

ŁÓDŹ MARATHON
dodano: 2014.04.29
Marcin wiem, że nie upiecze się nam tak łatwo, ale na usprawiedliwienie chciałem dodać czas świąteczny oraz koniec miesiąca i praca z tym związana, ale do rzeczy. Kiedy Koledzy z Bobra biegali w Orlen Maraton, wszystkim gratuluję wyników, ja z Grześkiem wybraliśmy się do Łodzi na Maraton Dbam o Zdrowie. Jeszcze nie biegałem w Łodzi chciałem poznać w biegu Łódź. Łódź przywitała nas pogodą iście do biegania, słońce było schowane za chmurami ale nie było zimno nic innego tylko pobiec maraton. Udało się zaparkować pod Atlas Areną, na chodniku, dopytywałem się miejscowego biegacza czy za to nie grodzi mandat w odpowiedzi usłyszałem przecież jest maraton, nie będą nikogo karać a poza tym to nie Warszawa. Start maratonu odbył się na ulicy Unii Lubelskiej kilkaset Mertów od Atlas Areny. Startowaliśmy razem z biegaczami na 10 km, oni po lewej my po prawej. Na skrzyżowaniu gdzie drogi się rozchodziły kilka osób z prawej wybrało krótszy dystans, nie wiem czy przez pomyłkę ale ja tez przez chwilę miałem ochotę pobiec z nimi. Na początku trochę biegaliśmy po Łodzi ja zapamiętałem dwie ulice - Piotrkowską, którą chyba wszyscy znają oraz ulicą Rewolucji 1905 roku, jedną ze zdobyczy tej rewolucji było zwiększenie zakresu nauczania języka polskiego w szkołach w byłym Królestwie Polskim. Ulica ta wydaje mi się, że niewiele się zmieniła na przestrzeni lat. Następnie zostaliśmy wyprowadzeni z miasta do Lasu Łagiewnickiego, do tego momentu myślałem, że będzie to płaski maraton, a tutaj pojawiło się kilka zbiegów i podbiegów, które odbierały energię. Po Rezerwacie Łagiewnickim wróciliśmy do miasta, na ulicy Unii Lubelskiej spotykałem biegaczy, którzy wracali już po nawrotce m.in. Grześka, który ruszył jak zawsze ostro. Nic tak nie odbiera motywacji do biegania jak zobaczyć własne auto na 32 kilometrze, które tylko czeka żeby wsiąść i odpocząć. Przyjemnością za to było bieganie po ulicy Maratońskiej, ale im bliżej mety sił było coraz mniej, energii dodawały liczne grupy na punktach kibicowania oraz punkty odżywcze, na których czekały banany, pomarańcze, żele energetyczne nawet ja się na nie załapałem, zazwyczaj szybko znikają ze stołów. Finisz to sama przyjemność, poczułem się ja gwiazda sportu, kiedy wbiegłem na Atlas Arenę, światło było przygaszone, a lasery oświetlały drogę do mety, parę kroków i meta kolejny maraton za mną, medal na szyi. 
Kilka dni przed startem odbyłem telefoniczną rozmowę z kolegą klubowym, który testował metodę Gallowaya, zachwalał ją niesamowicie, no i zastosowałem ją na sobie. Wyszło całkiem dobrze miałem reklamować, ale chyba kolejny maraton też tak spróbuję. 
PS. Pan Jan Morawiec z Łodzi przybiegł 2 minuty po mnie, z tym że Pan Jan to rocznik 1933. GRATULACJE
Wyniki:
Laskowski Grzegorz: 3:57:19
Janusz Łuczyk: 4:24:02

KORONA 
RÓWNINY WOŁOMIŃSKIEJ 2014
REGULAMIN
1. CEL IMPREZY
- Popularyzacja biegania jako zdrowego sposobu na życie
- Promocja Równiny Wołomińskiej
- Upamiętnienie słynnych Polaków związanych z Równiną Wołomińską:
Cyprian Kamil Norwid, Zofia Nałkowska, Wacław Sieroszewski
2. ORGANIZATORZY
- Ośrodek Sportu i Rekreacji Huragan Wołomin
- Fundacja Inicjatywa 218
- Family Active
- Jacek Orych
- Bóbr Tłuszcz
- Lokalna Grupa Działania Równiny Wołomińskiej
3. PATRONI
- Starosta Powiatu Wołomińskiego
- Burmistrz Wołomina
- Burmistrz Kobyłki
- Wójt Gminy Klembów
- Burmistrz Marek
- Burmistrz Tłuszcza

