Sylwestrowy Bieg Bobrowy
31.12.2013

Jeszcze mały filmik z wyprawy 22 grudnia. Cały czas walczę z youtubem, który skutecznie niszczy jakość i tak niezbyt udanych filmików. Może coś uda się zaradzić..





Sylwestrowy trucht

No i stało się... Sylwestrowy trucht zaliczony
Dzięki wszystkim za uczestnictwo i wspaniałą zabawę. Na początke kilka fotek. Relację napiszę niebawem.

Krótki opis trasy:
Startujemy spod szkoły i biegniemy chodnikiem w stronę Wołomina, po około 900 metrach przecinamy asfalt w lewo i biegniemy starą drogą w stronę Kolna. Dobiegamy do asfaltu i natychmiast odbijamy w lewo w las, gdzie lecimy ścieżką wzdłuż górek (po prawej), a następnie bagien (też po prawej). Gdzieś w okolicach 6km wybiegamy na asfalt, dajemy w prawo i pierwsza odbitka w lewo w las drogą leśną. Ciśniemy główną drogą leśną aż do asfaltu gdzieś na 8km. Tam odbijamy w lewo i dobiegamy centralnie do szkoły, wbijamy się w furtkę, a na placu mamy 10km... 

FALENICA, ETAP 2
dodano: 2013.12.29

MIENIA WINTER TRAIL
dodano: 2013.12.29
Opinie o wcześniejszych edycjach biegu mówiąc łagodnie były mało przychylne organizatorom. Ale że do dystansu ,,połówki ‘’trudno mnie zniechęcić więc wystartowałem. Na plus przemawiało niskie wpisowe, stosunkowo bliski dojazd no i ciekawie zapowiadająca się trasa. Biuro zawodów zlokalizowano obok Karczmy Wiązowskiej, nieopodal znajdowały się też start i meta. W przedstartowych rozmowach sporo emocji wzbudzała nowa trasa (lepsza i o większym stopniu trudności) w porównaniu do lat wcześniejszych. Ostatnio moje treningi wyglądały mizernie tak, że pierwsze z trzech okrążeń postanowiłem pobiec zachowawczo. Tuż za startem wbiegało się na teren Mazowieckiego Parku Krajobrazowego i od razu długi mocny podbieg, za nim kilka mniejszych i większych zbiegów i podbiegów, które skutecznie zabierały oddech ….kawałek płaskiego dał chwile wytchnienia. Po zawalonym pniu służącym jako kładka przekraczało się rzekę Mienie, od tej chwili trasa przypominała cienką wstążkę, która wiała się jak wąż w agonii. Po pierwszej pętli wiedziałem, że przedstartowe rozmowy nie były przesadzone. Czas 35 min i tak dał mi w kość. Drugie okrążenie jakoś przetrwałem 37 min …było granicą moich możliwości. Trzecie okrążenie spoliczkowało mnie totalnie. Szczegółów Wam oszczędzę. Powiem tylko, że dawno nie kończyłem połówki z czasem ponad 2 godz. Pomijając moje niemoce i słabości impreza wyśmienita, trasa wymagająca, dobrze oznaczona. Po biegu pamiątkowy skromny medalik i ciepły poczęstunek. Kolejny raz okazało się, że nie ma co sugerować się opiniami innych. Bieg naprawdę godny polecenia. 
Rycho.

BIEG SYLWESTROWY W STRZELCACH OPOLSKICH
dodano: 2013,12,26
Będąc przejazdem na Sląsku wystartowałem w Biegu Sylwestrowym w Strzelcach Opolskich na 15 km. W ubiegłym roku zaliczył go Rysiu Mazurek. To jedyny taki bieg w Polsce. Bez wpisowego a sponsorzy i władze gminy ufundowały cenne nagrody np za 1m kobiet i mężczyzn telewizory plazmowe.Nabiegałem 1.35.29 spotkałem dawnych kolegów, a pogoda iście wiosenna. Ile w górach spadło śniegu, ile czasu spedzasz w biegu , tyle z biegów miej radości a w Nowym Roku szczęścia i miłości wszystkim Bobrom życzy Staszek.

Podsumowanie 2013r. 
Niestety, nie zamieściłem fotek ze wszystkich biegów, bo było tego trochę :)
Leszek S.

BOBROWA WIGILIA 
dodano: 2013.12.22
Był bieg, były kolędy, wspomnienia i plany na przyszłość...

Grudzień - dobra pora na FALENICĘ
dodano: 2013.12.16







Fotka powyżej autorstwa Marcina D.

Tak sobie myślę co mnie tak ciągnie w tych Górskich Biegach Falenickich. Może to, że rzeczywiście mają tą namiastkę górskiej przeprawy. Niepowtarzalny klimat, przyjazne uściski i uśmiechy, duch zdrowej rywalizacji, piekielny wysiłek na podbiegach, że aż dech zapiera. Przy tym litry potu, czasami ból i łzy gdy wywinie się noga na zbiegu, kiedy się gna na łeb, na szyję. Czy biegniesz mocno, czy wolniej zapada w pamięci włożony wysiłek, a wrażeniami długo można się dzielić z kolegami i koleżankami. No i utrwalone te twoje zmagania na super jakości zdjęciach p. Doroty Świderskiej. Kiedy pobiegłem pierwszy raz na tych wydmach, na mecie nie mogłem się podnieść. Teraz po 3 okrążeniach gotów jestem pobiec jeszcze jedno. Nie dało się też nie zauważyć dość licznego stadka bobrów, które nie zapadły w zimową bezczynność, a więcej z zacięciem wgryzły się w okoliczne falenickie lasy, beztrosko hasając po górkach. Przed przyszłym sezonem nic tak nie buduje siły jak mocne podbiegi. Polecam.

MarcinD

>>>fotki<<< mix fotek Leszka, Leszka i Marcina (trochę marna jakość)

Bieg Mikołajkowy w Lesie Kabackim
dodano: 2013.12.12
W sobo tę 7 grudnia biegałem w Lesie Kabackim Bieg Mikołajkowy na 10 km.Oprócz Wiesia Łukszy,Izy Sierzputowskiej i Michała Umińskiego/nz/ udział wbiegu brał kol.Ksawery, który zwiewał i rozwalał bramki, namioty i wszystko co się da.Zmusił organizatorów do przezeniesienia otwarcia i zakończenia imprezy do TESCO,ale było super.

-- Staszek


Gonitwa Mikołajów na Służewcu
dodano:2013.12.08


Na ten bieg zapisałem się już w październiku. Zaciekawił mnie z dwóch powodów. Po pierwsze,
cel imprezy, którym była akcja charytatywna, w ramach której za każdy przebiegnięty kilometr przez zawodników, Fundacja Lotto Milion Marzeń przekaże 1 zł na leczenie dzieci z oddziału neurochirurgii Centrum Zdrowia Dziecka. Po drugie miejsce, w którym bieg miał się odbyć- tor wyścigów konnych. Takiej okazji do pościgania się na hipodromie ja, miłośnik koni wszelkiej maści nie mogłem przepuścić. Poza tym zawody te były organizowane po raz pierwszy, a więc kolejna satysfakcja.
Bieg rozpoczynał się o 12:00, ale postanowiłem wyjechać o 8, żeby się nie stresować korkami i zaparkowaniem samochodu. Zapomniałem, że to niedziela i na miejscu byłem o 9:00!
Byłbym nawet trochę wcześniej, ale na moście Poniatowskiego była akcja „dmuchanie”, którą przeszedłem pozytywnie☺. Po odebraniu pakietu, tj. numeru startowego i czapki Mikołaja zostało jeszcze ponad 2 godziny do biegu.
Obok biura zawodów był bar, w którym postanowiłem wypić kawę, ogrzać się i poczekać na start.
Gdy wszedłem do tego lokalu, to jak bym się cofnął w czasie o jakieś 30 lat. Super!!
Według organizatorów na starcie stanęło ok 700 osób, ale na liście z wynikami widziałem, że bieg ukończyło 506 Mikołajów.
Ja, dlatego że tak długo czekałem ustawiłem się na linii startowej z najlepszymi. A co?
Po strzale ruszyłem ostro, jak młody ogier Karino... Niestety to nie była ulica, tylko łąka na której leżała spora warstwa śniegu. Przed nami jechał kład i robił dwa ślady, po których każdy chciał biec. I nie było chętnych do wyprzedzania. Następne kółko było już wydeptane, ale mnie dopadł problem z bananem, którego zjadłem tuż przed startem. Po prostu chciał wyjść!!
Trzecie kółko, gdy banan dał mi spokój to już była bajka. Biegłem i podziwiałem ten piękny obiekt no i te ładne mikołajki w lateksowych strojach Mikołaja☺ Pogoda była wymarzona.
Na czwartym okrążeniu poczułem się dumny gdy zacząłem dublować po raz drugi te same osoby.
I nieważne, że to były starsze panie, które być może biegły po raz pierwszy. Wyprzedzałem je nawet po głębszym śniegu, żeby zrobić większe wrażenie.
Gdy poczułem taki przypływ energii (być może po tym bananie), że mógłbym biec i biec... to nagle przede mną pojawiła się meta. Z czasem 46:08 zająłem 78 miejsce, a w swojej kat. wiekowej 16. Jeszcze tylko fajny pamiątkowy medal od ładnej mikołajki i koniec imprezy.
Jedyne czego mi tam brakowało, to waszego towarzystwa. 

Pozdrawiam, Darek G.

SEZON ZIMOWY W PEŁNI
dodano: 2013.12.08
MIKOŁAJE W MIKOŁAJKACH
Jeszcze na dwa dni przed biegiem w Mikołajkach, każdy z nas odczuwał na własnej skórze siłę huraganu „Ksawery”. Niewiadomą więc było jakie warunki będą na nas czekać w dniu biegu. Padały pytania, czy w ogóle da się dojechać i czy w ogóle bieg się odbędzie, bo w pierwszym rzędzie panikarze na forum już postulowali, aby bieg przełożyć. A wystarczyło trochę wiary, ducha biegowego zacięcia, by z Bożą pomocą przez śniegi i skute lodem drogi dojechać cało i to z zapasem czasowym na miejsce startu. Przywitał nas mazurski pejzaż zaśnieżonych moren polodowcowych i rozległych jezior w których tego dnia słońce odbijało z intensywnością refleksy. Nasze dające się wszędzie znać żółte koszulki lidera reprezentowali Ela z Leszkiem, Adam, Janusz, Rysiek, Mariusz i ja. Sprawnie odebraliśmy pakiety z mikołajową techniczną koszulką i mikołajową czapką - już nie techniczną i lekko dla niektórych przymałą (tylko na moim saganie za mocno na oczy mi nachodziła). Bez żadnej napinki, wyluzowani wystartowaliśmy wspólnie drużyną na końcu 300-osobowego peletonu. Póki siły miałem, zdjęcia robiłem i nagrywałem. Trasa prowadziła gruntową drogą, z deka oblodzoną przez Rezerwat Łuknajno z nawrotką na ustrojonej choince. Biegło się przy niewielkim mrozie, długo z górki i pod górkę, z wiatrem i pod wiatr (jak to bywa przy pętlach), z kąpani słońcem na tle błękitnego nieba. Co niektórzy biegli poprzebierani, a to za młodą parę, a to za aniołka, a to za Jamaiczyka – Boba Marleya (w tej roli nasz Rycho). 
Początkowo wyrwało mnie do przodu i jak to u mnie bywa zaraz mnie spowolniło, więc miałem okazję popatrzeć jak biegną moi przyjaciele. Najpierw dogonił mnie Janusz z Jamaiczykiem, który pomimo moich nalegań nie chciał reegge śpiewać, a którego koraliki z włosów smagały po policzkach i gałkach jak bicze. Po 15km Boba na jakiś czas coś zatrzymuje w dzikim ostępie, a na prowadzenie wychodzi Janusz, który ostatnio słynie z nieoczekiwanych zrywów w połowie biegu i w końcówce jeszcze przyspiesza. Dalej podziwiałem z jaką lekkością i z pełnym uśmiechem wspólnie suną Ela z Leszkiem i gdyby dodać dystansowi kilometrów z pewnością, by mnie doszli. Widzę Adama jak na luźnie pokonuje trasę półmaratonu długim, niezachwianym i mocnym susem połyka każdy kilometr z łatwością i przyjemnością. Obserwowałem Mariusza w którym drzemie duch wojownika. Dla którego był to drugi półmaraton i pomimo niepełnej dyspozycji, biegł równie walecznie jak mocno bolały go plecy i jeszcze waleczniej na finiszu pomimo burchla na palcu. No i na plus, że w jedzeniu mi dorównuje, kiedy po biegu trzy porcje kartacza wymiata, a na okraskę zjada nie jedną jeszcze kiełbaskę.
Podsumowując impreza bardzo udana. Na plusy złożyła się sprzyjająca pogoda, malownicza trasa, gorąca herbatka w trakcie biegu, oryginalny medal, jedzonka do bólu, no i ciepła atmosfera jaką dodają Bobry i dzielą się z nią innymi. Na minus – brak oficjalnych wyników po biegu, gdyż nawaliło coś firmie od pomiaru czasu. 
Nie uszło jednak naszej uwadze, że Ela zajęła pierwsze miejsce w swojej kategorii wiekowej. WIELKIE GRATULACJE OD DRUŻYNY!
MarcinD

ANDRZEJKOWY MIX BIEGOWY W MAJDANIE
dodano: 2013.11.30
Jeden z biegów na którego start cieszę się każdego roku. Zerowe wpisowe, miejsce startu bliskie miejscu zamieszkania, przyjacielsko-towarzyska atmosfera i możliwość przebiegnięcia do wyboru 5,10,15,21 km na płaskiej, stricte asfaltowej trasie. Tym razem można było zdecydować się w trakcie biegu ile km więcej chce się przebiec. Minusem mogły być warunki atmosferyczne tego dnia, które nie nastrajały, by wychylić choć nosa z domu, a co dopiero pobiegać. Przenikliwe odczucie zbliżającej się zimy, powodował silny wiatr i opady deszczu ze śniegiem. Mimo tych niesprzyjających warunków, nasza Ekipa Bobrowa nie zawiodła. Z pozytywnym nastawieniem Ania z Markiem, Agnieszka ze Sławkiem, Stanisław, Rysiek, Darek i Jacek w 30 osobowej grupie wystartowaliśmy jakby na przekór niesprzyjającej aurze. W trakcie robienia 5km rundek, pozdrawialiśmy się nawzajem uśmiechem, który zastąpił tego dnia promienie słoneczne. Po biegu w Szkole w Majdanie raczyliśmy się kawką, herbatką i domowymi wypiekami biegaczy. Nie obyło się też bez losowania drobnych „andrzejkowych upominków”, z którymi wrócili do domu i nasi biegacze. Na koniec spotkania padła propozycja ze strony naszego Stasia i Darka Króla, aby zorganizować cykl biegów w ciągu roku tzw. Koronę Równiny Wołomińskiej. Szczegóły, pytania i własne propozycje co do ostatecznej formuły owych biegów można kierować do wyżej wymienionych osób. Zgłaszajcie tez swoje poparcie i pomysły na naszej bobrowej stronie.
MarcinD
P.S.: Przepraszam za słabej jakości zdjęcia z powodowane pogodą i innymi warunkami.
Marcin D.
 fotki z galerii Darka K. >>>tutaj<<<
Fotki Marcina >>>tutaj<<<

97 lat Otwocka
dodano: 2013.11.22
Był to 3 bieg Otwocki , w niedzielę 17 listopada , zupełnie podobny do naszego biegu Bobra . 9700 metrów start na stadionie klubu “ Start” , prawie cała trasa w lesie . 205 biegaczy , ciepło nie padało , wróble ćwierkały ,dzięcioły stukały – cóż trzeba więcej – tylko biegać .

Staszek

Serocka Dycha
dodamo: 2013.11.17
Drugą Serocką Dyszkę mamy za sobą. W tym biegu pobiegł Janusz Ł , Grzegorz L, Mariusz M.Chłopaki nie pobili swoich czasówek ale byli zadowoleni z samego biegu - trasa ciekawa, męczący podbieg, który dał się odczuć, co było po niektórych dobrze widać, Grzesiu wspomniał, że dłuższy czas nie biegał, Grzesiu, dzisiaj już wiem, czemu nie biegałeś . z Januszem zamieniliśmy kilka zdań na temat biegów, które szykują się Grudniu, temat bieg Mikołajkowy i Falenica. Bym was oszukał - poprawiłem swój czas o kilka sekund, co dla mnie jest zadowalające. Po biegu pozostaliśmy na losowanie nagród i co tylko proszę was nie śmiejcie się, mam jedna rzecz więcej w kuchni wylosowano mój nr i dostałem patelnię Grzesiu w raz z Ewą tak Ewą uśmieli się i zrobili fotkę oczywiście fotka zagości na naszej stronce. Pozdrawiam wszystkich Bobrów.
 Mariusz

EKOBIEG NIEPODLEGŁOŚCI
dodano: 2013.11.14
9 listopada wybrałem się wraz z moją małą, szkolną ekipą na organizowany na Targówku Ekobieg. Mam ogromną słabość do tego cyklu biegów i z bólem przyjąłem fakt, że przeoczyłem zapisy na dystans 10km. Postanowiłem jednak pokibicować swoim uczniom, którzy jak zwykle wypadli rewelacyjnie... :). Na kilka dni przed wyjazdem doczytałem się w regulaminie, że w przerwach między biegami dzieci, będzie też wyścig dla nauczycieli, dlatego na wszelki wypadek po jeansami miałem wciśnięte legginsy. Oczywiście zapisałem się na ten bieg (morderczy dystans 2km). Na starcie stanęło nas łącznie kilkanascie osób. Zupełnie nie wiedziałem czego spodziewać się po konkurentach, bo mówili coś o maratonach i biegach na dychę, dlatego postanowiłem wypalić z dzidy i jak się da, utrzymać. Po sygnale startera ruszyłem w tempie 3.40 zaraz za rowerem osoby prowadzącej bieg. Po 200 metrach byłem zupełnie sam, zostawiając innych w tyle. Wiedziałem jednak, że mogę nie utrzymać tempa przez cały dystans, dlatego kontrolnie zwolniłem. Trasa wiodła pętlami (5 pętli po 400metrów) i już na 3 pętli zacząłem dublować, a moja przewaga cały czas rosła, dlatego znów zwolniłem, zostawiając siły na ewentualny finisz. Na końcówce dałem z buta i... jest!!! Udało się!!! Pierwszy raz byłem na mecie pierwszy. Niesamowite uczucie. Chwilę później podium, medal, dyplom i nagroda od sponsora... wspaniała sprawa.
Leszek S.

Bieg Niepodległości w Ząbkach
dodano: 2013.11.12 
W Ząbkach odbył się 6 bieg Niepodległości w którym miałem przyjemność wystartować. Trasa nie była długa, liczyła zaledwie 3km, ale nie chodziło o trasę i wyniki, chodziło o pamięć, o datę jaką jest 11.11 1918r. pozdrawiam wszystkich Bobrów, którzy brali udział w Biegu Niepodległości w Warszawie. 

Mariusz 

BIEG NIEPODLEGŁOŚCI
dodano: 2013.11.12
Jak zabiegaliśmy o pamięć???
Już niedługo...
Kilka totek od Agnieszki Paź >>>tutaj<<<
fotki Marcina D. >>>tutaj<<<

Będę żył,  będę biegał :)
Zacznę od tego, dlaczego poszedłem do fizjoterapeuty. Zaczeło się miesiąc temu, podczas jednego z wybiegań poczułem ból w lewej nodze, w okolicy piszczela. Pomyślałem sobie, że to jakaś błahostka i samo przejdzie. Niestety, myliłem się, bo podczas następnego wybiegania ból pojawił się i to ze zdwojoną siłą. Zacząłem się niepokoić i rozmyślać od czego się tak stało. W pracy z Marcinem zrzucaliśmy na buty, może technikę biegu, ale nic z tych rzeczy. Marcin natrafił w Maratonach Polskich na artykuł, w którym było coś o moich dolegliwościach. Po przeczytaniu tego artykułu, uwierzcie mi, miałem stracha, co dalej. Umówiłem się na wizytę z fizjoterapeutą by postawił diagnozę, a za razem pomógł w tych dolegliwościach. Zostałem poinformowany, że moje łydki są jak skały - brak odpowiedniego rozciągania poszczególnych mięśni minimum 20 min przed biegiem i nie żadne truchtanie Tylko rozciąganie i minimum 20 minut po bieganiu.Im więcej biegamy tym więcej się rozciągamy.Przez swoją niewiedzę mogłem nabawić się poważnego urazu i tak pozbawić się fajnej radości, jaką daje mi bieganie i spotykanie się z Wami podczas fajnych biegów. 
>>> uwaga, reklama <<<
Polecam wszystkim, FIZJOKLINIKA Aleje Jerozolimskie 99 lokal 57. 

I jeszcze ćwiczenia rozciągające a'la Mariusz Giżyński >>>tutaj<<<
 Mariusz M.

I BIEG LOTNIKA
dodano: 2013.20.26







To był sobotni ranek, kiedy razem z Marcinem wybraliśmy się do Poświętnego, moich rodzinnych stron, gdzie kolega Adam G. zorganizował Bieg Lotnika - lotnika, bo szkoła, gdzie odbywały się zawody  nosi imię 1 pułku lotnictwa. Pierwotnie trasa miała prowadzić urokliwymi krajobrazami gminy Poświętne, ale w wyniku problemów organizacyjnych ulokowano ją na terenie gimnazjum oraz pobliskiej łące. Bieg miał się odbyć na dystansie 3km - 3 pętle po 1km, ale osobiście trudno mi było sobie wyobrazić jak na takim małym terenie zrobić taką pętlę. Po przyjeździe pierwszą rzeczą, na którą zwróciłem uwagę były taśmy, które rozciągnięto dosłownie wszędzie - skręcały, kluczyły, meandrowały tworząc labirynt, którego nie powstydziłby się sam Dedal :) - bez mapy nie da rady, pomyślałem. Po zapisie i odebraniu pakietu postanowiliśmy wypróbować to kółeczko, a jedyną informacją jaką dysponowaliśmy było to, że pierwszy skręt jest w lewo. Okazało się, że trasa jest rewelacyjnie wręcz oznaczona, a zarazem piekielnie techniczna, w zasadzie bez miejsc, gdzie można by było wyrównać oddech. Na odcinku 1km było niemal wszystko - boisko, piach, chodnik, łąka, teren podmokły, krowie placki, przeskoki przez dziury w siatce itd. - wielkie brawa dla organizatora za wyobraźnię, bo takiego biegu nie widziałem jeszcze nigdzie. Dodatkowo każdy uczestnik otrzymał medal, kubek oraz mógł wziąć udział w losowaniu nagród i darmowym szkoleniu z zakresu udzielania pierwszej pomocy. Mimo iż 2 razy wyrżnąłem się na trasie jestem bardzo zadowolony i czekam na koleją edycję.

Leszek S.


Praska Dycha
dodano: 2013.10.20
Uff...oj tak było gorąco :-P. Po czołach pot spływał strumykami, kiedy staraliśmy się przebierać nogami jak najszybciej potrafimy, ale z każdym kilometrem szanse nasze na dobry wynik i rekord malały. Mariusz miał ogromny głód biegania spowodowany pauzą po kontuzji i mocno mnie zaskoczył, gdy po drugiej pętli (na 4 okrążenia) dalej trzymał się tuż za mną. Po 5 km była dla mnie jeszcze szansa, że będzie czasówka. A tu naraz obsuwa, a mózg wysyła zdradzieckie myśli zwolnij, bo zdechniesz, bo stanie ci serce. Pomimo dobrze rokujących treningów, poddanie się takim myślom zaważy na wyniku. Choć trochę byliśmy sobą rozczarowani, pozytywny nastrój stwarzała pogodna aura, jesienna sceneria barw Parku Skaryszewskiego, fantastyczny doping kibiców i kolegów biegaczy z KB-Rebus (odwzajemniali się za nasze kibicowanie, kiedy godzinę wcześniej męczyli się biegnąc w "Szybkiej Dyszce"). Tego dnia ponad 800 biegaczy walczyło o wynik na atestowanej trasie, płosząc drobną zwierzynę tego urokliwego parku. Impreza za nieduże wpisowe wesoło i sprawnie prowadzona, ze smacznym posiłkiem regenerującym, dla wszystkich przyszłych rekordzistów na 10km warta polecenia.
MarcinD
Mariusz Michalik 00:52:21
Marcin Dymiński 00:44:17
Marcin D.

ZAPUSZCZĘ SIĘ W PUSZCZĘ !


Chcąc napisać kilka słów o II Maratonie Kampinoskim zebrałem parę danych potrzebnych
do zrelacjonowania imprezy …kto, za kim, na jaki dystans, trasa, wyniki.
Wszystko to jednak musi zejść na dalszy plan. Głównym bohaterem biegu w Puszczy
Kampinoskiej była przyroda i spektakl jaki nam stworzyła. Jak bym był Orzeszkowa to bym was ,,Niemnem” opisów zalał . Nie chcę jednak kaleczyć opisem tego co zobaczyłem. Podam Wam więc kilka zwrotów które nasuwają mi się na myśl po biegu.
….Start
….słońce
….rześkość
….liście nad głową
….liście we włosach
….dywan liści pod nogami
….żółty, złoty, czerwony, bordowy, brązowy, niebieski…
….sosny, buki, klony, brzozy, modrzewie, jałowce…
….błogostan
…. szlak czerwony, szlak zielony
….szlak by tra..ił  korzeń
….piasek w ustach
….pod górkę
….z górki
….czarująco
….my tam biegniemy
….to nie bajka
…wszystko co dobre szybko się kończy
….Meta.
Koniec czytania tego pitu, pitu. Bierzcie buty i mknijcie.
W lesie jest CUDNIE!



                                                                                                 Jesiennego słoneczka życzę.

                                                                                                                                    Rycho. 

(od Rysia i od Janusza)



BIEG ULICZNY 
DUCZKI.PL 1526

W niedzielne popołudnie w Duczkach rozegrany został bieg 
rodzinny na dystansie 1526 m. Liczba ta nie jest przypadkowa. Nawiązuje bowiem do roku pierwszej wzmianki o Duczkach jako wsi szlacheckiej, której właścicielem był Kacper Dróżbicz. Teren byłego przedszkola na którym prowadzone były zapisy i część artystyczna zgromadziło sporą liczbę biegaczy jak i osób kibicujących którzy przybyli nierzadko całymi rodzinami. Na starcie stanęło ok. 100 uczestników. Naszą ekipę reprezentowali: Qba Mazurek & ojciec i Marcin Dymiński. Rodzinna atmosfera biegu, nie długi dystans, ładna pogoda sprzyjały dobrej zabawie podczas biegu. Wszyscy uczestnicy po biegu otrzymali pamiątkowe medale i zostali zaproszeni na ciepły posiłek.
Kilku pasjonatów przy wsparciu lokalnych władz zorganizowało naprawdę fajną imprezę. Myślę że na stałe wpisze się w kalendarz biegów w naszej okolicy.    