3. Warunkiem zdobycia Korony Równiny Wołomińskiej jest ukończenie w bieżącym roku kalendarzowym czterech z pięciu następujących biegów:
- IV Bieg Cichociemnych – Krusze 17.05.2014r. dystans10 km
http://biegcichociemnych.chiptiming.pl/blogu.php
Artur Dzięcioł 503-343-800
- Biegaj z Kobyłką – Kobyłka 08.06.2014r. dystans 10km
http://www.familyactive.pl/
Dariusz Biernacki 603-615-217
- Bieg Nocny – Marki 28.06.2014r. dystans 10km
Jacek Orych 601-861-021
http://www.nocnymarek.net/
- Bieg Bobra – Tłuszcz 30.08.2014r. dystans 8888km
Leszek Rosa 500-704-963
http://bobr-tluszcz.manifo.com/
- Bieg Wołomin 14.09.2014 dystans 5km
Łukasz Makowski 506-219-623
http://www.osir.wolomin.pl/
4.NAGRODY
Każdy zawodnik kończący minimum 4 biegi zaliczane do Korony Równiny Wołomińskiej otrzyma specjalny pamiątkowy medal oraz dyplom. Dla najlepszych 3 kobiet i mężczyzn klasyfikacji generalnej przewidziane są puchary. Wśród wszystkich, którzy zdobędą Koronę zostaną rozlosowane upominki. Kolejność na mecie Korony Równiny Wołomińskiej zostanie ustalona na podstawie sumy miejsc zajętych w czterech najlepszych biegach.
5. ZAKOŃCZENIE I EDYCJI RÓWNINY WOŁOMIŃSKIEJ ODBĘDZIE SIĘ 14.09.2014 ROKU PO ZAKOŃCZENIU OSTATNIEGO BIEGU Z TEGOROCZNEGO CYKLU NA STADIONIE Huraganu Wołomin w OSiR Huragan Wołomin6. Interpretacja regulaminu należy do organizatorów

Bieg Rycerza Okunia
dodano: 2014.04.26
Historia rycerza Okunia przedstawiona została w relacji z ubiegłego roku i w tej kwestii nic się nie zmieniło. Jeśli idzie zaś o bieg... tu już było inaczej.
W biurze zawodów zastała nas mega kolejka rodem ze starych czasów. Masa osób, dzieci i... jedna Pani zapisująca wszystkich. Po odstaniu wielu minut udało mi się w ostatniej chwili zapisać dziecko na bieg przedszkolaka, ale sam siebie nie zapisałem, bo masa dzieci była jeszcze za mną. Na szczęście chłopaki - Mario i Marcin zgodzili się zapisać mnie na bieg... i kiedy ja dopingowałem młodemu pokoleniu, oni dzielnie stali w kolejce. W końcu okazało się, że nie ma numerów startowych i możemy pobiec rekreacyjnie, później znalazły się numery, ale zabrakło pakietów. Zdecydowanie zainteresowanie imprezą przerosło możliwości organizatorów. Po długich bojach udało się w końcu zapisać, a przy wyjściu z budynku przywitał nas wiosenny, miły deszczyk. Chwilę później byliśmy już na trasie, która, jak się okazało, została nieco zmodyfikowana, ale zachowała najważniejsze ze swoich walorów - różnorodność nawierzchni (asfalt, droga polna, szutrowa, z kamieni, kostka, łąka i.... podwórko) i mega zawrót głowy (pięć kółek). Ostatecznie większość z nas zrobiłaby życiówki, gdyby tylko trasa miała atest, ale niestety 10km nijak się miało do wskazań garmina, który na mecie wskazał 8,6km. Mimo pewnych niedociągnięć, najbardziej uwielbiam właśnie takie biegi - spontaniczne, kiedy nie wiadomo, co może się zdarzyć. Wielkie gratulacje dla Marcina, Mariusza i Darka - daliście nieźle czadu i rozsławiliście nasz super klub.

Leszek S.


''PERŁY MAŁOPOLSKI'' PÓŁMARATON W SKALE
Dla mnie półmaraton w Skale w dniu 13.04.2014 roku zaczął się już o godz. 4.00 rano. Wtedy zadzwonił budzik. O godzinie 4.55 umówiliśmy się z Rysiem Mazurkiem na wyjazd do Skały. TRAGEDIA, bo o tak wczesnej porze nie pamiętam już kiedy ostatni raz wstawałam. Mieliśmy do pokonania 300 kilometrów - na szczęście samochodem:) Choć nie wygodnie jak dla mnie, bo ani to spać, ani leżeć, ani przekręcać się z boku na bok:), ale szczęśliwie dojechaliśmy. Po takiej jeździe przebiec półmaraton to już pestka:)
Trasa półmaratonu zaczynała się w Skale z długim około 3 kilometrowym zbiegiem do Ojcowskiego Parku Narodowego do Doliny Prądnika. Na 16 kilometrze trasy był podbieg o długości około 600 metrów, gdzie wszyscy szli. Nie dało się nawet podbiegać:) Choć trasa była w większości utwardzona i asfaltowa, to były dość mocne podbiegi. A jak podbiegi i to i zbiegi były też, tak mocne, że czasami trzeba było włączać "hamulce":) Po drodze mogliśmy podziwiać piękne wapienne ostańce, ruiny zamku w Ojcowie, kaplicę "Na Wodzie", pod którą przepływała rzeką Prądnik. Kibice i pogoda nam dopisała. Wspaniała atmosfera i doping ludzi spacerujących po Ojcowskim Parku Narodowym. Osobiście nie liczyłam na dobry wynik czasowy, gdyż było ciężko, ale choć nie lubię się chwalić, I miejsce w swojej kategorii jest...!!! I Co tu dużo mówić. Zacytuję słowa Rysia "lubię półmaratonyyyyy......"
Mój mąż Leszek nie zgadza się z nami. Całą drogę powrotną sprzeczaliśmy się z Leszkiem o tę kwestię. Ja i Rysio lubimy półmaratony, Leszek nie. Dla niego nie jesteśmy biegaczami, tylko "półbiegaczami". Mówi o nas: "Co to za biegacze, którzy biegają na pół gwizdka", ani to biegacze ani maratończycy" :) No cóż, tyle jego co sobie pogada, ja i tak LUBIĘ PÓŁMARATONY!