                                                                                                                              Rycho


Wybiegaj Sprawność
dodano: 2013.10.14
Już po raz trzeci dzięki fundacji „Daj siebie innym” na Kępie Potockiej rozegrany został charytatywny bieg „ Wybiegaj Sprawność”. Limit uczestników wynosił 500 osób . Dodatkowo o laur zwycięstwa zmagały się dzieci oraz niepełnosprawni , między innymi nasz syn Kuba i Ania Malinowska . Na imprezie pojawił się m.in. Marcin Lewandowski – czwarty zawodnik Mistrzostw Świata w Moskwie na 800 metrów. Pogoda nie napawała optymizmem , siąpił lekki deszcz ale przed biegiem nastąpiła diametralna zmiana i wyszło słońce . Ogólnie Kępa Potocka jest bardzo fajnym miejscem do biegania , trasa posiada atest , otoczenie z drzew i krzewów oraz jeziorko z pływającymi kaczkami . Zawody przypominały bardziej piknik rodzinny z nutką rywalizacji sportowej niż typowe zawody sportowe. Po zakończeniu wszystkich biegów przyszła pora na koronację zwycięzców ,wręczenie wózków inwalidzkich dwójce dzieci oraz losowanie nagród .Było w czym wybierać zegarki biegowe TIMEX (jeden udało się zdobyć Ani) torby olimpijskie , vouchery do klubu fitnes , zaproszenia na obiad do jednej z warszawskich restauracji . W przyszłym roku stawką biegu będą dwa wózki i sprzęt rehabilitacyjny. Przeznaczone one mają być dla Ośrodka Rehabilitacji Olimpijczyków i Paraolimpijczyków w Michałowicach.

Tomek

14. Poznań Marathon
dodano: 2013.10.13

Zebrałem wyniki ze stronki, bo chłopaki pewnie masują obolałe łydki :)
Kiedy już odeśpicie, nie wywiniecie się od relacji, jak to w tym Poznaniu było...

miejsce/zawodnik/czas netto
1140 Żubrowski Adam 03:32:54
1596 Gajewski Kamil 03:41:31
4017 Lipiński Adam 04:06:31
4594 Łuczyk Janusz 04:33:24

Maraton Pieszy w Kampinosie
dodano: 2013.10.06
Moje drugie zderzenie z Kampinosem było o wiele mniej bolesne i przeleciało jak pstryknięcie palcem. Tym razem startowałem na krótszym, 50-kilometrowym dystansie, którego start miał miejsce w niedzielę rano. Przyznaję, że trochę obawiałem się błądzenia, bo w trakcie biegu często się zamyślam i nie zwracam uwagi na oznaczenia na drzewach. Na starcie, mimo małych problemów ze sprawnym wydawaniem kart, które nie były posegregowane, panował nieludzki wręcz spokój i niemal cisza. Kiedy na zegarku wybijała 8.00 i startowałem, cały czas spora kolejka ludzi czekała na wydanie karty. W planie miałem rozeznanie się z terenem w trakcie marszu, a później bieg, jednak, kiedy zauważyłem parę biegaczy, postanowiłem, że przyczepię się do nich i pociągnę ile się da. Biegło mi się super do czasu, kiedy postanowiłem nieco się przebrać, bo robiło się coraz cieplej, wtedy mi uciekli, a ja zostałem sam. Na szczęście na plecach pojawił się kolejny biegacz, który posuwał w tempie poniżej 5min/h, pociągnąłem się za nim i dogoniłem parę, z którą biegłem aż do Roztoki, gdzie był punkt kontrolny. Tam okazało się, że chyba jesteśmy w czołówce i zaraz ruszyliśmy dalej. Gdzieś na 23km poczułem jak coś dziwnie „chmajta” mi na plecach – sięgnąłem ręką i okazało się niestety, że mój plecak rozsunął się i powypadały mi rzeczy. Zatrzymałem się i zacząłem badać – klucze są, dokumenty są, mp3 nie ma, bluzki i czapki nie ma. Shit! Mp3 zlokalizowałem dość szybko, po bluzkę musiałem się wrócić kilkadziesiąt metrów, ale czapka przepadła, trudno… znów zostałem sam. Wyciągnąłem rozpiskę, mapę i dzida. Kolejny punkt znajdował się przed 30km w tym samym miejscu, co wcześniej, bo biegliśmy tam 10km pętlę. Po podbiciu karty ruszyłem na szlak. Mniej więcej za kilometr dogonił mnie biegacz, który tak szybko zasuwał na początku. Okazało się, że pogubił się i nadgonił kilka km. Pociągnąłem się za nim, a po drodze zastanawialiśmy się czy para, z którą wcześniej biegłem jest przed czy za nami. W końcu jakiś rowerzysta dopingując nas, poinformował, że kilkaset metrów przed nami biegnie chłopak i dziewczyna. Mniej więcej za kilometr byli już w zasięgu. Widziałem, że słabną, dlatego postanowiłem przytrzymać się gościa, z którym biegłem, chociaż narzucał niekomfortowe dla mnie tempo. Trzymałem się go gdzieś do dystansu maratońskiego, jednak z chwili na chwilę znikał mi z oczu i w końcu znów musiałem wyciągnąć mapę i rozpiskę. Dobiegłem do zabudowań i tam zaczęły się problemy. Oznaczenia szlaków w puszczy były niezłe, ale w mieście na każdym skrzyżowaniu musiałem nachodzić się, aby odnaleźć właściwą drogę. W końcu przed Laskami skręciłem niewłaściwą stronę i kiedy uzmysłowiłem sobie, że coś jest nie tak, musiałem cofać się i metodą prób i błędów szukać właściwego szlaku. I w końcu udało się, czarna kreseczka prowadząca do mety pojawiła się na jednym z drzew. Spiąłem uda i ruszyłem dziarsko przed budynek dyrekcji KPN. Nad wejściem wielki napis „META 100KM”, a gdzie meta na 50km? Pewnie na polanie, z której zaczynaliśmy – więc dalej w pędy na polanę, ale tam nikogo. Kurczę, wyciągnąłem regulamin „Meta w budynku KPN” więc wracam, wchodzę i jest!!! Pani spisała mnie. Para biegaczy jeszcze nie dotarła, a na mecie tylko gość, z którym biegłem kilkanaście km. Kawka, ciasteczka, duma i chwała. Czas wracać do domu. Bawiłem się wybornie. Naprawdę WARTO!!!

Łączny czas biegu to około 5h z kawałkiem. 

Leszek S.

35 Maraton Warszawski
dodano: 2013.09.29
Kilka słów od Mariusza, który dzielnie obserwował poczynania naszych maratończyków.

Jako osoba obserwująca zmagania tak ciężkiego biegu jakim jest maraton, jestem pełen uznania dla wszystkich biegaczy. Robiąc zdjęcia i obserwując wasze zmagania z samymi sobą, jakie przeżywaliście, dziś mogę tylko chylić czoła do wszystkich.Mam nadzieję ze sam kiedyś tego zasmakuję i będę mógł minąć linię mety maratonu. Starałem się wychwycić wszystkich Bobrów na trasie, by uwiecznić to na zdjęciach, Przepraszam jeśli nie udało się wychwycić wszystkich - uwierzcie mi jak bardzo ciężkie jest to do wykonania przy tak dużej ilości zawodników. Mam nadzieję że każdy z was jest zadowolony z ukończenia 35 Maratonu Warszawskiego. Pozdrawiam, Mariusz

wyniki:
miejsce/zawodnik/czas netto
782 Marczak Janusz 03:22:37
901 Stępień Leszek  03:24:39 
2264 Przybysz Marek  03:43:28
2357 Mazurek Ryszard 03:46:14 
2359 Gotowiec Dariusz 03:44:27
2729 Bogusiewicz Tomasz 03:49:10 
3232 Paź Jacek 03:55:14 
3275 Jakubowski Wojciech 03:53:51 
3523 Dymiński Marcin 03:58:25
4859 Lipiński Adam  04:14:32 
4888 Rosa Elżbieta 04:07:21 
4889 Rosa Leszek  04:07:21 
6373 Łuczyk Janusz 04:27:39 



VI Bieg Norwidowski
dodano:: 2013.09.23
Cyprian Kamil Norwid przyszedł na świat 24 września 1821 roku we wsi Laskowo-Głuchy. Po śmierci matki 4-letnim Cyprianem i jego trojgiem rodzeństwa opiekowała się babcia Wiktoria Hilaria Buyno z domu Sobieska, pra-, pra-, pra-, prawnuczka króla Jana III Sobieskiego, mieszkająca wówczas w Strachówce. Po śmierci babci 9-letni Cyprian wychowywał się w Dębinkach w pałacu Xawerego Dybowskiego (ojczyma matki). Do czasu opuszczenia na zawsze kraju w 1842 roku, w dni wolne od nauki i w wakacje przebywał w Dębinkach (mimo, że uczył się w gimnazjum na warszawskim Lesznie).
Opisane zdarzenia z życia poety uzasadniają wybór trasy i terminu biegu, który na stałe wpisał się w kalendarz imprez kulturalno-sportowych gminy Zabrodzie. W tym roku odbyła się już 6 edycja biegu, a mnie badzo zdziwiło, że mimo bliskości Tłuszcza, nie spotkałem na nim żadnego bobra. Biuro zawodów mieściło się w miejscowości Głuchy i zajmowało maskę samochodu :), na której była lista startowa i numery startowe wykonane z matriału i mocowane za pomocą sznurków :). Na starcie nie było ciasno, a trasa wiodła asfaltową drogą do pałacu w Dębinkach. Na mecie czekał piknik z kiełbaskami, bułeczkami i całą masą picia. Bieg zrobił na mnie pozytywne wrażenie, pałac w Dębinkach i jego otoczenie tworzyły bardzo ciekawy klimat. Troszkę brakowało mi jakiejś pamiątki, medalu, ale z drugiej strony organizatorzy nie pobierali żadnego wpisowego. 
Liczę, że za rok pojawimy się tu większą ekipą...
Leszek S.

I Półmaraton "Biegnę do Ciebie Matko"
dodano: 2013.09.18
Półmaraton Biegnę do Ciebie Matko, który odbył się w Małaszewicach koło Terespola był przypieczętowaniem naszej 6-dniowej wyprawy rowerowej po Białorusi. Pomimo medialnego straszenia tym krajem, wyruszyliśmy optymistycznie nastawieni w 800 kilometrową podróż na dwóch kółkach.
Białoruś na każdym kroku zaskakiwała nas otwartością i życzliwością ludzi, porządkiem i czystością w miastach i na bezdrożach, gospodarczością państwa do którego wszystko należało i od którego wszystko zależało (a właściwie od dyktatu p. Łukaszenki). Z bagażem przygód z wdzięczności, że wróciliśmy cali i zdrowi na łono ojczyzny , pobiegliśmy na umęczonych nogach do Sanktuarium Matki Boskiej Kodeńskiej. Przed biegiem w pakiecie oryginalna koszulka techniczna z wizerunkiem Matki Boskiej i pielgrzymkowym napisem. Dodatkowo specjalna Msza Św. z błogosławieństwem w intencji biegaczy, a na starcie ksiądz z kropidłem. Tak wyświęceni skromną grupą około 45 osób wystartowaliśmy dziarsko w rzęsistym kapuśniaczku. Bieg nie miał charakteru wyścigu o nagrody czy rekordy czasowe, a bardziej chodziło o pielgrzymkowy cel. Nie bardzo jednak chciało mi się śpiewać pielgrzymkowe piosenki, bo w trakcie biegu ledwie starczało mi oddechu na rozmowy z innymi biegaczami. Nogi po rowerowych wojażach już nie były takie rześkie. Ryśkowi po 10 km odnawia się kontuzja i musi zwolnić. Garścią zerwanej trawy rozciera obolałą łydkę. Malownicza trasa nie sprawia już większych problemów, a oznaczenia co kilometr dają dobre rozeznanie terenu. Wpadam na metę pod Bazyliką Mniejszą i czuję się jakbym zdobył co najmniej Jasną Górę. Na pamiątkę wyjątkowy medal z wizerunkiem Matki Boskiej Kodeńskiej. Jeszcze tylko na obolałych pątniczych nogach klękamy przed obrazem w pięknym sanktuarium i udajemy się na gołąbki, śliwki, kompot do Jadalni u Oblatów. Pokrzepieni na duchu i na ciele, z sakwami wrażeń gnamy na welocypedach na pociąg do upragnionego domu.

MarcinD.


II Półmaraton Dwóch Mostów
dodano: 2013.09.16
Mam pewien sentyment do Płocka, gdyż w tym mieście studiowałem kiedyś WF i to właśnie tutaj po raz pierwszy zetknąłem się z kolegą Sławkiem, maratończykiem, który zamiast na browar całe wieczory biegał po mieście. Wtedy przebiegnięcie kilku kilometrów wydawało mi się wyczynem nie do osiągnięcia i głęboko zacząłem podziwiać wszystkich biegaczy. Na własne truchtanie zdecydowałem się jednak kilka lat po studiach, ale Płock pozostał tym miejscem, gdzie wszystko zaczęło kiełkować. W Półmaratonie Dwóch Mostów biegłem po raz drugi. Pierwsza edycja była rewelacyjna, mimo, iż trasa trudna i z mocnymi podbiegami. W tym roku wszystko wyglądało podobnie… poza moim nastawieniem. Wystartowaliśmy o godzinie 10.00, a ja ze świadomością, że raczej życiówki tu nie ugram, postanowiłem wystrzelić z pełniej strzały i zobaczyć, co się stanie. Po pierwszym km. tempo 4.05 nie było jakieś mocno uciążliwe, ale po drugim poczułem ostre pieczenie w łydkach i już wiedziałem, że sobotni marsz podczas ECCO Walthatonu nie pozwoli mi komfortowo dobiec do mety, musiałem zwolnić, mimo, że warunki były wręcz idealne – szczególnie bieg po mostach miał swój niepowtarzalny klimat. Kiedy wdrapywałem się pod drugi most, będąc na szczycie zauważyłem Leszka i Elę, którzy systematycznie i szybko podążali za mną. Po drodze czułem się niesiony owacjami kibiców, którzy bardzo fajnie dopingowali i zagrzewali do boju, ale ja wciąż zwalniałem. Dopiero na drugiej pętli poczułem nową świeżość i udało się nieco podkręcić tempo. Końcówkę, która wiodła ostro pod górkę, wleciałem na ostatnich oparach, a wynik, nieco gorszy niż rok temu i tak mnie satysfakcjonował, bo bieg naprawdę należy do wymagających.
Dla niewtajemniczonych. Po starcie zbiega się 1km w dół i robi dwie pętle 2 mostami. Trasa wiedzie zarówno asfaltem, jak i brukiem, betonowymi płytami, drogą polną oraz chodnikiem i jest bardzo urozmaicona pod względem krajobrazów, które można zaobserwować. W pakiecie bardzo fajna techniczna koszulka, a na mecie chyba najcięższy medal, jaki kiedykolwiek zdobyłem. Jednym z powodów, dzięki którym wybrałem ten bieg była również możliwość wyboru między daniem z mięsem, a wegetariańskim więc mogłem zjeść coś więcej niż kajzerkę :) Bieg zorganizowany na bardzo wysokim poziomie, nawet Toi Toiek było tyle, że praktycznie nie stało się w kolejce :) POLECAM
Leszek S.

wyniki: 
miejsce/zawodnik/czas
102. Leszek Stępień/ 1.36.20
239. Elżbieta Rosa / 1.46.07
241.Leszek Rosa / 1.46.07

Wrocław Marathon
dodano: 2013.09.16
W sobotę 14 września wyjechaliśmy z kolegą Adamem prawdopodobnie najtańszym środkiem transportu (Polski Bus – 30 zł) aby wziąć udział w XXXI Wrocław Maraton. 
Po południu dołączył do nas Kamil wojażujący od kilku dni po Katowicach.
Bieg we Wrocławiu był naszym przedostatnim przystankiem do Korony Maratonów.
Miasto wywarło na mnie duże wrażenie, bardzo ładne Stare Miasto, niezliczone ilości mostów, mnóstwo ciekawych architektonicznie kamienic.
Rozpoznawalność naszego klubu jak też stwierdzenia innych biegnących pod naszym adresem „te Bobry są wszędzie” tylko poprawiała nam jeszcze humory i dopingowała 
do „parcia na przód”.
Idealna pogoda do biegania - zachmurzone niebo, a w dalszej części biegu padający drobny deszcz- sprzyjała wszystkim biegnącym.
Plusem maratonu były: nieograniczone ilości makaronu, wielka ilość punktów na trasie 
z bananami, cukrem, wodą oraz napojami jak też wyraźne oznaczenie wszystkich kilometrów.
Jedynym minusem trasy biegu było puszczenie zawodników obwodnicą, natomiast stare miasto dopiero można było „zwiedzić” po 30 kilometrze co skutkowało nieznacznym zainteresowaniem biegnących (lepsza chyba jest opcja odwrotna).

XXXI Wrocław Maraton ukończyło 3501 zawodniczek i zawodników.
Wyniki:
miejsce/zawodnik/czas brutto
843 Adam Żubrowski 03:41:41
1107 Kamil Gajewski 03:48:30
2134 Adam Lipiński 04:14:42

Szczerze mogę polecić imprezę, i z utęsknieniem czekam na maraton w Poznaniu którego ukończenie zakończy zmagania naszej trójki z Koroną Maratonów.
AdLi

Bemowski Bieg Przyjaźni
W niedzielę odbyła się piąta edycja Bemowskiego Biegu Przyjaźni utrzymana w klimacie PRLu . Pięciokilometrowa trasa prowadziła uliczkami osiedla “Przyjaźń” , które zostało wybudowane w latach 50 tych , dla radzieckich budowniczych Pałacu Nauki i Kultury w Warszawie. Biegacze zostali podzieleni na dwie grupy “towarzyszy” i “towarzyszki”startujące w dwóch biegach . Część biegnących była przebrana w stroje charakterystyczne dla minionej epoki . Sielsko wyglądał nasz kolega Darek Król , który stanął na podium za to przebranie . Po biegu na obywateli czekała kolejka po odbiór artykułów luksusowych (szary papier toaletowy,chałwa,cukierki) wydawanych na podstawie “kartek”. Podsumowując impreza całkiem udana aczkolwiek bez “tego coś” co bobry lubią najbardziej.

Tomek B.

Tarczyn Półmaraton
dodano: 2013.09.16
Długo zabierałem się, żeby napisać coś o półmaratonie w Tarczynie. Zabrało mi to tyle czasu ponieważ wszystko było bardzo dobrze zorganizowane, że nie można napisać nic złego o biegu, ale po kolei. Na półmaraton wybraliśmy się z Grześkiem, jadąc do Tarczyna sprawdziliśmy nowo otwartą południową obwodnicę Warszawy, co prawda jest to cześć obwodnicy ale i tak robi wrażenie swoim rozmiarem i szybkością dojazdu do Raszyna, dalej już było trochę wolniej. W Tarczynie dla biegaczy wszystko było zorganizowane na najwyższym poziomie, zaczynając od bezproblemowego zaparkowania samochodu na dużej łące, poprzez sprawne wydawanie numerów, wszystko sprawnie przebiegło i można było już skoncentrować się na starcie. Sam start odbył się punktualnie o godzinie 10 i ruszyliśmy na trasę, założenia były proste: biegniemy pierwszą cześć spokojnie; jeżeli będzie siła i dobre samopoczucie to drugą część biegniemy coraz szybciej. Trasa pólmaratonu bardzo ciekawa, prowadziła trochę po górkach ale niedużych, poprzez sady pełne jabłek, miejscowe wsie i las w którym była nawrotka, ma to swoje plusy ponieważ można zobaczyć jak daleko są lepsi, a po nawrocie ile jeszcze osób jest za. Po jedenastym kilometrze jeszcze trochę brakowało, żeby zbliżyć się do rekordu życiowego, widziałem że Grzesiek mocno biegnie i miał sporą przewagę, ale postanowiłem trochę powalczyć, pogoda sprzyjała bieganiu, około 18 kilometra pojawiła się szansa na dobry rezultat, z tą nadzieją dobiegłem do 20 km, ostatni kilometr trochę pod górę walczę, później okazało się, że był to najwolniejszy kilometr, ale na mecie czas zbliżony do rekordu, po ukazaniu się oficjalnych wyników rekord pobity o całe 9 sekund, tak mało, ale satysfakcja, że jest nowy rekord po walce bardzo duża. Grzesiek chyba mocno wziął słowa Prezesa do siebie ponieważ z każdym kilometrem biegł coraz szybciej i szybciej aż poprawił rekord o 5 minut. Po biegu, na biegaczy czekały kosze pełne soczystych jabłek i sympatyczny medal w kształcie oczywiście jabłka. Tarczyn będziemy wspominać bardzo dobrze ze względów organizacyjnych, walorów trasy oraz oczywiście nowych rekordów życiowych. 
Janusz Ł. 


wyniki:
Grzegorz Laskowski 1:35:54 - 118
Janusz Łuczyk 1:41:52 - 198


KORONA ZIEMI PRZASNYSKIEJ PODWÓNIE ZDOBYTA PRZEZ BOBRY! 
dodano: 2013.09.15
 
KORONA ZIEMI PRZASNYSKIEJ to cykl 6 biegów w 6 gminach powiatu przasnyskiego organizowanych od kwietnia do wrzesnia 2013 /Rostkowo, Krasne, Przejmy, Łoje, Chorzele, Przasnysz/.Można było biegać na dystansie 1 km, 5km i 10 km. Wszystkie 6 biegów zaliczyli Ania Byczuk na 5 i Staszek Stolarczyk na 10 km. Zawody bardzo sprawnie i z sercem prowadził biegający razem z nami dyszkę Wojtek Winnicki. Poznaliśmy piękną Ziemię Przasnyską oraz nowych biegających przyjaciół. Korona przyniosła nam też sukcesy: Magda Przybysz była 1 na 1 km w Łojach i 2 w Chorzelach, natomiast Ania Byczuk zdobyła 3. miejsce w klasyfikacji generalnej na 5 km /zdj/.Jest pomysł zorganizowania w przyszłym roku Korony Równiny wołomińskiej. Na razie myślimy o formule i terminarzu zawodów, ale jesteśmy dobrej myśli, że to się powiedzie. Nasza Ziemia Wołomińska jest równie piękna, a ponadto bogata w historię, tu urodziło się i mieszkało wielu słynnych Polakow i warto to rozsławić.
--
St.S.

II miejsce bobrów w sztafecie 
w Parku Skaryszewskim
dodano: 2013.09.11
II sztafeta w Skaryszaku 4 x 1758 m w dniu 1.09.2013 r. godz. 9.00
Na sztafetę zaprosił nas zaprzyjaźniony klub z Warszawy ATS aleTEMPO za co im bardzo dziękujemy.
Bóbr Tłuszcz wystawił czteroosobowy zespół w składzie:
1. Leszek Rosa
2. Elżbieta Rosa
3. Adam Żubrowski
4. Grzegorz Laskowski
W sztafecie startowało dzielnie, radząc sobie w deszczowy, wrześniowy poranek 8 drużyn. Deszcz nam nie przeszkadzał. Dobrze się bawiliśmy, a po wysiłku, wspaniała gościnność zaprzyjaźnionej drużyny pozwoliła nam zregenerować się przy ławkowym bufecie - pyszne ciasta upieczone przez członków klubu oraz kanapki, koreczki, przekąski, itp. Otrzymaliśmy oryginalne, lekkie jak liść, medale.
W sztafecie BÓBR TŁUSZCZ - II miejsce - 27:59
I miejsce aleTEMPO - 27:42
III miejsce Biegamy z Ochotą - 29:30
Ela Rosa
fotki niebawem

V Frograce
dodano: 2013.09.07
Kilka lat temu biegłem w takim biegu w Żabieńcu. Przypominam sobie, że było fajnie, ciekawa leśna trasa i bardzo urokliwa polana, na której rozlokowano biuro zawodów. Impreza raczej kameralna, ale ze sponsorami, hummerem Nike i możliwością pobiegnięcia w butach z najnowszej kolekcji tej firmy zupełnie za free . W tym roku postanowiłem sobie przypomnieć jak to się biega w Żabieńcu, a do tego chciałem się sprawdzić na 10km, choćby i w dość trudnych, leśnych warunkach. Wspomnienia mnie nie zawiodły – polana rzeczywiście urokliwa, do tego w jej okolicach cała masa drewnianych wiat, w których można się było rozlokować, rozpalić ognisko czy grilla. Nie powiem, że impreza była kameralna, bo mimo ulokowania w środku lasu, szybko zapełniła się dziećmi, które zjeżdżały się od samego rana na biegi przygotowane również dla nich. Z racji, że przyjechałem z moimi podopiecznymi, byłem dość wcześnie i mogłem napawać się klimatem Żabieńca i okolic. 3 godziny, jakie czekałem na start, minęły naprawdę szybko i nawet nie zdążyłem iść nad pobliską wodę. W pakiecie znalazłem fajnie przygotowaną koszulkę techniczną, a wszędzie czuć było przyjazne nastawienie organizatorów. Wystartowaliśmy z małym opóźnieniem, ale czekanie na strzał nie było jakoś bardzo uciążliwe. Tym razem postanowiłem pobiec mądrze, aby umiejętnie rozpoznać swoje możliwości przed listopadowym Biegiem Niepodległości. Pomny błędów z Biegu Bobra, gdzie na 4km zeszło ze mnie powietrze, postanowiłem ruszyć spokojniej i nadganiać po połowie. Biegło się wyśmienicie i komfortowo. Na 8km czułem, że w tym tempie mógłbym przebiec i półmaraton, dlatego dołożyłem nieco gazu i udało się skończyć z wynikiem o 0,5min. lepszym niż wiosenna życiówka w Milanówku. Na mecie zabrakło mi jednak tego, co każdy biegacz kolekcjonuje z wielką dumą – medalu. Szkoda, ale i tak było warto, bo bieg przygotowany naprawdę profesjonalnie.
Leszek S.

XXX Półmaraton „Szlakiem Walk nad Bzurą”
dodano: 2013.09.03
W niedzielę 1 września wybraliśmy się na XXX Półmaraton ,,Szlakiem Walk nad Bzurą”, który organizowany był w Sochaczewie.
Start zaplanowany na godzinę 10:00. Organizator w związku z obfitymi opadami deszczu przesunął o pół godziny. Tradycyjnie im więcej wody pod nogami tym lepsze nasze samopoczucie (nazwa klubu zobowiązuje) jeszcze bardziej nam się polepszyło usłyszawszy komunikat że jednak nie uda się organizatorowi zorganizować honorowej rundy wokół stadionu po błotnistej nawierzchni w bawełnianych okolicznościowych koszulkach.
Każdy z nas przybył na bieg w innym celu, Rysiek ze względu na swoje uzależnienie 
od połówek, Marcin aby wreszcie polubić ten dystans, Ja natomiast, aby zmusić się 
do mocniejszego akcentu przed Maratonem we Wrocławiu. Cele osiągnęliśmy.
Trasy biegu w Sochaczewie nie można zaliczyć do nudnych, jest kilka wymagających podbiegów zwłaszcza pomiędzy 19 a 21 kilometrem, ilość punktów z wodą zadowalająca, oryginalny medal na mecie. Jedynym minusem biegu był brak oznaczeń przebiegniętych kilometrów.
P.S. W drodze do Sochaczewa bardzo mnie zaskoczyła uczynność Ryśka który przejeżdżając koło radiowozu prowadzącego kontrolę prędkości, widząc nadjeżdżający 
z przeciwnej strony … drugi radiowóz dał mu znać światłami „że stoją” (obydwa samochody oznakowane ).

Wyniki:
miejsce/zawodnik/czas brutto
76 Rysiek Mazurek 01:36:24
122 Marcin Dymiński 01:43:54
123 Adam Lipiński 01:43:55
AdLi

Bobrowe szaleństwo w Tłuszczu, czyli
IV Bieg Bobra za nami
dodano: 2013.08.31
Dziękujemy wszystkim biegaczom za udział w IV edycji Biegu Bobra
Na razie fotki. Relacja wkrótce...
>>>fotki<<< I. i L. Stępień
>>>fotki<<< Marcina D.
Proszę podsyłać linki z fotami: leszekstepien@autograf.pl
Filmik przesłany przez Darka G.