Ela       1.56.44
Leszek 1.56.44
Rysio   1.53.37

Ela R.

ORLEN Warsaw Maraton
dodano: 2014.04.13







Tuż przed biegiem, spotkaliśmy się niedaleko miasteczka biegowego w pobliżu Ronda Waszyngtona. Tam, po krótkiej wymianie uścisków zrobiliśmy wspólne foty, a także nastąpiło oficjalne przekazanie koszulki bobra koledze Mariuszowi. Witaj w klubie, Mariusz. Samych biegowych sukcesów i przede wszystkim zdrowia od całej ekipy.

Poniżej krótka relacja Mariusza

Dzisiejszy bieg Orlenu na 10 km był można powiedzieć moim debiutem w drużynie Bobrów. Wypadałoby pobiec chociaż w przyzwoitym czasie. Biorąc pod uwagę, że dzień wcześniej brałem udział w biegu kolei wąskotorowej, wydawało mi się to trochę trudne, tym bardziej że borykam się z kontuzją kolana. Pobiegłem wyśmienicie, osiągając życiówkę, z czego jestem niezmiernie zadowolony. ( 00:56 :15)

Mariot

Zapuszczony...
dodano: 2014.04.11
Puszcza Biała, znana mi z nazwy i umiejscowienia na mapie. Nigdy tam nie byłem, ba, moje doświadczenia znajomości puszcz ograniczają się do Puszczy Kampinoskiej, gdzie miałem okazję się gubić kilka lat temu. Właśnie w Puszczy Białej organizatorzy postanowili przeprowadzić rajd na 100km. Start, oczywiście w nocy, miał miejsce w niewielkiej miejscowości Dalekie Tartak. Tam, przy ulicy Topolowej znajduje się budynek, który, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, okazał się szkołą. Wewnątrz grupa młodzieży (ale nie tylko) w butach sugerujących zamiar marszu i ja – w moich lekkich asicsach, gotowy do przetruchtania 100km, tylko którędy? Mapa na stronce rajdu była tak niedokładna, że nie mogłaby pomóc mi w nawigowaniu przez ciemny las. Na szczęście na miejscu dostałem lepszą i o wiele dokładniejszą mapkę, na której dodatkowo zaznaczone były kolory szlaków, jakimi należy się poruszać. Przed budynkiem szkoły spotkałem też, ku mojej wielkiej uciesze, ludzi, którzy podobnie jak ja, chcieli potruchtać. Po krótkiej rozmowie, okazało się, że to wyjadacze marszów i biegów na orientację, postanowiłem więc cicho przyczaić się za nimi i skorzystać z doświadczenia. Przed samym startem zebrano nas w kółeczku i poinformowano o tym i owym. Zaczęło się dość wesoło, bo w ferworze przygotowań zapomniano o otworzeniu bramy, a kiedy już ją otworzyliśmy, to 10 metrów za startem już zaczęliśmy się zastanawiać, w którą stronę biec. Mniej więcej 3 minuty po starcie ja i moi towarzysze z klubu Castellanus byliśmy już tak daleko przed wszystkimi, że właściwie musieliśmy zdać się tylko na siebie. Początkowo szlak prowadził nas w miarę po trasie przedstawionej na mapie, czasami tylko wracaliśmy, żeby odszukać oznaczenia na drzewach. Trasa prowadziła głównie przez las, ale dość często przebiegaliśmy przez małe wioski, a tu i ówdzie podbiegały do nas różnie usposobione czworonogi. Pierwszy punkt kontrolny usytułowano gdzieś na 13km – nie było to żadną niespodzianką, gdyż wszystkie punkty kontrolne zaznaczono nam na mapie. Właściwie trasa aż prosiła się o skracanie i jakby się ktoś uparł, mógłby z niej urwać pewnie i z kilkadziesiąt kilometrów. My jednak parliśmy zgodnie z wytycznymi na mapce. Za miejscowością Dłogosiodło, w lesie słychać było odgłosy trasy S8, do której się kierowaliśmy, Ciekawe, że odgłos pędzących samochodów rozchodził się w lesie na wiele kilometrów i minęło jeszcze wiele czasu zanim dotarliśmy do trasy. Po drodze pogubiliśmy szlak i wybiegliśmy trochę za daleko. Niepocieszeni faktem, że nadgoniliśmy kilka kilometrów wbiegliśmy do wsi, gdzie zaczął nas śledzić samochód. Wjechał za nami nawet w grząską , polną drogę i skapitulował dopiero po kilku minutach świecenia nam w plecy. Nie można powiedzieć, że szlaki w Puszczy Białej są oznaczone w sposób przejrzysty. W pewnym momencie trafiliśmy na totalnie bagnistą drogę i przemieszczać mogliśmy się tylko lasem, później straciliśmy kompletnie kontakt ze szlakiem i wybiegliśmy we wsi, przez którą wcale nie mieliśmy przemierzać. Na kolejny punkt dotarliśmy z innego kierunku, niż ten zaznaczony na mapie. Zostało jeszcze kilkanaście kilometrów do miejsca startu, gdzie był półmetek. Z kilometra na kilometr czułem narastające pęcherze. Zmoczone w bajorku stopy zaczęły się przecierać i protestować. Od 40kilometra zacząłem rozważać możliwość zejścia z trasy w połowie, bo tam miałem samochód. Nic prostszego, podziękuję, wsiądę w samochód i pojadę do domu. Pewnie jeszcze 2 lata temu ambicja kazałaby mi, choćby na czworaka, dotrzeć do mety. Tym razem było inaczej, ambicja przegrała ze zdrowym rozsądkiem, który podpowiadał, że ukończenie mogę przypłacić tygodniami dochodzenia do siebie, a tym czasem sezon dopiero się zaczyna. Kiedy docieraliśmy na kolejny punkt, nie miałem już żadnych wyrzutów i kazałem skreślić się z listy. Dostałem plakietkę pamiątkową, pożegnałem towarzyszy, którzy ruszyli w dalszą drogę i ruszyłem do domu. Zaraz po wyjechaniu zaczęło świtać, a wraz ze słońcem wstąpiła znów we mnie ogromna chęć biegania. Kurczę, jakie to fajne…
Leszek S.