Półmaraton Powiatu Warszawskiego Zachodniego
dodano: 2013.08.25
Do Błoń dotarłem pociągiem bez większych problemów, odbiór pakietu startowego w hali sportowej przepiegł sprawnie i po obowiązowej wizycie w toalecie na 15 minut przed rozpoczęciem byłem gotowy do startu. Pogoda była słoneczna, więc zacząłem się tego słońca obawiać, że za bardzo przygrzeje. Okazało się, że niepotrzebnie, bo oprócz słońca podczas biegu dosyć mocno przeszkadzał wiatr, i bieg pod wiatr pewnie po trosze spowalniał wszystkich. Po bardzo krótkiej rozgrzewce wystartowaliśmy o godzinie 9. Plusem organizacji biegu były poziome oznaczenia kilometrów na asfalcie, fajnie było wiedzieć ile już za nami i porównywać z Garminem. Minusem moim zdaniem było zbyt mała ilość wody w kubkach (około 50-60ml na kubek) i brak wody w butelkach do zabrania ze sobą na punkcie. Miało to wpływ przy spożyciu żelu na 10km (na 8km nie miałem czy popić żelu), gdzie musiałem zatrzymać się przy punkcie i wymieszać żel w ustach z wodą zamiast zrobić to w trakcie biegu i straciłem przy tym kilkanaście sekund. Wystartowałem szybciej niż planowałem (5:06 i 5:13min/km zamiast planowanych 5:20 na pierwszych dwóch kilometrach), potem do 10 km biegłem od 5:11 do 5:03 żeby nadrobić sekundy na przymusowy postój na toaletę i żel na 10 kilometrze. Wtedy to miałem najwolniejszy kilometr w całym biegu (5:28) i następne kilometry wykręcałem już poniżej 5:00 do samego końca: 4:50, 4:56, 4:55 i 4:57. Od 14. kilometra postanowiłem zaatakować (kilometr wcześniej niż według planu, ale czekał na mnie jeszcze drugi żel na 15.kilometrze i wiedziałem, że to mnie spowolni) i od tego momentu (5:08) zachrzaniałem już ile fabryka dała. To była moja próba wytrzymałości i test, czy dam radę walczyć do końca. Dałem radę. Ostanie 4 kilometry były już mega szybkie: 4:46, 4:35, 4:30 i ostatni kilometr do mety tylko 4 minuty 15 sekund. Na ostatnim kilometrze udało mi się wyprzedzić kolegę z klubu, który mnie do klubu wprowadzał i byłem z tego baaardzo zadowolony On biega już dobrych kilka lat a ja od 8 miesięcy i byłem z siebie naprawdę dumny. Półmaraton ukończyłem z czasem 1g 44min 51s, poprawiając tym samym swoją życiówkę sprzed 2 miesięcy aż o 7 minut i łamiąc magiczną granicę 1:45. Po biegu udało mi się jeszcze wygrać w losowaniu nagród bon o wartości 100zł w sklepiebiegacza.pl, który spożytkuję na bardzo potrzebne odżywki, żele i izotonik. To była piękna niedziela!! 

Wojtek J.
wyniki: 
miejsce open/zawodnik/czas brutto
51 STĘPIEŃ Leszek 01:32:41
190 JAKUBOWSKI Wojciech Pruszków 01:44:51
203 DYMIŃSKI Marcin 01:45:53
346 MICHALIK Mariusz 01:55:45


IV Triathlon Siedlecki
dodano: 2013.08.19
Naoglądałem się kiedyś filmów o Ironmanie i zamarzyłem sobie, że kiedyś też zaatakuję ten dystans. Wydawało mi się, że przygotowanie się do prawie 4km pływania, 180km roweru i maraton to coś z czym mogę się zmierzyć po pół roku przygotowań. Jak na razie startowałem tylko w Siedlcach, ale Siedlce, szczególnie ten drugi start, uzmysłowiły mi, że jestem jeszcze mocno cienki. W ubiegłym roku po 50 metrach spędzonych w wodzie rozważałem rezygnację, gdyż zaparowane okulary, ciasność i uderzenia zimna wywołały u mnie mocną panikę. Z wody wyszedłem 3 od końca, ale siłą złości nadrobiłem bardzo dużo na rowerze i podczas biegu. W tym roku byłem mądrzejszy – jako zmarzluch zaopatrzyłem się w piankę, a okulary wysmarowałem płynem do mycia naczyń, który wytarłem tuż przed startem. Sprawdziło się. Pianka, chociaż bardzo prosta, windsurfingowa, dała mi ciepło, okulary działały jak należy, ale moja orientacja w brudnej wodzie już nie. Płynąłem zygzakiem do tego stopnia, że w pewnym momencie odpłynąłem od grupy gdzieś na 30 metrów, a kiedy wychyliłem się, zobaczyłem, jak ratownicy rzucają mi koło, bo myśleli, że rezygnuję. Powiedziałem, że nie i dalej szlaczkami ciągnąłem do mety. Było o 3 minuty lepiej niż rok temu, ale i tak byłem gdzieś 15 od końca. Na rowerze postanowiłem mocno zaatakować. Początkowo szło nieźle i łykałem gęsto kolejnych zawodników. Jednak z kilometra na kilometr trasa stawała się nie do zniesienia. Ostre zakręty i piach powodowały, że trzeba było się mocno sprężać, żeby utrzymać kierownicę. Poza tym czasami musiałem schodzić z roweru i biec z nim, co mocno obciążało mi uda… ale atakowałem i wciąż wyprzedzałem. Pod koniec wyścigu ręce w końcu odmówiły posłuszeństwa i po wjechaniu w dołek wyrwały się z kierownicy, a ja przeleciałem przez rower i wyrżnąłem w glebę. Poczułem ból w kolanie, które ostro zderzyło się z ramą roweru, widziałem mocno przetarty bark i wybity palec, ale w ferworze walki natychmiast ruszyłem z numerem startowym w ręce, bo po upadku wyrwał mi się z paska. W strefie zmian zapomniałem zdjąć kasku i musiałem się cofać, ale w końcu rozpocząłem moją ulubioną dyscyplinę. Po przebiegnięciu kilkuset metrów stwierdziłem z rozgoryczeniem, że nie jestem w stanie biec szybciej niż 4.45/km. Wyprzedzałem ludzi, ale czułem totalną bezsilność i bezład w udach, które po rowerze zupełnie nie umiały przystosować się do biegu. Na mecie czułem się dobrze, ale moje mięśnie skowyczały z bólu i poskręcania, co przy śmiesznym dystansie (400m/10km/3km) mocno mnie zdeprymowało. 
Jeśli idzie o samą imprezę, to naprawdę warta grzechu. Widać, że organizują ją pasjonaci bardzo przyjaźnie nastawieni do zawodników. Zalew Siedlecki nie jest zbyt czysty i uważam, że jest tam zimna woda (ale mi zimno wszędzie). Trasa rowerowa bardzo wymagająca i techniczna, a bieg… tam i z powrotem brzegiem zalewu. Jedyne czego mi brakuje, to medal, który byłby fajną pamiątką, no i może koszulka w pakiecie, ale to już by było za dużo szczęścia. Generalnie impreza super, ale pakiet bardzo ubogi. Fajnie, że wszystko dzieje się na terenie rekreacyjnym Siedlec, bo po zawodach jest gdzie pójść, posiedzieć, podjeść i pobawić się. 
Triathlon Siedlecki uzmysłowił mi, żebym z większym szacunkiem i respektem podchodził do tej dyscypliny, no i niestety to, że na Ironmana jeszcze nie czas…
Leszek S.


Cuda nad Wisłą, czyli Bobrów moc!
dodano: 2013.08.16













Półmaraton Cudu Nad Wisłą nie jest obowiązkowym biegiem w moim kalendarzu. Organizatorzy co rok udowadniają, że uwagi biegaczy mają w głębokim poważaniu i robią swoje. Pamiętam, jak kilka lat temu, podczas temperatury ponad 30 stopni przekonałem się, że pierwszy punkt z wodą jest na siódmym kilometrze. Byłem już nieźle odwodniony i wypicie litra wody poskutkowało tym, że ledwie dotarłem do mety o własnych siłach. Poza tym kąśliwe uwagi stojących w korkach kierowców i stres czy zamkną szlaban czy nie. Z drugiej jednak strony trasa jest naprawdę urokliwa. Za przemawia również fakt, że spotkać tu można całą masę znajomych i jest z kim nawiązać rywalizację. W tym roku załapałem się w opcji Last Minute, bo opłata 100zł dla spóźnialskich wydawała mi się zdecydowanie przesadzona. Na kilka dni przed biegiem znalazłem ogłoszenie na stronce Rebusów i jakoś udało mi się wkręcić po pierwszej stawce. W tym trasa wiodła z Ossowa do Radzymina. Obawiałem się mega kolejek po pakiety, ale wszystko poszło nad wyraz sprawnie i szybko. Po strzeleniu kilku fotek z bobrami, ustawiliśmy się na linii startu. Zapobiegawczo napiłem się wody i wziąłem ze sobą butelkę, chociaż ktoś powiedział, że picie będzie szybko. Wystrzał startera i ogień. Początkowo biegliśmy w dość dużej grupie bobrów. Widziałem tylko, że do przodu wystrzelili: Rysiu, Janusz i Grzesiu. Po 2km postanowiłem delikatnie przyśpieszyć i po jakimś czasie udało się dojść Grześka. Rysiu i Janusz znikli gdzieś z moich oczu i dopiero przyuważyłem ich gdzieś na 5, 6 km. Całe szczęście, że miałem ze sobą wodę, bo oczywiście na trasie panowała posucha. Za rondem, po siódmym km. Zauważyłem 2 ludzi z obsługi, z których jeden miał kubki z wodą, a drugi gąbki. Traf chciał, że nie trafiłem ręką w kubek i wziąłem tylko gąbkę. Nie chciałem się wracać, ale czułem, że mogę słono za to zapłacić. Na szczęście pojawiła się moja siostra, która poratowała mnie wodą. Między Majdanem, a „Stolarką” złapałem świetny rytm, udało mi się dojść Janusza i parłem z dzidy w kierunku Rysia. Za torami na drodze z daleka zamajaczył mi wielki transparent Bobrów. Po podbiegnięciu okazało się, że sam szef, Stasiu, przyjechał, aby nas zdopingować. Wyprostowałem sylwetkę, wydłużyłem krok i przemknąłem koło Stasia niczym górska antylopa :). Niestety gdzieś pod Czarną wytraciłem impet, a Rysiu wyraźnie zaczął mi odchodzić. Na mecie miałem minutę straty za harpaganem Rysiem, ale ku mojemu zdziwieniu zauważyłem, że wyrównałem swoją życiówkę. Wow, jak to możliwe, skoro nie ma formy, a kg przybyło…Na mecie było super – pakiety, zupka, wszystko naprawdę fajnie zorganizowane. W tym roku bardzo mi się podobało, nie licząc punktów nawadniających, których jest zdecydowanie za mało i zdecydowanie było przy nich zbyt mało osób.

Wyniki:
miejsce/zawodnik/czas brutto

53 MAZUREK Ryszard 01:32:21
54 STĘPIEŃ Leszek  01:33:16
62 MARCZAK Janusz 01:34:19
98 BOGUSIEWICZ Tomasz 01:39:44
117 LASKOWSKI Grzegorz 01:41:26
120 GOTOWIEC Darek 01:41:48
121 PRZYBYSZ Marek 01:41:49
128 ŁUCZYK Janusz 01:42:09
143 DYMIŃSKI Marcin 01:44:36
146 WYSZYŃSKI Grzegorz 01:45:04
181 PAŹ Jacek  01:49:16


Korona Ziemi Przasnyskiej - Chorzele
dodano: 2013.08.07

Nadeszła Niedziela. Dzień wyzwań. Upał, długa droga do pokonania samochodem i bieg…. nikt nie jest tak szalony (prócz nas) by jechać w taki upał na bieg. No ale cóż jak to się mówi „dla bobra chcącego, nic nie ma trudnego”. Jesteśmy niepokonani! Gdy dojechaliśmy, zmęczyliśmy się odpoczynkiem (no cóż, klima robi swoje :P), okazało się, że do startu została nam jeszcze 1 niepowtarzalnie długa, męcząca, upalna godzina. Kiedy minęła p. Stanisław złapał mnie za rękę i powiedział żeby dzisiaj wyjątkowo nie stosować się do jego zasady. Czyli biec tylko super szybko ale lepiej nie przyspieszać. Było Ok. zastosowałam się do jego rady i drugie miejsce miałam jak w banku  Chwilkę potem przybiegła Ania M. i zaraz po nas startował bieg na 10 oraz 5km. Czekamy i czekamy na Anię B. i coś długo jej nie ma. Patrzymy i  widzimy pierwszego p. Stanisława, który biegł na 10km. Do głowy przychodziły nam już czarne myśli (Co się stało że Ani jeszcze nie ma!? Może coś wydarzyło się na drodze!?) Ale patrzymy i tuż za naszym „Ojcem Boberków” biegnie, zmęczona, ale biegnie – Anna B. Nasza załoga cała i szczęśliwa dotarła do mety. Każdy na tym biegu poczuł głód., więc poszliśmy po kiełbaski. Bieg ten, można zaliczyć do szczęśliwych. (P. Stanisław nie był ostatni, Ania B. dobiegła do mety, Ja zajęłam 2 miejsce, Ania M. wylosowała czapkę, wszyscy doczekali się po biegu pysznych kiełbasek ;))

Magda Przybysz

Bieg o Złote Kierpce
dodano: 2013.08.07
Korzystając z urlopu postanowiłem pełną piersią wystartować w Biegu o Złote Kierpce, który odbywał się w Szczyrku w Beskidzie Śląskim. Bieg z centrum miasta prosto w górę, niebieskim szlakiem na Skrzyczne 1257m npm (szczyt zaliczany do Korony Gór Polskich). Nie byłem w szczytowej formie. Pobiegłem bardziej z ciekawości, jak to jest biec cały czas pod górkę, w duchu braterskiej rywalizacji. Na starcie spiekota i żar lejący się z nieba nie wyzwalała jakiejś nadzwyczajnej atmosfery biegu. Miłym zaskoczeniem było być zauważonym przez starszego zasłużonego biegacza p. Edwarda Kurka (biegowego druha naszego Stasia), który widząc moje barwy klubowe od razu zagadał, że "muszę być od Stasia Stolarczyka". Znowu koszulka "zrobiła swoje" i sprawiła, że ludzie stali się bliżsi, a świat stał się mniejszy (Stasiu masz pozdrowienia!). W trakcie biegu do wysiłku dokładał się piekielny upał nawet w cieniu nie dawało się wytchnąć. Łącznie ze mną wielu sprowadziło to do pionu, a raczej głębokiego skłoni i zamiar biegu było wczłapywanie. 7 km wydawało się nieskończenie długie (tym bardziej wielkie brawa dla naszego herosa Grzesia Laskowskiego, za te 42km w Karkonoszach!). W końcówce dopingujący ludzie wykrzesali ze mnie resztkę sił. Arbuz i izotonik na mecie postawił mnie na nogi. Wadą biegu był brak medali, kiepska organizacja i badziewny pakiet startowy pakiet startowy (35zł). Była loteria drobnych nagród (szkoda, że nie na szczycie), ale ja wolałem dłużej napawać się na wierzchołku piękną panoramą, by potem zbiec ze szczytu, tym razem z lekkością kozicy.
Marcin D.