Półmaraton Warszawski
dodano: 2014.03.30
(pomieszane z fotkami z Kodnia) - może coś zrobię z tym małym bałaganem, ale nie obiecuję :)

Maraton Zahorów - Kodeń
dodano: 2014.08.29
Wschód Polski zawsze budził we mnie pewną ekscytację, tym bardziej, że niewiele razy miałem okazję wybrać się dalej niż za Mińsk Mazowiecki czy Siedlce, dlatego decyzja o maratonie niedaleko Terespola zapadła dość szybko. Udało się też zwerbować Marcina i Rysia, i razem, razem z moją prywatną rodzinką ruszyliśmy na podbój Dalekiego Wschodu. Organizatorem maratonu jest Pan Jan Kulbaczyński, a pierwsza edycja tego biegu odbyła się w 2007r. przy okazji 100 maratonu Pana Jana. Tegoroczna edycja miała odbyć się więc po kilkuletniej przerwie. Na miejsce dojechaliśmy bez większych problemów. Start maratonu zaplanowano w miejscowości Zahorów – niewielkiej wiosce, położonej gdzieś około 10km od Kodnia. Miejsce startu odnaleźliśmy dość spontanicznie, mały, publiczny budynek we wsi, pod którym Pan Kulbaczyński już na 2h przed startem wypatrywał pierwszych biegaczy. W zasadzie wszystko odbywało się zgodnie z regulaminem – pakiet, a w pakiecie koszulka, obrazki przedstawiające różnych świętych, dyplom, jogurt i obietnica medalu na mecie – czyli wszystko, tyle, że wpisowe w tym biegu wynosiło 0 PLN!!! Ja i Marcin celowaliśmy w pełen maraton, a Rysiu atakował jedno okrążenie, swoją ulubioną połówkę, która tutaj miała mieć 24km. Oprócz niego na dystansie tym startowali podsądni z zakładu karnego… no comments 
Start nastąpił zgodnie z regulaminem i w kilka minut po 9.00 znaleźliśmy się na przepięknej polnej drodze. Niczym azjatyccy turyści powyciągaliśmy nasze sprzęty i cykaliśmy focie napawając się pięknem wschodniej Polski. Trasa była bajeczna i wiodła nas przez pola, lasy, wioski… wszędzie ogarniała nas cudowna cisza – czasami przejechał motor, czasami traktor, a ludzie przyjaźnie machali do nas rękami, rolnicy zatrzymywali się i bili brawo, na podwórkach ustawiano stoły z wodą, ciastkami i różnymi różnościami, jakich zwykle nie można zasmakować na biegach. Przyjazna atmosfera aż kipiała w powietrzu. Na 23 kilometrze zafrasowani pięknem przyrody, pomyliliśmy z Marcinem trasę i drugie kółko zrobiliśmy w przeciwnym kierunku. Wesoło było patrzeć na zdziwione miny zdezorientowanych biegaczy, którzy czasami myśleli, że to właśnie oni pobiegli w niewłaściwym kierunku. Na mecie nikt nie robił nam żadnych problemów, otrzymaliśmy medal i udaliśmy się na miejsce, gdzie miał miejsce poczęstunek. I tutaj kolejne miłe zaskoczenie – kawa, herbata, kiełbaska, zupa, przemili ludzie, no coś pięknego…
Leszek S.

... podsądni z zakładu karnego... miało być no comments, ale będzie mały komentarz Rysia:
Miałem przyjemność biec sporą część dystansu z jednym z ,,odsiadujących,, Stanisławem .... charakterny gość po zaledwie paru treningach biegowych (podobnie jak pozostała część jego ekipy)... na trasie nie odpuszczał mimo widocznego zmęczenia i myśli że nogi będą boleć jeszcze długo...długo.Po skończonym biegu było widać jego prawdziwą radość z ukończenia biegu no i pojawiły się planował startu w innych imprezach biegowych.Potwierdza to tylko prawdę że ...bieganie wyzwala pozytywną energię
Rycho

Filmik Rysia

Otwockie Biegi Górskie
dodano: 2014.03.23
Kolejny cykl zimowych biegów dobiegł końca. Najwytrwalsi z wyrtwałych zaliczali zimą Falenicę i Otwock. W Otwocku aż 2 podium dla bobrów. W kategoriach wiekowych pudła wywalczyli - Darek Gotowiec i Leszek Rosa. Gratulacje!

I PO FALENICY
dodano: 2014.03.15
Ostatni etap biegów falenickich za nami. Medale odebrane. Teraz tylko czekać na kolejną zimę :)

XXXIV Półmaraton Wiązowski
dodano: 2014.03.04
W pierwszą marcową niedzielę wraz z Rysiem braliśmy udział w półmaratonie w Wiązowej. Już wcześniej startowaliśmy w tych zawodach także wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać, trasa w jedną stronę po wiatr, w drugą z wiatrem. W tym roku, dziwne, szybciej pobiegłem pod wiatr niż z wiatrem, może dlatego że chciałem Rysia dogonić a z powrotem no cóż już sił nie wystarczyło a Rysiek i tak popędził do mety. Jedyne miejsce gdzie się spotkaliśmy to nawrotka różnica taka, że ja byłem na 10 kilometrze a kolega zaczynał już 12. Podczas powrotu do Wiązowej, zastosowałem rady dobrego kolegi biegowego, który zdradził mi tajemnice jak pobić rekord życiowy w Falenicy, przekonywałem moje nogi, że potrafią szybko biec. Niestety co jakiś czas kolejna grupka zawodników mnie wyprzedzała. Zastanawiałem się czy ja nie mogę biec tym tempem co oni? Próbowałem ale nie utrzymywałem ich tempa. Ostatni odcinek półmaratonu w Wiązowej do prawie kilometrowa prosta, gdzie już widać metę ale cały czas jeszcze daleko a czas nieubłaganie płynie, pełna mobilizacja no i jest wreszcie meta, zatrzymuję stoper jest nowy rekord życiowy lepszy od poprzedniego o 32 sekundy. Na drugi dzień opowiadam w pracy pobiłem rekord o 32 sekundy ale patrzą na mnie ze zdziwieniem. Co to jest 32 sekundy? Trzeba spróbować żeby zrozumieć. 

216. Ryszard Mazurek 1:35:22
332. Janusz Łuczyk 1:41:20

Janusz Ł.

I Bieg Ludzi Honoru
dodano: 2014.03.02
Chłopaki, dawajcie relacje!

Jakby ktoś nie wiedział jak trafić na nową bieżnię w Wołominie...
Dzisiaj byłem, testowałem i stwierdzam, że biega się wybornie - równo, fajne odbicie - oddaje energię, przez co czuć większe możliwości. Poza tym widać, że obiekt dopiero co oddany do użytku, brakuje zagospodarowania terenu w bezpośrednim pobliżu. W odległości 30 metrów jest lodowisko z masą ludzi (na biezni biegałem sam). Drugi mankament to to, że ma tylko 200m i warto zmieniać kierunek biegu, bo często biegnie się po łuku. Sobotni test zapowiada się więc na sprawdzian silnej woli i niezłomności.
Leszek S.

Podsumowanie Falenicy 2013/14

Przed nami jeszcze jeden bieg finałowy, ale nie liczący się do rankingu. Poniżej zamieszczam wyniki osób, które ukończyłe 3 wymagane biegi.


miejsce/łączny czas najlepszych 3 biegów/zawodnik

Kategoria 10km/ open
93 133:06   Kamil Gajewski
94 133:16   Marcin Dymiński 
156 138:42  Leszek Stępień 
166 140:07  Leszek Rosa 
194 142:59  Janusz Łuczyk 
239 147:38  Darek Gotowiec 
261 149:16  Elżbieta Rosa 

Kategoria 10km /kobiety
16 149:16 Elżbieta Rosa 

Kategoria 6km /open
25 105:41 Mariusz Michalik 

Kategoria 3,3km
Mariusz Koperski - 3 miejsce w kategorii M35

!!!GRATULACJE!!!

Leszek S

FALENICA, etap 5
dodano: 2014.02.15
Na początek kilka fotek >>>tutaj<<<
Galeria Leszka R. (fotki robione przez Elę R.) >>>tutaj<<<
fotki zebrane przez Darka G. >>>tutaj<<<