X MISTRZOSTWA KLUBU ,,LECHITÓW,, W TRIATHLONIE  ZIELONKA 2013

.....czyli historia pewnej koszulki...

 

…startować, nie startować, dasz radę przepłynąć, nie dasz rady przepłynąć…. to po co wstawałeś z rana i przyjeżdżałeś. Pogadałem ze sobą jak stary schizofrenik. Podszedłem do stolika i zapisałem się, nakreślono mi flamastrem 8 na ramieniu. Klamka zapadła. Przygotowałem się do pływania… kąpielówki, okulary i kilka głębszych wdechów (tak dla dodania sobie odwagi ) Rower wisiał na stojakach, obok koszulka, spodenki, skarpety, buty i telefon z numerem do organizatorów( tak na wszelki…)Pasjonat triathlonu i główny ,,winowajca,, imprezy p. Bogdan Krysiński zrobił odprawę wyjaśniającą zasady i szczegóły dotyczące przebiegu trasy. Pierwsze pływanie 1,5 km trzy pętle oznakowane beczkami w seledynowych mundurkach. Widoczne wyśmienicie. Następnie 40 km rowerem. Trasa na mapce wyglądała trochę zawile...ale znaki na słupach i asfalcie miały nas prowadzić bezbłędnie. Ostatni etap to 10 km biegu. Sześć pętli x 1600 m +mała nawrotka . Po odprawie wstąpiło we mnie więcej wiary. Poznałem też nowego kolegę Wojtka, który podobnie jak ja startował w triathlonie olimpijskim po raz pierwszy. A nic nie dodaje tak otuchy jak myśl że jest ktoś w podobnej sytuacji jak ty. Wszyscy uczestnicy startujący indywidualnie jak i drużynowo ustawili się na starcie w wodzie. Znając swoje możliwości zamykam tyły. No i zaczęło się START !!! Woda zawrzała. Machina ruszyła. Emocje chyba dały upust mojej fantazji bo przez parę metrów płynąłem nawet kraulem ale po chwili wróciłem na ,,ziemio-wodę,, i płynąłem żabką swoim rytmem …wdech, zanurzenie, żabcia, wydech …. beczka bliżej …wdech, zanurzenie, żabcia, wydech … beczka bliżej. Dopiero na trzecim okrążeniu poczułem że woda jest miejscami zimna a miejscami ciepła. Ale co tam płynęło mi się wybornie a co najważniejsze nie czułem zmęczenia. Mimo to tempo chyba zaczęło spadać bo starszy pan za którym płynąłem na ostatniej prostej szybciej się oddalał niż mi przybliżała kolejna beczka. Pływanie ukończone .Wdrapuję się na skarpę i do parku rowerowego na przebranie. Tu ,, zaowocował ,, brak mojego doświadczenia. Nogi oblepione w liściach patyczkach i piachu a ja ani miseczki z woda ani ręcznika. No cóż trzeba było nózie otrzepać co z grubsza… skarpety, spodenki, koszulka i w drogę. Trasa prowadzona była przy otwartym ruchu tak, że obowiązywały nas wszystkie przepisy ruchu. Zwracając uwagę na kredowe strzałki na asfalcie i tekturowe na słupach udało mi się pokonać pierwszą pętlę bez błądzenia. Średnia prędkość jaką udało mi się utrzymać to 28 km/h. Mimo, że nawadniałem się i uzupełniałem kalorie czułem, że sił ubywa z każdym pociągnięciem pedałów. Żar z nieba i nagrzany asfalt dodatkowo potęgowały uczucie osłabienia. Na drugim okrążeniu wypadła mi butelka z wodą którą przejechał jadący za mną samochód. Źródełko wyschło a do mety ok 10 km. Tempo nadal spadało i z trudnością utrzymywałem 26 km/h… Docieram do punktu zmian. Odstawiam rower i czuję, że nogi są jak kołki. Zaczynam biec a raczej próbuję wykonywać ruchy przypominające tę czynność. Pierwsze okrążenia to mordęga fizyczna i psychiczna… i dobiega się czasami do momentu w którym pytamy się samych siebie PO CO TO ? …mogłeś siedzieć w wygodnym fotelu przed telewizorem popijając chłodny napój ze szklanki z parasolką… a ty człapiesz i jeszcze do tego drzewa… i jeszcze za ten mostek… i jeszcze jedno okrążenie. Targujesz się ze swoim organizmem jak mamusia z małym dzieckiem ( jeszcze jedna łyżeczka za babcie, za dziadziusia…) i nadal człapiesz noga za nogą. W końcu jest META! Czar z szklanego ekranu znika bo to tu toczy się prawdziwe życie a najlepszy drink nigdy nie będzie smakował tak wyśmienicie jak kubek wody podany podczas biegu. Leżałem za metą i było mi błogo. Żegnając się z uczestnikami i organizatorem dostaję koszulkę którą rozemocjonowany pokazuje w domu i słyszę tylko przelotne … no fajna. Nie zobaczyli w niej walki, słabości, upadku, podniesienia, słoneczka, potu, wytrwałości i radości. Bo i skąd mieli o tym wiedzieć. Może teraz koszulka + ta krótka historia pozwoli wam łaskawszym okiem spojrzeć na coś co dla jednych jest zwykłym kawałkiem materiału, dla drugich jest niezwykłym kawałkiem pięknego życia.
P.S. Impreza na debiut wyśmienita, bardzo przyjacielska atmosfera, nie pozostaje mi nic innego jak organizatorom pogratulować a was zachęcić do startu. 

Rysiek

 

>>>video relacja z TV Zielonka<<<

Maraton Karkonoski
dodano: 2013.08.05
Niesamowitych wręcz rzeczy dokonał nasz klubowy ultras - Grzesiu, który w czasie 05:52:51 przy pełnym żarze słonecznym ukończył jeden z najtrudniejszych maratonów w Polsce. Czekamy na relację i fotki...
Puchar Maratonu Warszawskiego - 20km.
dodano: 2013.08.04
Puchar Maratonu Warszawskiego to cykl biegów, mający na celu przygotowanie biegaczy do królewskiego dystansu, który odbywa się we wrześniu w Warszawie. Cykl składa się z 5 biegów, a każdy następny jest o 5km dłuższy od poprzedniego, z czego pierwszy organizowany jest na dystansie 5km. Niemal wszystkie biegi (prócz pierwszego) organizowane są w lasach i odbywają się po 5km pętlach. Zawodnicy nie otrzymują żadnych medali, ani pamiątkowych koszulek, ale prowadzony jest ranking – na każdym biegu zdobywa się punkty i dla najlepszych są bodajże jakieś nagrody. W tym roku podniesiono nieco wpisowe (20PLN), głównie z powodu wprowadzenia elektronicznego pomiaru czasu (chociaż matę widziałem tylko na mecie). Można by powiedzieć, że zawody mają charakter kameralny, gdyby nie dość spora ilość biegaczy (niemal tyle co w Falenicy). Niedzielny bieg był już 4 z kolei i odbywał się na dystansie 20km. W tym roku był to dla mnie pierwszy bieg z tej serii, ale biegłem już w latach ubiegłych i trochę dziwię się, że nigdy nie spotkałem tu żadnego bobra, bo impreza jest naprawdę fajnie zorganizowana. Co 5km jest bufet dobrze zaopatrzony w wodę i power rade, na mecie każdy dostaje dwie butelki z płynami oraz batona, a na koniec jest losowanie nagród, których jest naprawdę sporo (książki, koszulki, koszulki techniczne adidasa, czapka, plecak, prenumerata „Biegania”, a także Adidas Micouach. Osobiście niczego w sobotę nie wylosowałem, ale w poprzednich edycjach prawie zawsze przyjeżdżałem do domku z jakimś gadżetem. Trasa przebiegała piaskową drogą w lesie za Centrum Zdrowia Dziecka i była dobrze oznaczona, prawie zupełnie płaska, prócz 2 małych podbiegów na kółko. Niewątpliwym mankamentem była temperatura oraz fakt, że z wysuszonej drogi unosił się kurz, który trzeba było wdychać na dość sporym odcinku, Poza tym wszystko dopięte jak należy. Polecam ten bieg. W tym roku będzie jeszcze jedna edycja na 25km.
Leszek S.
Bieg Powstania Warszawskiego
dodano: 2013.07.28


Bieg Powstania Warszawskiego to dla mnie obowiązkowa pozycja w wakacje i to nie dlatego, że można tam robić życiówki (bo o to ciężko), ale ze względu na specyficzny klimat. Bieg odbywa się w późnych godzinach wieczornych, w trakcie których Warszawa staje się magicznym miejscem. Przed wyścigiem można zobaczyć walki powstańcze w wykonaniu grup rekonstrukcyjnych oraz posłuchać pieśni z okresu II wojny światowej. Głównym jednak celem, dla którego jest to dla mnie pozycja obowiązkowa, jest możliwość złożenia hołdu poległym w trakcie tych tragicznych dni oraz tym nielicznym, którym udało się dożyć naszych czasów. Trasa, podobnie jak w latach poprzednich, składała się z pętli po 5km i w zależności od dystansu można ją było pokonać jedno lub dwukrotnie. Mimo późnej godziny, słupek rtęci w termometrze wskazywał bardzo wysoki poziom, kiedy bobrom, przynajmniej w części udało się spotkać przed startem biegu na 5km. Kilka fotek i start. Pierwsza pętla poszła dość gładko, szczególnie uwielbiam zbieg w stronę Wisły, na którym można rozwinąć prędkość, a dodatkowo motywujący jest odgłos walk nadawany z głośników, co wytwarza nieopisany wręcz klimat. Bieg wzdłuż Wisły to bajeczka, no i w końcu podbieg, ciężkawy, ale wydaje się sporo krótszy od zbiegu, także można go przeboleć. Po pierwszym kółku było już ciężko, ale szklanka wody na głowę i jeden łyczek dały energii na drugie okrążenie. Tym razem napawałem się kibicami na Starym Mieście. Jeszcze tylko zbieg, długa prosta, wspinanie się i… meta. Pobiegłem tak jak chciałem, plan został wykonany. Start po 2-miesięcznej przerwie i to w takim biegu – bezcenne. Dzięki, bobry i dzięki Marcin, że chciało Ci się specjalnie przyjechać, żeby robić fotki.

Leszek S.

wyniki 10km:
miejsce/zawodnik/czas
215. Józef - 42.25
291. Grzegorz Laskowski - 43.31
416. Leszek Stępień - 44.44
585. Janusz Łuczyk - 46.09
924. Darek Gotowiec - 48.29
3174. Stanisław Stolarczyk - 1.00.48
3745. Mariusz Koperski - 1.06.29

wyniki 5km.
109. Bogusiewicz Tomasz - 20.48
676. Maciej Puławski - 27.14
1339. Magda Przybysz - 31.17
1343. Anna Byczuk - 31.18
1358. Artur Dzięcioł - 31.24
1361. Izabela Dutkiewicz - 31.25
1728. Tomasz Byczuk - 34.04

II Bieg Morskie Oko

dodano: 2013.07.22

Sezon urlopowy w pełni ale od czasu do czasu warto przewietrzyć buty biegowe i płuca (mówię o sobie) i pojechać na bieg . Dlatego Ja, Ania i Staś wystartowaliśmy w II Biegu Morskie Oko. Nie było to Zakopane, ale Mokotów w Warszawie. Trasa biegła w parku wokół jeziorka (2 pętle) , wąskie alejki prowadziły na liczne wzniesienia które nie wróżyły dobrych czasów . Mimo wszystko na mecie okazało się , że każdy pobił swoje dotychczasowe czasy na dystansie 5 km . Impreza była fajna szkoda tylko, że nie w górach.
 

 

 

 

Tomasz B.

Maraton Gór Stołowych

dodano: 2013.07.21

 

Na niewątpliwą uwagę zasługuje wyczyn Eli oraz Leszka, którzy ukończyli Maraton Gór Stołowych, jeden z najtrudniejszych górskich maratonów w Polsce. Leszku, Elu, czekamy na fotki i relację.