V Półmaraton Komandosa
dodano:2014.02.09



Gdy służyłem w wojsku ( jakieś 20 lat temu!) to bardzo lubiłem takie ciężkie, ekstremalne ćwiczenia i bieganie po lesie z pełnym oprzyrządowaniem. Zawsze bardzo dobrze to wspominam.
Chcąc przypomnieć sobie te dobre czasy postanowiłem pobiegać w Półmaratonie Komandosa.
Jeszcze w tamtym roku, w listopadzie zapytałem Rysia, który razem z Marcinem brał już udział w tym biegu, czy trudno się tam zapisać? Wiadomo, że Ryśka na półmaraton nie trzeba długo namawiać i zapisał się jeszcze przede mną. Dobrze, że się wcześnie zapisaliśmy i opłaciliśmy, bo lista „twardzieli” szybko się zapełniała i po dwóch tygodniach limit 200 osób był już przekroczony.
Gdy do biegu zostało kilka dni, to ja dopiero sobie uświadomiłem, że prawie wcale nie trenowałem biegania z obciążeniem, a w butach wojskowych chodziłem dwa razy. Raz do garażu,
a drugi raz... z powrotem!
Kiedy nadszedł „D-Day” wskoczyłem w mundur, do plecaka wrzuciłem nowiutki, dziesięciokilogramowy worek gipsu Cekol C-45 i w drogę!
Dojechaliśmy z Rysiem na miejsce o dziewiątej. Do startu dwie godziny. Zgodnie z regulaminem poszliśmy zważyć i oddać do depozytu plecaki, które odbierało się tuż przed startem.
Po zważeniu okazało się, że możemy swoje plecaki uszczuplić, ponieważ ważą więcej.
Ja zapomniałem, że mój plecak, nawet pusty waży 3 kg i razem z gipsem wyszło 13 kg.
Rysiek „wyregulował” swój plecak na 10,5 kg, a mój po wysypaniu do kosza części Cekolu ważył 11 kg. Plecak plus mundur, plus 3 kg, których nie mogę zrzucić od świąt daje niezły ciężar...
a buty bez amortyzacji! Z założeniem butów zwlekaliśmy ile się tylko dało. Rysio mówił, że stopy go bolą od samego patrzenia na te buty.
Wreszcie start i poszło wojsko! Najpierw runda honorowa wokół stadionu, potem ostro w prawo 
i w las. Ścieżka wąska, ale i tak nie miałem ochoty nikogo wyprzedzać. Trasa ogólnie bardzo fajna.
Po drodze dwie górki, jedna fajniejsza od drugiej, kilka zwalonych drzew, żeby było przez co sobie przeskoczyć, trochę brei śniegowej, błota i kałuże których nie dało się ominąć. Po drugim okrążeniu
czułem się jakbym przebiegł maraton. Pomyślałem, że to nie możliwe abym pokonał kolejne dwa.
Ale przebiegając przed trybuną, gdzie siedzieli i oglądali nas oficerowie moje morale się tak podnosiło, że starczało mi na... jakieś 3 km. Pozostałe dwa były ciężkie.
Ostatnie okrążenie, głowa lepiej pracuje bo niedługo meta, ale nogi odmawiają posłuszeństwa. Plecak i buty stają się coraz bardziej ciężkie (gips chyba wchłonął dużo wody). Przed jedną kałużą pomyślałem, jak fajnie byłoby zdjąć buty, zanurzyć stopy i ugasić ten ogień.
Dziwne, ale gdy wpadłem na metę nawet nie byłem bardzo zmęczony. Bolały mnie tylko trochę uda
i z butów leciał dym, jeszcze kilometr i nastąpił by chyba samozapłon.
Rysiek powiedział po biegu, że zaliczył glebę. Podobno buty miał wyżej od głowy, ale niestety tego nie widziałem.
Na koniec zaznaczam, że te wszystkie opisane niedogodności, to nie jest narzekanie. Właśnie spodziewałem się, że będzie ciężko, na to liczyłem i się nie rozczarowałem. Dostałem w kość jak za dawnych, dobrych czasów.
Darek G.

Dzieciaki pośmigały na sankach my..... "poodpychaliśmy"sie na biegówkach ...kiełbaska skwierczała na ognisku...ot... miłe niedzielne przedpołudnie.Pozdrawiam i zapraszam na następne spotkania.                                                         rycho


Górki Otwockie, cz. 2
dodano: 2014.02.01

RAJD SZLAKIEM POWSTAŃCÓW STYCZNIOWYCH

>>>jeszcze trochę fotek<<<

Na nartach śmigam od kilku lat, ale jakoś nigdy nie było okazji do startu w ,,biegówkowej,, imprezie.
Jak usłyszałem w radiu o Rajdzie Szlakiem Powstańców Styczniowych 1863r odbywającym się w Julinku i trasie przebiegającej po Puszczy Kampinoskiej nie trzeba było mnie zachęcać. Podobnie było
z resztą ekipy tj. Elą, Leszkiem i Marcinem. W niedzielny poranek upchaliśmy nasze narty do samochodu i ruszyliśmy zaśnieżonymi ulicami. W czasie jazdy zastanawialiśmy się czy przy takich
warunkach pogodowych(mróz -12, śnieg, wiatr)nie będziemy jedynymi uczestnikami. Nic bardziej
mylnego. Na miejscu okazało się że 'nawiedzonych” narciarzy nie brakowało. Zgłoszenie zajęło dosłownie chwilę , dostajemy numer startowy i ruszyliśmy przygotowywać sprzęt i siebie. Nie obyło się bez odwiecznych zimowych dylematów… co ubrać? Start i meta znajdowały się na rozległej łące obok byłych zabudowań Państwowej Szkoły Cyrkowej w Julinku. Tam też grupa rekonstrukcyjna rozbiła swoje obozowisko powstańcze ostro gotując coś w kociołku. Stojąc i oczekując na start większość z nas odczuwała przejmujące zimno, ale wszystko się zmieniło gdy nastąpił start. Rytmiczna jazda na nartach i praca kijkami zagrzała nas po paru chwilach, dodatkowo gęsta puszcza zasłoniła od wiatru. Pięknie ośnieżony las hipnotyzował delikatne zjazdy i podjazdy urozmaicały trasę. Jak na amatorów przystało nie obeszło się bez potknięć i upadków : ) …i ani się obejrzeliśmy jak dotarliśmy do półmetka. Obok symbolicznej Sosny Powstańców organizatorzy rozpalili ognisko i częstowali gorącą herbatą, która w takich chwilach ma zawsze niepowtarzalny smak. Miło się gadało przy płomieniach ogniska, ale przyszedł czas na drogę powrotną, tym bardziej, że organizm momentalnie się wychładzał. Ta część trasy była trochę bardziej wymagająca i prowadziła przez rezerwat Karpaty jak sama nazwa mówi ...płasko nie było. Z górki pod górkę, narta za nartą w dobrym towarzystwie i humorach dotarliśmy do mety 18 kilometrowej trasy. Organizator włożył sporo serca i pracy w przygotowania tej imprezy. Zaznaczyć trzeba, że udział był bezpłatny ,możliwość darmowego wypożyczenia nart i butów, opieka na trasie, pyszna grochówka po biegu i najważniejsze miłe towarzystwo .Czy trzeba więcej? Cieszę się że udało się nam upamiętnić powstańczy zryw i wziąć udział w rewelacyjnym rajdzie.

                                                                                                                                    rycho 


FALENICA ETAP 4
dodano: 2014.01.25

Zima na dobre zagnieździła się w naszej strefie klimatycznej. Koniec pieszczot, trzeba nakładać kolejne warstwy, zgarniać szron, zaciskać szczęki i do przodu. 15-stopniowy mróz odstraszył część biegaczy, ale nasza ekipa w dalszym ciągu w mocnym składzie wystartowała w kolejnej edycji falenickich zmagań. Mimo mrozu i warstwy śniegu warunki do biegu były dobre. Nogi trzymały się podłoża i można było powalczyć o dobry czas. Szczególne gratulacje należą się Marcinowi, który po raz kolejny złamał 45 minut i po raz kolejny udowodnił, że świetnie radzi sobie w górskich, trudnych warunkach Falenicy.


KOLEJNA CHOMICZÓWKA ZA NAMI
dodano: 2014.01.19
Niedzielne przedpołudnie na blokowiskach Chomiczówki, tego dnia żyło radosną atmosferą rzeszy rozgrzewających się biegaczy. Przebieraliśmy się w samochodzie ciesząc się, że do ostatniej chwili możemy się grzać i nie wychładzać się na zewnątrz. Mróz, wiatr i śnieżyca przez następne 1,5godziny miały ostudzić zapały ludzi i nasz entuzjazm. Ale cele były jasno postawione – rekordy bez względu na niepogodę, albo przynajmniej dobiec żywym i nie połamanym. No chyba, że będzie ślisko. Ale nie było, bo organizatorzy nie żałowali soli drogowej. Każdy więc śrubował na wynik jak mógł. Najpierw start na 5km. Wystrzeliłem jak z procy i biegłem jak natchniony i wytchnełem na mecie 20:20. Czysta radość! Rekord! Uderzenie endorfin! Koledzy z drużyny pobiegli równie dobrze, ale główne siły zostawili na 15km. Szybkie przebieranko w suche rzeczy i na adrenalinie biegiem na kolejny start. Lubię te emocje, kiedy z przyjaciółmi nakręcasz się przed wyścigiem i nawzajem dodajemy sobie mocy. Znajdujemy się w tym tłumie: Darek z Mariuszem, Rysiek z Januszem, Ela z Leszkiem. Śmiechy, wygłupy, trzęsawka z zimna. Wszystko się przyda, tak jak doping Eli i druhów na trasie, kiedy organizm pomimo zmęczenia zareaguje żywiej i zerwie się do walki. I znowu wyrwałem do przodu niesiony humorem (z wyniku na 5km). Właściwe tempo na kolejny rekord trzymam do drugiego okrążenia i zaczynam lekko puchnąć. Pierwszy dochodzi mnie Janusz, który już tylko przyspieszał na zamierzony rekord. Potem wyminął mnie Rysiek, jak to On – lekko i na luzie, jakby dopiero co bieg zaczynał. W końcówce dochodzi mnie Leszek, trzy słowa otuchy i pognał jak na skrzydłach na metę. Cała ich trójka i ich wsparcie słowne na trasie było jak ciągnięcie mnie na linie i wycisnęło pokłady sił, które na 300 ostatnich metrach wystarczyły na kolejną życiówkę. Również Darek i Mariusz ubiegali dobre wyniki. Dla Mariusza była to pierwsza atestowana 15-stka, i to bardzo dobra 15-stka. 
Tak więc atak ostrej zimy, nie przeszkodził dobrej zabawie i osobistym aspiracjom. A po biegu jak zawsze czekała folia termiczna, kawka, herbatka, gorąca zupka i losowanie nagród, ale mi marzyła się już tylko długa gorąca kąpiel. A moim butom należy się solidne pranie, bo całe sztywne od zasolonej drogi odblaskują kryształkami soli.
MarcinD
WYNIKI:
Bieg o Puchar Bielan
00:20:20 Marcin Dymiński
00:22:29 Ryszard Mazurek
00:22:29 Darek Gotowiec
00:25:44 Leszek Rosa
00:26:12 Janusz Łuczyk