 

wyniki:

438 ROSA Leszek 07:45:43

Świder Trial Marathon

dodano: 2013.07.21

 

Witam wszystkich .
Sobotni bieg w Świdrze zaliczam do biegów śmiechu - zaraz się dowiecie dlaczego. Stasiu, Ty na pewno wiesz już o co chodzi . Pobiegłem na 5tkę... Startujemy wąsko, myślę sobie brak szans na wyprzedzenie kogoś. ale po pokrzywach i lekkich krzakach udaje się wziąć parę osób; kłody, lekkie gałęzie, ale spoko, jest fajnie. Po 2km myślę, zaraz trzeba zawracać i się zaczyna… na punkcie z wodopojem pytam się: dalej czy zawracamy, a dziewczyna mi macha, prosto, bynajmniej tak to odczytałem z jej gestu ręką i pobiegłem jak szalony, hihihihihi, ale co odwracam się, nikogo za mną nie ma; co jest, myślę, tak szybko biegnę? Po chwili zastanowienia już wiedziałem co jest, po prostu jestem ostatni, ale nie dawałem za wygraną i nawrotka z powrotem. Po następnych 2km wpadam w dróżkę i widzę jak biegną na mnie inni i krzyczą, że to nie w tym kierunku, inni też pobłądzili hihiihihhi, cały czas śmiech, ale również padały słowa bardzo wulgarne do organizatora za oznaczenie trasy - oczywiście z ust innych. W końcu dobiegłem do mety i zamiast 5ki zrobiłem ponad 6km, powiem jedno, nie byłem ostatni . Stasiu, ja również lubię tan bieg, ale jedno jest pewne, w przyszłym roku na pewno ktoś dołączy do naszego grona zagubionych Bobrów .

Kruciak

 

Reprezentowali nas:

Janusz Łuczyk

Grzegorz Laskowski

Marcin Dymiński

Mariusz Michalik

Mariusz Koperski

 >>> fotki Marcina <<<

Korona Ziemi Przasnyskiej - KRZYNOWŁOGA MAŁA

dodano: 2013.07.07

Opowiem wam bajkę a raczej bobrową przygodę. No więc siódmego, siódmego roku trzynastego cała rodzinka bobrów razem z nowymi boberkami wybrała się by pokonać kolejną trasę "Korony Ziemi Przasnyskiej". Tym razem znajdowała się ona w Krzynowłodze Małej. Od samego rana dopisywała nam pogoda oraz humor. Przez całą drogę śpiewaliśmy, recytowaliśmy różne wiersze i opowiadaliśmy kawały XD. Widzieliśmy też parę bocianów. W końcu dotarliśmy na start gdzie czkały już na nas gotowe pakiety startowe. Zaparkowaliśmy samochody i wyszliśmy z wozu, króciutka rozgrzewka przed startem i oczywiście niesamowite emocje. Nagle usłyszeliśmy głos organizatora. Wszystkie dzieci proszone są na start! Podbiegliśmy a było nas młodych bobrów sporawo a dokładniej pięcioro. Jeszcze minutę przed startem powtórzyliśmy sobie z uśmiechem zasadę biegania naszego "Guru" P. Stanisława Stolarczyka która brzmi tak: Na początku biec jak najszybciej z całej siły a potem to już tylko przyspieszać START!!! Było ostro. Nasz pierwszy boberek zmieścił się w pierwszej 10 w dodatku byłam to ja - Madzia. Chwilę po niej pojawiły się kolejne bobry: Ania, Julia i nasz najmłodszy Tłuszczański zawodnik Szymek Z dumą odebraliśmy nasze medale. Zaraz po Dzieciakach startowała dyszka i piątka. Wszyscy mieli przyklejony uśmiech, normalnie tak jak z torebki na budyniu. Wystartowali....!!! Na nasze bobry nie trzeba było długo czekać. Chwila moment pół godziny... no nawet nie pół i już pojawiają się nasi uczestnicy. Łukasz, Ania B., Ania P. oraz nasz nowy członek załogi
Janusz M. Wszyscy w tym samym czasie wbiegli na metę i jak przystało na bobrową tradycję złapali się za ręce. Parę minut po nich przybiegli nasi dziesiątkowcy czyli Marek P. i Stanisław S. Po biegu poszliśmy na pyyyyszne kiełbachy z świeżutkimi bułeczkami. Kolejny raz nasza załoga spisała się na medal no a raczej 11 medali. By zapełnić czas w którym czekaliśmy na rozdanie nagród, szukaliśmy ósmego koloru tęczy... Czas szybko nam zleciał. Rozdanie nagród Juuuuuupi!!! Kategoria dzieci. Bla, bla, bla, bla, i nagle słyszymy 1 miejsce z dziewczyn zajmuje Magdalena Przybysz!! Wszystkie Bobry zaczęły krzyczeć Magda!, Magda! i bić brawo. Były to nieziemskie emocje nie do opisania. Potem chwilkę poczekaliśmy i nasz Bóbr odebrał nagrodę za najstarszego biegacza. (W tym biegu, żeby nie było) I tak kończy się nasza przygoda. Do domu wszyscy wróciliśmy zadowoleni. Teraz czekamy na kolejny bieg z tej serii HEUHEUHEUHEUHEH

 

Magda Przybysz

>>>fotki<<<

Półmaraton Tradycji w Adamowie
dodano: 2013.07.01

LAS GUŁOWSKI - miejsce to do biegów wybrano nieprzypadkowo. Od zawsze był on świadkiem ważnych wydarzeń. Począwszy od walczących powstańców styczniowych, następnie żołnierzy w 1939r. dowodzonych przez gen. Kleeberga. Spotkamy tam też tablice świadczące o licznych egzekucjach na okolicznej ludności. W lesie tym szukali też schronienia prześladowani unici. Trakt którym pielgrzymowali do sanktuarium w Woli Gułowskiej nazywany jest Drogą Unitów Podlaskich. Tam też na wielkiej polanie miłośnicy biegania z miejscowego klubu V-Max Adamów zorganizowali zaplecze biegowe. Polana zgromadziła namioty biura zawodów, obok drewnianych wiat stał potężny grill na którym przygotowywano smakołyki. Była też straż pożarna i opieka medyczna, a co najważniejsze, sielska rodzinna atmosfera. Jako że bieg odbywał się w godzinach wieczornych panował przyjemny chłód. Na starcie stanęło stu zawodników. Trasa prowadziła po leśnych dróżkach przebiegających po części przy ważnych historycznych miejscach. Wstępnie założyliśmy, że biegniemy na czas ok. 1:45… realizacja planu podczas biegu przebiegała na tyle skutecznie że Marcin w locie zrywał poziomki :)…. i nas częstował. Były naprawdę pyszne. Na metę wbiegamy razem i całej naszej trójce odnotowując czas 1:43:00. Po biegu biesiada na całego. Jedzenie w ilościach „nie do przerobienia’’ kto nie kierował i chciał uzupełnić kalorie płynne, serwowano mu piwo. Była też możliwość zaopatrzenia się w lokalny wysokoprocentowy trunek „własnej roboty” :) i tu też trzeba podkreślić, iż bardzo dobrze że w tym temacie tradycja jest kultywowana :). Podsumowując krótko. Impreza w takich „klimatach ‘’ to esencja biegania.

Rysiu

>>>fotki<<< Marcina
Irena Women's Run
dodano: 2013.06.26
W niedzielę 23 czerwca 2013 r. w Warszawie odbył się bieg kobiet Samsung Irena Women’s Run, na dystansie 5 km, którego ideą jest zachęcenie wszystkich kobiet do aktywnego wypoczynku i dbanie o własne zdrowie. Co roku w biegu startują zarówno panie uprawiające ten sport regularnie, jak i te, które dopiero rozpoczynają z nim swoją przygodę. Impreza pod patronatem Ireny Szewińskiej – najwybitniejszej lekkoatletki w historii Polski, która ma na swoim koncie 3 złota, 2 srebra i 2 brązy Igrzysk Olimpijskich.
Tłuszczańskich biegaczy reprezentowały w tym biegu dwie zawodniczki : 
Anna Byczuk i Anna Przybysz. Jedna już doświadczona a druga jeszcze nowicjuszka. Oto ich relacja:

Niedzielny poranek powitał nas chmurami i ulewnym deszczem. Ale to nas wcale nie zniechęciło, wyruszyłyśmy dziarsko do stolicy. Wraz z upływem kilometrów pogoda poprawiała się i już za Tułem przestało padać i zaczęło się przejaśniać. Jeszcze w drodze organizator biegu poinformował nas, że wszystko jest gotowe, świeci słońce i czekają na nas. 
Dojechałyśmy szczęśliwie na Stadion Agrykoli, gdzie już rozpoczęła się impreza, a płyta stadionu stawała się coraz bardziej turkusowa od koszulek zawodniczek. Otwarcie biegu przez Panią Irenę Szewińską i rozgrzewka – 1 700 kobiet ćwiczących w rytmach zumby – niesamowity widok. Bardzo miła i sympatyczna atmosfera, fajna muzyka, znane aktorki i celebrytki m.in. Grażyna Wolszczak, Aneta Zając, Paulina Holtz, Marysia Sadowska i wiele innych, które swoim uczestnictwem zachęcały wszystkie kobiety do aktywnego spędzania czasu. No i prowadzący – jak przystało na babski bieg – Przemysław Babiarz i Grzegorz Kułaga. 
Około południa podążyłyśmy na linię startu. Po drodze wypatrzyłyśmy idącą w naszym kierunku Panią Irenę i nie mogłyśmy nie skorzystać z okazji do wspólnej fotografii (rezultat w załączniku). Po krótkim oczekiwaniu w rytmach muzyki i przy gorącym dopingu prowadzących, wystartowałyśmy ! Najpierw alejkami Łazienek Królewskich, Belwederską, Al. Ujazdowskimi, Piękną, Myśliwiecką z powrotem na stadion Agrykoli. Na trasie biegu czekały na nas atrakcje muzyczne m.in. Young Varsovia Quintet, Marcin Masecki piano na Meleksie oraz dwie grupy bębniarzy. Mimo strasznego upału, podbiegu na Belwederskiej i dosyć tłocznej trasy dotarłyśmy do mety z czasem 33:44 i 33:47. Na mecie czekały na nas piękne srebrne medale i małe co nieco na wzmocnienie ( baton i woda). Można było również napić się kawy a nawet skorzystać z profesjonalnego masażu. 
To był nasz pierwszy taki babski bieg, ale myślę, że nie ostatni. Impreza bardzo dobrze zorganizowana, miła atmosfera i wiele uśmiechniętych twarzy  no i rekord frekwencji 1.626 kobiet na mecie biegu. Tak więc kochane Panie – Zachęcamy do biegania – Naprawdę warto !!!


Ania P.

I Półmaraton Radomskiego Czerwca
dodano: 2013.06.24
W niedzielne przedpołudnie 23.06.2013r. w liczbie sześciu osób gościliśmy na 1 Półmaratonie Radomskiego Czerwca. Chociaż bobry lubią podmokły teren to jednak obfite opady deszczu przed biegiem troszeczkę nas przestraszyły. Pozalewane ulice oraz gejzery wodne unoszące się nad studzienkami mogły przyczynić się do odwołania biegu. Jeden Rysiek - optymista, ze spokojem i uśmiechem stwierdził, że się wypogodzi i bieg się odbędzie. Jak się później okazało miał rację. (trzeba słuchać starszych kolegów:-))
Z powodu opadów deszczu pierwotnie zaplanowany start na godz. 10.00 przesunięto na godz. 11.00. Trasa posiadająca atest PZLA wiodła ulicami Radomia, dość szybka z niewielkimi podbiegami. Dobrze widoczne oznaczenia kilometrówek, punkty z wodą oraz kurtyny wodne to plusy debiutującego biegu. Warto wspomnieć o bębniarzach zagrzewających nas do walki na trasie biegu.
Jednak największe wrażenie zrobił na mnie i na kolegach również, stadion z niebieską bieżnią. Była to spora frajda móc finiszować na stadionie jak prawdziwy lekkoatleta, gdzie po biegu czekał na nas masaż wykonywany przez piękne dziewczyny. Szkoda, że zabrakło Marcina naszego ulubieńca i człowieka propagującego nowe techniki biegowe:-).
Bieg udany również z powodu wyników, kilku z nas poprawiło swoje życiówki na tym dystansie.

Adam Ż.

Wyniki:
Ryszard Mazurek 1:32:56
Adam Żubrowski 1:34:22
Dariusz Gotowiec 1:42:06
Adam Lipiński 1:46:34
Wojciech Jakubowski 1:51:49
Jacek Paź 1:56:29

>>>fotki<<< trzaskał, zebrał i zgromadził Wojtek J.
Korona Ziemi Przasnyskiej-Jednorożec
dodano: 2013.06.23







kilka fotek >>>tutaj<<<
Niedziela , pochmurno, pada deszcz, jednym słowem wspaniała pogoda dla bobrów. Zabieram Stasia oraz dwie nowe sympatyczne boberki Anię Malinowską i Magdę Przybysz na kolejny bieg korony przasnyskiej, tym razem do leśniczówki Przejmy w gminie Jednorożec . Całą drogę lało , zapowiada się hardkorowo, cała trasa przecież w lesie (dziewczyny się śmieją ,że dobrze mieć chociaż sportowe gumowce).Na miejscu okazuje się ,że nie taki diabeł straszny ,deszcz przestał padać, opadła mgła a naszym oczom ukazała się piękna polana z leśniczówką, dużym boiskiem oraz kilkoma placami do zabawy dla dzieci a wszystko to w otoczeniu wiekowych drzew . Po ochłonięciu poszliśmy do biura zawodów, które mieściło się w starej drewutni , miła pani z obsługi biegu wręczyła nam pakiety startowe oraz porcje szczerego uśmiechu . Szybka rozgrzewka,szybkie zdjęcia i nasze dziewczyny wystartowały w las zmierzyć się z dystansem jednego kilometra . Nie spadło dużo szyszek z przasnyskiego boru a tu ku naszemu zdziwieniu na metę wbiegają nasze boberki roześmiane od ucha do ucha , no cóż wspaniały wynik grubo poniżej 5 minut . Owacje, uściski, medale dzieciaki szczęśliwe . Przyszła pora na nas . Spieliśmy się ze Stasiem i hajda w las . Trasa typowo przełajowa, gęsty las ,błoto ,łąka,mżący deszczyk i o dziwo brak bzyczących komarów .Znów spadło kilka szyszek w borze a ja doczłapałem się do mety z dobrym jak dla mnie czasem poniżej 30 minut . Kolejne szyszki i z dziesiątki powrócił Staś z uśmiechem na twarzy, czas około 1 godziny . Po biegu oczywiście uczta z grilla, którym zarządzał sam wójt z małżonką ,można było się najeść do syta .Po uczcie wręczenie upominków dla najlepszych biegaczy oraz zaproszenia na kolejny bieg korony, tym razem w Krzynowłodze Małej . Na koniec podziękowania dla naszej paparazzi Moniki Przybysz, która też biegała, ale z aparatem fotograficznym . Dzięki wójcie (ucieszył się jak zobaczył BOBRY) za zorganizowanie wspaniałych zawodów i do zobaczenia w kolejnym biegu .