Bieg Chomiczówki
01:08:35 Ryszard Mazurek
01:08:41 Janusz Łuczyk
01:09:06 Leszek Rosa
01:09:12 Marcin Dymiński
01:14:14 Darek Gotowiec
01:16:57 Mariusz Michalik

OTWOCKIE BIEGI GÓRSKIE
dodano: 2014.01.19
Jak to bywa przy organizowaniu nowych imprez biegowych, a lokalizacją bliskich miejscu zamieszkania nie omieszkaliśmy z korzystać z okazji i ekipą bobrów wybraliśmy się przetestować trasę górską na otwockich wydmach. Na początku, była mała wpadka spóźnialskich organizatorów, na których wyczekiwała dość liczna grupa wyziębionych biegaczy. Potem poszło sprawniej z wydawaniem numerów startowych, ale i tak wystartowaliśmy z opóźnieniem około 25min. Start od razu z dzidy pod spory i długi podbieg. Wielu mógł przytkać. Mnie odetkał i z miejsca zrobiło mi się cieplej. W porównaniu z terenem Falenicy, dalej trasa była lżejsza, z długimi wypłaszczeniami na złapanie oddechu. W międzyczasie ze dwa jeszcze podbiegi o znacznej trudności. Dodatkową utrudniającą atrakcją w przebieraniu nogami był kopny piach, który skutecznie wyhamowywał moje sarnie wyskoki. Szeroka trasa (można mijać i być mijanym z prawa i z lewa), dobrze oznakowana. Do wyboru 1, 2 lub 4 pętle o długości 2km. Z mojego zegarka wyszło mi 8,8km. Ogólnie – wrażenia dobre. Trasa łatwiejsza niż w Falenicy, zachęcająca początkujących zmagaczy-biegaczy do podnoszenia formy w biegach górskich. Kolejne biegi w Otwocku: 1 i 22 lutego, 1 i 16 marca – dekoracja najlepszych i medale.
MarcinD

BIEGI WOŚP
dodano: 2014.01.16
12 stycznia braliśmy udział w biegach organizowanych w ramach WOŚP w Kobyłce i w Warszawie. Niektórzy biegli w obu biegach!!! Gratulacje

FALENICA ETAP 3
dodano: 2014.01.11
Kolejna Falenica za nami. Pogoda w tym roku rozpieszcza nas do granic możliwości. Arcytrudne warunki, jakie panowały w ubiegłym roku, żyją tylko w naszych wspomnieniach. Mimo braku śniegu, oblodzonych stoków i przeszywającego mrozu klimat jednak pozostał i dlatego w kolejnym etapie nasza ekipa znów pojawiła się w silnym składzie. 

2 Bieg Noworoczny na Skaryszaku
dodano: 2014.05.01
To było w sobotę 4 stycznia a dystans 4 pętle tj 8 kilometrów . Ponieważ Iza i Michał biegają na wszystkich zawodach w promieniu 200 km od Warszawy , nie dziwota , że znowu się z nimi ścigałem z wiadomym skutkiem ( znowu porażka) . Iza to Diabełek a Michał to Anioł , ale Diabełek podoba mi się bardziej ..
Staszek

Trening w Gminie Poświętne
dodano: 05.01.2014
Kolejny wspólny trening za nami. Tym razem w czwórkę zrobiliśmy blisko 16km, a mały deszczyk nie był w stanie pokrzyżować naszych planów. Kolejne weekendy to Falenica i Chomiczówka. Jakby ktoś miał propozycję wspólnego pobiegania i pokazania innym swojej trasy, pisać. 

Starsze relacje przeniesione do archiwum.

Liczniki na bloga
OGŁOSZENIA
Hej, Bobry
Rezerwujcie sobie wolny wieczorek 6 grudnia, bo planowane jest coroczne spotkanie wigilijne. Szczegóły niebawem

W sobotę 29 XI odbędzie się Andrzejkowy Bieg organizowany przez kolegów z Aktywnego Relaksu i Wicher Kobyłka
Szczegóły >>>tutaj<<<

O nas

Bóbr Tłuszcz to amatorski klub miłośników biegania w każdej postaci - od  truchtacza po sprintera. Wyniki na pewno stanowią motywację, ale ludzie, z którymi biegasz, z którymi spotykasz się na treningach i zawodach są też bardzo ważnym elementem motywującym do bardziej wytężonej pracy nad sobą. Istniejemy po to, aby wspólnie wymieniać się doświadczeniami, motywować i wsperać dobrym słowem, razem umawiać sie i jeździć na zawody i treningi. Jesteśmy otwarci na nowe osoby, które będą dzieliły z nami swoją pasję biegania.Zapraszamy do nas!
Do boju, Bobry!
comments powered by Disqus
Podsumowanie I półrocza 2013
Zobacz nas na facebook-u
Darmowe strony internetowe dla każdego