Tomek B
VI Bieg Marszałka – Sulejówek
dodano: 2013.06.17


Na zorganizowanym 15 czerwca 2013 w Sulejówku VI Biegu Marszałka Tłuszcz reprezentowała silna, 12-osobowa drużyna biegaczy w składzie:
ANNA BYCZUK, LIDIA CZAJKOWSKA, DAREK GOTOWIEC, KAROLINA LASKOWSKA, GRZEGORZ LASKOWSKI, ADAM LIPIŃSKI, JANUSZ ŁUCZYK, JANUSZ MARCZAK, JACEK PAŹ, ANNA PRZYBYSZ,
MAREK PRZYBYSZ oraz STANISŁAW STOLARCZYK.
Biegacze z TKS Bóbr drużynowo zajęli wysokie 6. miejsce. Pierwszym tłuszczaninem na mecie był Janusz Marczak – biegnący z numerem 233 z czasem 41:57. Na dystansie 3000 m, w Memoriale im. Haliny Zielińskiej, pierwsze miejsce w kategorii K20 zajęła Karolina Laskowska z czasem netto 21:17.
Piękny przykład dla wszystkich tych, którzy nadal się wahają czy zacząć biegać dał wojewoda mazowiecki – pan Jacek Kozłowski, biegnący z numerem 1. W tegorocznej edycji biegu znaczący udział mieli przedstawiciele służb mundurowych – żołnierze i strażacy. Biegacze rozpoczęli trasę startem honorowym przy dźwiękach hymnu państwowego w wykonaniu Orkiestry Wojska Polskiego.
Pogoda dopisała, a organizatorzy, sponsorzy i patroni kolejny już raz stanęli na wysokości zadania. Na biegaczy i dopingujących czekało na placu szkolnym wiele atrakcji - w tym m.in. występy na scenie, wojskowy namiot z pamiątkami po Józefie Piłsudskim, loteria fantowa, poczęstunek kawowy oraz stoiska ze słodkimi wypiekami - wszystko jednak w wersji zdrowej .
Do zobaczenia na kolejnej trasie!

Agnieszka Paź

Otwarte Mistrzostwa Polski w biegu ulicznym na dystansie 5 km
dodano: 2013.06.17
W VII LOTTO Biegu Ursynowa wystartowało ponad 1600 zawodników z całej Polski. Wśród nich czołówka biegaczy długodystansowych z kraju i zagranicy. Najszybciej trasę 5km pokonał w tym roku Arkadiusz Gardzielewski (w czasie 14 minut i 4 sekund) i to jemu przypadł tytuł Mistrza Polski. W ubiegłym roku Szost wykręcił czas 13.59 ale nie wystartował, gdyż leczy kontuzję po maratonie Orlenu .
Ja osobiście przyczłapałem w czasie około 30 minut . Na moje usprawiedliwienie: gorąco i duszno (nie lubię takiej pogody) no i oczywiście brak treningów (tylko one szlifują formę), ale postanawiam się poprawić w kolejnym biegu .Organizator stanął na wysokości zadania, trasa dobrze oznaczona w napojach można było się kąpać. Do wygrania były dodatkowo koszulki Legii oraz buty NB . W przyszłym roku spróbuję jeszcze raz.
Tomasz B.
Bobrowe Żeremie nad Wisłą, czyli
Triatlon Płocki
W końcu przyszedł długo oczekiwany dzień próby czyli Triathlon w Płocku. Wyzwanie jakim jest triathlon było dla mnie jak i dla Ryśka ciekawym i zupełnie nowym doświadczeniem. Choć dla naszego najlepiej pływającego Bobra-Kamila był to już trzeci do kolekcji triathlon. Dlatego też jako najbardziej doświadczony służył nam radą trenerską i był nam przewodnikiem po zasadach wyścigu. Bieganie: wiadomo łatwizna, miało pójść gładko. Jazda rowerem tym bardziej nie stanowi problemu, bo przecież to moja i Ryśka pasja, ale pływanie? To najsłabszy nasz punkt, któremu poświęciliśmy na basenie co najmniej pół roku jako takiego pływania od podstaw (pod okiem Kamila). Z czasem przepłynięcie 750 m przestało być tak uciążliwe w komfortowych warunkach basenowych. Sprawa wygląda gorzej na otwartym zbiorniku wodnym, kiedy niska temperatura wody i sam obszar może ostudzić zapały najbardziej „napalonych”. Narastał więc niepokój, że złapią nas w wodzie skurcze, bądź łokciem dostaniemy w oko od pływaka obok i stracimy orientację w terenie, tak że wyławiać nas będą bosakami ratownicy z łodzi. Dzień zawodów rozwiał te wątpliwości: temperatura wody 21 C, słoneczko prażące na prawie gołym niebie i świetna atmosfera rozgrzewających się zawodników, zapowiadała przede wszystkim dobrą zabawę. Rowery, kaski obklejone numerami startowymi, chip z rzepą na nogę, opisane numerami czepki, nogi, ręce naznaczały „przyszłego triathlonistę” Dodatkowo w pakiecie fajna koszulka, saszetka i napój. Strefa zmian, gdzie parkowały nasze super przygotowane rowery, a także widok wielu znakomicie przygotowanych pływaków w specjalnych piankach podnosił adrenalinę. Przed startem trzymamy się z tyłu bo można oberwać niechcący z ręki lub nogi, jak się za wolno pływa. Kamil na sygnał startu wypruwa niczym torpeda, a my swoim rytmem, to kraulem, to żabką ciągniemy się daleko z tyłu. Jednak o dziwo kończymy pierwsze okrążenie nawet nie zdublowani. Po drugim okrążeniu nie mamy nawet dużej zadyszki, a sporo jeszcze osób za nami walczyło z żywiołem. Odżywa zacięcie do walki o lepsze pozycje. W minutę wskakujemy na nasze wehikuły i mkniemy średnio 35km/h skarpami i bulwarem wzdłuż Wisły. Coraz zmieniamy się z Ryśkiem na prowadzeniu, świadomie dając sobie zmianę i odpoczywając na „kole kompana”. W tym pędzie, mijamy dziesiątki zawodników i nadrabiamy straty poczynione w wodzie. Rysiek gubi licznik rowerowy, ja napój, ktoś „łapie gumę” Rysiek w locie ratuje go dętką. Po piątym okrążeniu prucia rowerem, odzywa się w końcu zmęczenie, a tu jeszcze przed nami 5 km biegu. Na początku biegu prawie „ścina mnie z nóg” (tzw. bezpośrednie przejście z roweru w bieg), ale stopniowo dochodzę do siebie i cisnę za Ryśkiem. Na 2,5km pętli mijamy się z Kamilem, to dodaje sił – wzajemna braterska motywacja. Jeszcze kilka osób udaje się minąć, ale znaczenie ma już tylko bliskość dopingujących ludzi przy mecie. Z uśmiechami na twarzy i pokaźnymi medalami, gratulujemy sobie na mecie dobrej walki z własnymi słabościami. Dobre jedzonko i nadmiar endorfin szybko postawił nas na nogi.
Triathlon w Płocku po trzykroć polecam przetestować na sobie. W opcji jest też krótsza trasa: 375m-pływania, 8km-rower, 2,5km-bieg.
Aha…żaden z nas Bobrów nie otrzymał od sędziów na trasie ani żółtej, ani czerwonej kartki za przewinienia nie zgodne z regulaminem (a i takie kartki niektórzy zawodnicy na pamiątkę dostali).
P.S: Jakaś „dobra dusza” znalazła licznik Rysia.

Wyniki:
Wyniki: Pływanie-750m Rower-20km Bieg-5km Wynik
61 GAJEWSKI KAMIL 00:16:02 00:44:49 00:21:27 01:25:03
64 MAZUREK RYSZARD 00:19:47 00:42:21 00:21:55 01:26:18
70 DYMIŃSKI MARCIN 00:19:43 00:42:25 00:22:52 01:27:13 

>>>fotki<<< Marcina
Bobry w żywiole nad wezbraną Wisłą w Grand Prix Żoliborza
dodano: 2013.06.11
Zakończyło się GP Żoliborza 2013 składający się z 4 biegów na dystansie 10 km:
- 06 kwietnia Kępa Potocka
- 02 maja Bieg Flagi
- 18 maja Cytadela
- 09 czerwca Centrum Olimpijskie bieg brzegiem Wisły
Trzeba było zaliczyć 3 starty aby zostać sklasyfikowanym w GP. Nie brałem udziału tylko 18 maja z uwagi na start w Biegu Cichociemnych. Zająłem w kolejnych biegach 2, 3 i 2 miejsce w kategorii wiekowej M-70 , generalnie wyniki będą znane w ciągu tygodnia. Biegi były sympatycznie zorganizowane, atmosfera prawie rodzinna, pogoda od zimowej w kwietniu do upalnej w czerwcu. Uroczyste zakończenie GP w siedzibie Burmistrza Żoliborza, nagrody w kategoriach wiekowych to buty i koszulki biegowe.
Cross Maraton Nad Pilicą
dodano: 2013.06.11
Podczas gdy dwóch naszych śmiałków zmagało się z morderczym dystansem 42km w Lublinie, my w osobie Ryśka i mnie postanowiliśmy pomęczyć się troszkę na dystansie półmaratonu w Nowym Mieście nad Pilicą. Choć był to dla nas weekend rowerowy, nie omieszkaliśmy jadąc po trasie skorzystać z nadarzającej się możliwości pobiegania po lesie z innymi pasjonatami w dość ekstremalnych temperaturach. Czekały nas 3 okrążenia po 7 km, a dla maratończyków 6 okrążeń i szczerze im współczułem. Już po pierwszym kółeczku zmodyfikowaliśmy plany co do osiągnięcia czasów na mecie. Choć trasa wiodła przez las, to na długich nie osłoniętych odcinkach słońce dopiekało niemiłosiernie. Troszkę pagórków, piachu i błotnych kałuż urozmaicało trasę. Dla ogólnego umilenia, kiedy tak pot lał się z nas jak z wyciskanej szmaty, z lubością siadały na nas końskie muchy, bzy, komary i inne krwio-lubne owad. Należało więc mieć tempo minimum 5.30/km by się od nich uwolnić, ale za nic moja „noga nie podawała” w tym upale. Zostało więc zupełnie odprężyć się i nie patrząc na przeciwności, na wynik, ani który będę na mecie, bez zbędnego napięcia doczłapać. Atrakcyjności dodawało zagadywanie mijających mnie biegaczy, a przy bufetach na trasie długa konsumpcja: pomarańczy, bananów, delicji, ciastek i picia do oporu. Komary i muchy upojone i ja napojony, zadowolony wbiegłem na metę.
Marcin
21 Ryszard Mazurek 01:50:32
46 Marcin Dymiński 02:05:36
I Maraton Lubelski
dodano: 2013.06.09

Lublin po raz pierwszy gościł w granicach swojego miasta maratończyków. Spiekota i żar dały się mocno we znaki wszystkim, o czym może świadczyć chociażby fakt, że pierwszy zawodnik na mecie wbiegł z czasem 2.42. W Lublinie nie mogło zabraknąć również bobrów. Wojtek z Leszkiem R. przez 42km walczyli z upałem. Czekamy na relację...

miejsce/zawodnik/czas
512 JAKUBOWSKI WOJCIECH  04:44:14
580  ROSA LESZEK  04:54:31

Bieg Rzeźniczka 2013
dodano: 2013.06.04
Bieg Rzeźniczka fotki >>>tutaj<<<
BIEG RZEŹNIKA
Walka Bobrów z Rzeźnikiem
dodano: 2013.06.02




Bieg Rzeźnika to niewątpliwie marzenie wielu biegaczy, zwieńczenie miesięcy treningu i powód do chluby. Aż do momentu zapisania się nie wiedziałem o tym biegu praktycznie nic, poza tym, że odbywa się on na dystansie 80km w Bieszczadach. Kiedy wraz z Grześkiem umawialiśmy się na bieg podczas spotkania wigilijnego u Stasia, nie wiedziałem nawet, że w biegu tym startuje się w parach. Zapisy ruszyły zimą i udało mi się wpisać nas na listę tylko dlatego, że miałem akurat tego dnia wolne. Limit miejsc wyczerpał się po kilkudziesięciu minutach. Później już tylko trening i oczekiwanie. Począwszy od stycznia biegałem średnio w miesiącu około 250km, zaliczyłem kilka dłuższych , ponad 30-kilumetrowych wybiegań i jeden maraton. Koniec kwietnia i maj spędziłem bardzo pracowicie. Udało mi się zrobić kilka mocnych treningów na Górkach Mironowskich w Wołominie i wybiegałem czasami do 100km tygodniowo. >>>więcej<<<

Nowa podstrona

Darmowe strony internetowe dla każdego